Share Button

Wojsko Arabii Saudyjskiej  przeprowadziło w sobotę atak na uroczystość pogrzebową, zabijając ponad 140 osób. Co na to amerykańscy sojusznicy Saudów? Zastanawiają się co najwyżej nad tym, czy w świetle prawa międzynarodowego ich kraj nie zostanie uznany za współwinnego zniszczenia Jemenu.

Budynki mieszkalne na przedmieściach Sany, stolicy Jemenu, po bombardowaniu przez wojska saudyjskie/wikimedia commons
Budynki mieszkalne na przedmieściach Sany, stolicy Jemenu, po bombardowaniu przez wojska saudyjskie/ fot. Wikimedia Commons

Tylko w ubiegłym roku rząd USA sprzedał Arabii Saudyjskiej broń wartą 1,3 mld dolarów, doskonale wiedząc, gdzie i w jaki sposób zostanie użyta. To dopiero początek – na realizację w kolejce czekają kolejne kontrakty łącznie wyceniane na 22,2 mld dolarów. Ubijając ten znakomity interes, urzędnicy Departamentu Stanu nie mogli nie wiedzieć, że podczas interwencji u południowego sąsiada Saudowie bombardują nie tylko pozycje szyickich partyzantów Huti, ale i obiekty cywilne. Jak wynika z e-maili, do których dotarli dziennikarze Agencji Reutera, Amerykanie nie mieli żadnych złudzeń, że tego rodzaju sytuacje ustaną. Departament Stanu starał się co najwyżej sugerować sojusznikowi, żeby odpuścił sobie uderzenia w niektóre obiekty, m.in. instalacje wodociągowe. Szło wyłącznie o względy propagandowe – mało przekonująco brzmi amerykański lament nad Syryjczykami ginącymi od rosyjskich bomb, gdy USA przyzwala na dokładnie taki sam los Jemeńczyków. Amerykańscy rządowi prawnicy zastanawiają się co najwyżej nad tym, czy sprzedaż broni do Jemenu nie mogłaby – przynajmniej w teorii – zostać potraktowana jako współuczestnictwo w zbrodniach wojennych. Bardzo szeroką definicję wspierania zbrodni, obejmującą także wsparcie „moralne” oraz „zachęcanie”, przyjmowały międzynarodowe trybunały, zresztą za aprobatą USA.

W drugiej połowie września 60 przedstawicieli Demokratów w amerykańskiej Izbie Reprezentantów próbowało zablokować kolejną sprzedaż broni do Arabii Saudyjskiej. Powoływali się właśnie na fakt, że w świetle prawa wojennego administracja Obamy być może już jest współwinna zbrodni wojennych. Wniosek przepadł.

Jeszcze bardziej groteskowo brzmi amerykańska reakcja na tragedię z ostatniej soboty, gdy podczas nalotu na uroczystość pogrzebową w Jemenie zginęło przynajmniej 140 osób, a rany, w tym ciężkie, odniosło blisko 600. W odpowiedzi na saudyjskie komentarze o „fałszywych relacjach” i „rozdmuchiwaniu wydarzeń”, Waszyngton wezwał sojuszników do „lepszego stosowania się do amerykańskich zasad, wartości i interesów”. Specjaliści z Departamentu Stanu przekonywali również, że Ar-Rijadowi wcale nie zależy na zastraszaniu i zabijaniu cywilów, a straty wśród nich to efekt… braku doświadczenia w zakresie przeprowadzania nalotów i wystrzeliwania pocisków rakietowych. Na nieszczęście dla niedoświadczonych Saudyjczyków, przekonują Amerykanie, sprawę utrudnia im jeszcze fakt, że wróg to nie wojsko regularne. Tymczasem w centrum jemeńskiej stolicy wczoraj i dzisiaj odbyły się protesty przeciwko działaniom dowodzonej przez Saudów koalicji. Tysiące manifestantów pod miejscowym przedstawicielstwem ONZ potępiało organizację za hipokryzję i bezczynność.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

1 komentarz

  1. Nikt napisał:

    Ależ Big Brader ma czyste sumienie – przecież to nie jego ludzi, i nawet nie jego bomby, Arabusy te bomby legalnie kupili

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*