Share Button

Na placu Syntagma w centrum greckiej stolicy kilkadziesiąt osób rozbiło namioty – to głównie kobiety i dzieci – migranci z Syrii. Domagają się umożliwienia im przemieszczenia się do innych krajów UE, głównie do Niemiec. Chcą połączyć się ze swoimi rodzinami.

„Nasze więzy rodzinne są silniejsze od waszych nielegalnych umów” – taki transparent wywiesili protestujący. Uchodźcy powołują się na przepisy, pozwalające na łączenie rodzin – jeżeli jedna osoba otrzymała azyl na terenie Niemiec, to zgodnie z prawem może sprowadzić tam małżonka/małżonkę i dzieci. W przypadku nieletniego azylanta – można sprowadzić też rodziców lub opiekunów i rodzeństwo.

Tymczasem ci, którzy rozłożyli namioty niedaleko budynku greckiego parlamentu, skarżą się, że na spotkanie z bliskimi czekają już bardzo długo. Natomiast jako „nielegalną umowę” określili nieformalny układ Berlin-Ateny, o którym donosiła niedawno zarówno niemiecka, jak i grecka prasa. Porozumienie zawarte między dwoma krajami miało dotyczyć ograniczenia liczby uchodźców sprowadzanych z Grecji do Niemiec.

Wprawdzie niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere wyjaśniał, że przy łączeniu rodzin obowiązują inne przepisy niż przy regularnych kwotach – i oczekujący nie mają się czego obawiać, jednak zebrani na placu Syntagma mają już dość czekania.

Grecki minister ds. migracji Yannis Mouzalas zaapelował wczoraj do protestujących o cierpliwość: powodem opóźnień jest zbyt wielka ilość wniosków o łączenie rodzin. – W kwestii łączenia rodzin udało nam się w bieżącym roku przeprowadzić o 27 proc. więcej takich procedur niż w poprzednim roku. Nie rozumiem oskarżeń o to, że celowo wszystko spowalniamy, a nawet zawieramy z naszymi partnerami jakieś tajne porozumienia na ten temat – powiedział mediom.

Problem jest jeszcze jeden: w Niemczech wielu uciekinierów otrzymuje tzw. ochronę uzupełniającą. To status podobny do statusu uchodźcy, lecz nie tożsamy – zdecydowanie trudniej jest wówczas sprowadzić na miejsce rodzinę. Od początku 2017 r. do Grecji przybyło ponad 148 tys. nowych osób. Większość to właśnie kobiety i dzieci pragnący dołączyć do swoich małżonków i ojców w Niemczech i Szwecji, jednak w greckich ośrodkach dla uchodźców powoli zaczyna brakować dla nich miejsc. Rząd chce, aby mogły spędzić zimę w niektórych hotelach i ośrodkach wczasowych – aż do czasu rozpatrzenia ich wniosków.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

7 komentarzy

  1. Lej napisał:

    Redakcja „strajk.eu” nie brzydzi się Sputnikiem, prawda? Niektorzy z Waszych nawet tam pisują.

    Jak sie zatem stało że nie zauważyliscie informacji jak to duńska minister ds imigrantów zwiewała z ośrodka dla imigratów? Czyżby „pomroczność jasna” ?

  2. Leon Zawodowiec napisał:

    I właśnie takie sytuacje czekają nas, jak do Polski zostaną sprowadzeni uchodźcy, za którymi tak tęskni autorka. Będą głodować, żeby pozwolić wyjechać im do niemiec. I będzie o czym pisać na Strajku!

  3. A napisał:

    Użytkownik Lej ma rację, jeśli przyjmiemy, że przyjechali emigranci, to jedynie dobrą wolą poszczególnych państw jest umożliwienie im osiedlenia się, pracy, zapewnienie na start opieki socjalnej, takiej na jaką państwo przyjmujące jest stać i jest gotowe jej udzielić. Inną sprawą jest ile z protestujących osób rzeczywiście ma rodziny w Niemczech i czy Niemcy będą chciały tych ludzi przyjąć.

  4. Lej napisał:

    Zakładając że sa to uchodźcy to należy wyciągnąć wniosek że ci faceci z Niemiec czy Szwecji po prostu uciekli od swoich kobiet i dzieci. Bo niby dlaczego nie chcą do nich przyjechać do Grecji? Ich żony i dzieci tęsknią, rozłąka trwa już tak długo a oni ani myślą do swoich rodzin powrócić.

    Do tego prowadzi paranoiczne trzymanie się fałszywych tez Droga Autorko.

    Gdyby przyznała Pani tak jak to tu wykazywaliśmy już dwa lata temu że mamy do czynienia z migracją to sprawa byłaby oczywista. Panowie przyjechali pierwsi żeby się jakoś urządzić a następnie ściągnąć rodziny.

    Świadczyła o tym struktura demograficzna napływających. W szczycie kryzysu migracyjnego przybywający mężczyźni stanowili 3/4 ogólnej liczby nowoprzybyłych, obecnie według danych niemieckich stanowią oni 2/3 przyjętych w RFN. Proces łączenia rodzin trwa, więc ta proporcja sie zmienia.

    Czy już przejrzała Pani na oczy?

  5. sru napisał:

    no i się narobiło jeśli chcą głodować to mają wspaniałe warunki ku temu w swoim kraju a nie za nasze pieniądze

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*