autor: Agatha Rosenberg

Valev Kald i Władimir Drozdow

Państwo musi pomagać słabszym

Strajk.eu rozmawia z Valevem Kaldem, przewodniczącym Estońskiej Zjednoczonej Partii Lewicy i Władimirem Drozdowem, przewodniczącym Rady tejże partii. Odkąd Estonia w 1991 r. po raz drugi stała się niepodległym państwem, u władzy cały czas jest prawica. Jaki jest bilans tych rządów i w jakich obszarach najbardziej przydałaby się lewicowa alternatywa? Valev Kald: Faktycznie, przez te 26 lat Estonią nieustannie rządzą partie prawicowe. Efektem tego jest chociażby upowszechnienie się myślenia, że ludziom należy dawać wędkę, żeby każdy sobie coś złowił, a nie, tak jak mówią socjaliści, żeby państwo służyło ludziom. Problem w tym, że w Estonii owo łowienie utrudnia kilka zasadniczych czynników. Na lokalnym rynku działają głównie firmy zagraniczne, które dążą po prostu do maksymalizowania zysków, korzystają z tego, że mogą tu znaleźć tanią siłęCzytaj dalej >>>

fot. Wikimedia Commons

Socjaliści a opium ludu

Jak mobilizować ludzi pokrzywdzonych przez kapitalizm do wspólnej walki o bardziej sprawiedliwy system społeczny? Z tym zagadnieniem polska lewica zmaga się od lat. W tekście „Religia a walka klas” swoją propozycję rozwiązania tego problemu przedstawia Piotr Ikonowicz. Niestety, ani to propozycja szczególnie nowa, ani rokująca specjalne nadzieje na przyszłość. Bądźmy tolerancyjni i wyrozumiali, wzywa Ikonowicz, zaakceptujmy to, że przeciętny polski pracownik chodzi do kościoła, schowajmy głęboko hasła i problemy, które potencjalnie mogłyby go obrazić. Innymi słowy – lewica miałaby po prostu skapitulować, na jednych polach od razu, na innych na raty. Prawicę katolicką z aspektem socjalnym już mamy.

Wileński Nowy Świat. Tu turyści nie zachodzą. Na osiedlu złożonym głównie z radzieckich bloków częściej słychać rosyjski niż litewski / fot. Agatha Rosenberg

O czym marzy znikający kraj

Litwa to właściwie polska ziemia! Kto tego nie słyszał, wychowując się w polskiej szkole na Mickiewiczu? Sama byłam swojego czasu na szkolnej wycieczce do Wilna z narodowo-nostalgicznym podtekstem. Teraz jednak przyjeżdżam poza sezonem turystycznym. Stare Miasto i centrum świecą pustkami, momentalnie przypominając o tym, że współczesna Litwa to nie raj utracony, tylko kraj z ogromnym problemem. Państwo, które od odzyskania w 1991 r. niepodległości systematycznie się wyludnia. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat straciło 110 tys. mieszkańców.

Mimo szumnych zapowiedzi USA o "topnieniu" Państwa Islamskiego, sekta wciąż zabija niewinnych Irakijczyków/wikimedia commons

Temat Dnia: Piekło Mosulu

Odbijany z rąk Państwa Islamskiego Mosul to piekło. Ukrywanie tego, przerzucanie całej odpowiedzialności na IS lub odwracanie uwagi od problemu za pomocą suchych doniesień o ruchach wojsk właśnie staje się niemożliwe. Niepokój z powodu dramatu mieszkańców miasta i uchodźców był zmuszony wyrazić nawet ONZ. Oczywiście bez wskazywania, gdzie znajdują się prawdziwe korzenie irackiej tragedii.

autor 26/03/2017 0 komentarzy Temat Dnia
Obchody dnia pamięci Legionów Łotewskich SS w 2014 roku/livejournal.com

Na wschodniej flance NATO. Cz. II: Tu mogłoby być normalnie

Zwykli mieszkańcy Łotwy nie chcą skakać sobie do oczu, przekonuje Brigita Zepa, socjolożka, wykładowczyni Uniwersytetu Łotewskiego w Rydze. Jeśli zapytać, czy podoba im się wizja społeczeństwa rozdzielonego, w którym osobno żyją Łotysze, a osobno rosyjskojęzyczni, w większości odpowiadają przecząco. Na pierwszy rzut oka zresztą w stylu życia jednych i drugich nie ma wielkich różnic – jeśli już występują, to nie w narodowości należy upatrywać ich źródła, a w miejscu zamieszkania; Łotysze dominują na wsi, większość rosyjskojęzycznych żyje w miastach. Zarobki? Znowu – między tymi, którzy pracę mają, nie ma przepaści. Kryzys 2008 r. też uderzał, nie patrząc na pochodzenie.

fot. Agatha Rosenberg

Nie przeszli przed soborem

– Przepraszam, na ulicę 3 Maja dobrze idziemy? Okolica jest praktycznie pusta. Niedziela, wczesne popołudnie, mieszkańcy wrócili już z cerkwi albo – znacznie rzadziej – kościoła, spędzają czas w domach. Przypadkowo zagadnięta na osiedlowej ulicy kobieta przygląda nam się z zaskoczeniem i niepewnością graniczącymi z obawą. Nie, to nie tędy, to w drugą stronę, pokazuje i bez zwłoki oddala się. Nie mamy wątpliwości – była pewna, że młodzi ludzie, którzy nie są stąd, niechybnie przyjechali na marsz narodowców. Albo na jego blokadę. Oba zaczynają się za kilka godzin. Wielu mieszkańców wolałoby, żeby nie było żadnego.

Paszport nieobywatela Łotwy

Na wschodniej flance NATO. Cz. 1: Nie czekamy na Putina

Europarlament, 14 lutego 2017 r. Kolejna debata o wojnie w Donbasie. Od stycznia media zalewają drastyczne obrazy. OBWE alarmuje: eskalacji walk winne są obie strony. Organizacja ma obserwatorów w terenie, wydawałoby się, że wie, co mówi, kiedy wyrokuje, że sytuacja nie jest czarno-biała. Ale eurodeputowani myślą inaczej. Dajmy Ukrainie broń, zaostrzmy sankcje wobec Rosji – to stanowisko większości mówców. Kiedy odzywają się głosy bardziej wyważone, zwracające uwagę na wnioski z raportu OBWE właśnie, dyskusja zamienia się w oskarżenia, że nie dość antyrosyjskim deputowanym po prostu płaci Putin. Gwiazdą debaty jest Łotyszka Sandra Kalniete.

pravyysektor.info/pravij-sektor-proviv-na-majdani-narodne-viche-get-bandu-zradnikiv.

Obrazki z Kijowa. Cz. 2: Terroryści z Arsenału

– Nie rozdrabniajmy się, zamiast wprowadzać tylko język ukraiński zadekretujmy od razu, że wszyscy na Ukrainie mają myśleć tak, jak „patrioci” ze Lwowa! – proponuje Marina, którą poznałam w Polsce, jeszcze jako studentkę Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaje się dziś trochę ze wstydem, że przynajmniej do pewnego stopnia wierzyła w Majdan. Wydawało jej się, że jeśli Europa zainteresowała się Ukrainą, zaoferowała umowę stowarzyszeniową, to naprawdę będzie patrzeć na ręce nowej ekipie. Czasem instytucje międzynarodowe podsuną gotowe wzorce reform, czasem zablokują działania zbyt radykalne lub nieprzemyślane. Zaprotestują, gdyby za bardzo rozkręcili się nacjonaliści pokroju Swobody albo Prawego Sektora.

Półka w kijowskiej księgarni. Ukraińskie i rosyjskie książki jeszcze współistnieją. To może się niedługo zmienić / fot. Agatha Rosenberg

Obrazki z Kijowa. Cz. 1: Czy tu mówią po ukraińsku?

Na Ukrainę jadę pod koniec stycznia. Jeszcze nie zaczęły się dantejskie sceny w Doniecku i Awdiejewce. Za to trwają, po raz trzeci już, rocznicowe rozważania o tym, co nam dał Majdan. Co miał dać, a co się nie ziściło. Mało w tych medialnych debatach głosu zwykłych ludzi, dużo rozważań natury tożsamościowej. O prawdziwie ukraińskiej kulturze, odchodzeniu od języka rosyjskiego, budowaniu swojego miejsca w Europie, niegdyś niesłusznie utraconego.

Jerzy Targalski w archiwach IPN / fot. Wikimedia Commons

Z Kozakami iść na Moskwę

Mając w bliskim otoczeniu państwo, które zawsze będzie odgrywać podstawową rolę w regionie, warto i trzeba się nim interesować. Funkcjonując w regionie, w którym rywalizują o wpływy różne potęgi, nie możemy go nie badać, nie poznawać od różnych stron. Zajmujmy się zatem w Polsce Rosją, obserwujmy przemiany na całym obszarze postradzieckim. Rzecz polega jednak na tym, by do tego rodzaju zadań przystępować bez bagażu uprzedzeń, pobożnych życzeń i prywatnych fobii. W Polsce, okazuje się, to bynajmniej nieoczywiste.

autor 05/02/2017 7 komentarzy Temat Dnia
Terroryści z Islamic State porwali 3 tys. irackich uchodźców/flickr.com/Day Donaldson

Dajr az-Zaur: ostatni bój zapomnianego miasta

Dajr az-Zaur od kwietnia 2014 r. jest oblegane przez fanatyków z Państwa Islamskiego. W styczniu 2015 r. dżihadyści odcięli wszystkie drogi dojazdu. Deską ratunku dla 100- 150 tys. mieszkańców było lotnisko wojskowe, heroicznie bronione przez znacznie mniejsze od wrogich siły. Tam docierało zaopatrzenie i pomoc humanitarna, niewystarczająca, ale jednak. Kilkanaście dni temu lotnisko zostało odcięte od reszty miasta. Los cywilów zawisł na włosku. Dlaczego o Dajr az-Zaur nie mówi cały „wolny świat”, niedawno opłakujący Aleppo?

Wadim Krasnosielski w rosyjskich barwach. Wjazd do Tyraspola od południowego wschodu / fot. Agatha Rosenberg

Szeryf bierze wszystko

Wjeżdżam do Naddniestrza po południu w piątek 9 grudnia. Jakiś czas czekam w kolejce na nieuznawanej, ale faktycznie działającej w najlepsze granicy. Już po jej przekroczeniu, zanim zrobi się zupełnie ciemno, wypatruję znaków nadchodzących wyborów prezydenckich. Prezydent Naddniestrza w oczach społeczności międzynarodowej nie jest żadną głową państwa, nie jeździ na szczyty i spotkania, nie podpisuje wspólnych komunikatów, nie pozuje do zdjęć. Jego małe państwo według „wolnego świata” nie ma i nigdy nie miało racji bytu. Ale dla 475 tys. mieszkańców lewego brzegu Dniestru to, kto wprowadzi się do przeszklonego pałacu w Tyraspolu, bynajmniej nie jest obojętne. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin przed startem głosowania nie ma w Naddniestrzu gorętszego tematu.

Czarny Protest pod Sejmem przeciwko nowej propozycji ustawy antyaborcyjnej. PiS wkrótce przedstawi swoją. fot. strajk.eu

Szkoła pogardzania kobietami

Każda obywatelka Polski i każdy obywatel, który widzi w kobietach po prostu ludzi, regularnie przeżywa w naszym kraju chwile irytacji, gdy po raz kolejny słyszy od jakiegoś „autorytetu”, że miejsce kobiet jest w domu, przy dzieciach i sprzątaniu, a sprawy publiczne i nawet zwykła praca zawodowa z natury zarezerwowane są dla facetów. Niektórzy i niektóre z nas tak przyzwyczaili się do prymitywnego seksizmu, że spotykając się z takimi wynurzeniami na katechezie, lekcji wychowania do życia w rodzinie czy w szkolnych podręcznikach reagowali tylko wzruszeniem ramion. Tak już jest, myśleliśmy, że Kościół stara się wepchnąć swoje, a klimat polityczny mu sprzyja. Na szczęście uczniowie czerpią wiedzę nie tylko z książek, a młodzi ludzie szybko przekonują się, że nie jest tak prosto z tąCzytaj dalej >>>

autor 01/12/2016 2 komentarze Komentarz dnia
Stadion "Szerifa" / fot. Wikimedia Commons

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. III: Świetlana przyszłość?

Podczas naszej rozmowy konkretny i stanowczy Giennadij Kuźmiczow raz wyraźnie się irytuje. Nie może spokojnie ustosunkować się do powszechnie panującej wśród analityków opinii, że jego kraj nie mógłby istnieć bez rosyjskiej pomocy. Znowu przypomina, jak jest w Mołdawii, pyta, czy przypadkiem tamto państwo też nie jest uzależnione od wsparcia z zagranicy, tyle że europejskiego i amerykańskiego? Dlaczego więc potępiać akurat Naddniestrze i pomoc z Rosji? Kuźmiczow myśli zresztą o naddniestrzańsko-rosyjskich relacjach w innych kategoriach.

Przemawia Wiaczesław Pierszukow, Rosatom / fot. Agatha Rosenberg

Nad Dunajem o atomie

Wiedeńskie Donau City zdaje się miejscem stworzonym do dyskusji o kierunku, w którym zmierza ludzkość, o postępie technologicznym z jednej strony i związanych z nim zagrożeniach z drugiej. Samo wygląda jak uosobienie nieskończonych nadziei wiązanych swojego czasu z technologią: to zespół przeszklonych biurowców budowanych po kolei od lat 60., położonych na gruntach, które wcześniej raczej omijano, w obawie przed występującym z brzegów Dunajem.

/wikimedia commons

Dzika menażeria Trumpa

Podczas zwyczajowego spotkania z odchodzącym prezydentem Barackiem Obamą prezydent-elekt Donald Trump był ponoć zdziwiony, kiedy dowiedział się, że będzie musiał wymienić wszystkich kilkuset urzędników administracji Białego Domu. Do skompletowania kandydatów nawet na kluczowe stanowiska jeszcze daleko. Jednak już ci, których nazwiska są raczej pewne, budzą, najdelikatniej mówiąc, zakłopotanie.

Dniestr / fot. Agatha Rosenberg

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. II: Istniejemy

Obroniliśmy się. Istniejemy. Może nie żyjemy w szczególnym bogactwie, ale z drugiej strony wiemy, że mogłoby być o wiele gorzej. Nie chcemy powrotu pod władzę Kiszyniowa. Co nam może zaoferować Mołdawia? Znowu szykany za mówienie po rosyjsku? Przecież nie wyższy standard życia i większą pewność jutra. Taki przekaz kierują mieszkańcy lewego brzegu Dniestru do społeczności międzynarodowej, do demokratycznej Europy, już ćwierć wieku, praktycznie jednogłośnie,  w referendach. Pierwszy raz 1 grudnia 1991 r. 80 proc. ludności Naddniestrza zagłosowało za niepodległością.

Brunatne sny prawdziwej Polki

Brunatne sny prawdziwej Polki

Posłanka Beata Mateusiak-Pielucha obejrzała „Wołyń”. Pokaz nią wstrząsnął, w masakrze sprzed lat zobaczyła wizję przyszłości. Na szczęście od razu zrozumiała, jak należy nadchodzącemu nieszczęściu przeciwdziałać. Polityczka PiS nie napisała, czy podczas seansu towarzyszyli jej „wartościowi młodzi chłopcy” z pabianickiego ONR, którym udostępnia biuro poselskie (jak sama mówi, nieodpłatnie, byle po sobie sprzątali). Byli, czy nie byli, po lekturze felietonu posłanki obowiązkowo muszą nadać jej honorowe członkostwo w organizacji. Roman Dmowski w grobie klaszcze w ręce: już nie tylko żadna mainstreamowa demonstracja w Polsce nie może się obejść bez jego portretu, ale i rozwijane są jego idee. Radują się zza grobu wojskowi rządzący Polską w 1938 r., pomysłodawcy haniebnej akcji zburzenia ponad stu cerkwi prawosławnych: prawdziwie katolicka partia znowu dostrzega jednegoCzytaj dalej >>>

autor 17/11/2016 3 komentarze Komentarz dnia
Z wojny o Naddniestrze / fot. wystawa Muzeum Benderskiej Tragedii

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. I: Zwyciężyliśmy!

Wątek naddniestrzański wypływa od czasu do czasu  na internetowych forach podróżniczych. Warto? Nie warto? Okradną, nie okradną? Nie znam rosyjskiego, czy nie okradną dwa razy? Piszą niezadowoleni („zabawa w chowanego z moim paszportem”, „miasta, w których czujesz się pod ciągłą obserwacją milicji”) i tacy, co raczej uspokajają („na granicy nic nie chcieli”). Wniosek ogólny? Naddniestrze to przede wszystkim ostatni w Europie skansen komunizmu. Kręcą cię pomniki Lenina – jedź, patrz i podziwiaj. Wolisz inne klimaty, to nie jedź, poza Leninami żadnych atrakcji w Tyraspolu i okolicach nie uświadczysz.

O prawo do nienawiści

O prawo do nienawiści

Chociaż życie polityczne w Polsce obfituje w absurd i groteskę, dzisiejsze wydarzenie wniosło nawet w polski klimat nową jakość. W ramach przygrywki przed tegorocznym Marszem Niepodległości, czy raczej Marszem Nienawiści wobec nie-Polaków, gejów i uchodźców, skrajna prawica upominała się o wolność słowa. Pod flagami z jakże „wolnościową” Falangą, za aprobatą rządu.