autor: Agatha Rosenberg

fot. Agatha Rosenberg

Nie przeszli przed soborem

– Przepraszam, na ulicę 3 Maja dobrze idziemy? Okolica jest praktycznie pusta. Niedziela, wczesne popołudnie, mieszkańcy wrócili już z cerkwi albo – znacznie rzadziej – kościoła, spędzają czas w domach. Przypadkowo zagadnięta na osiedlowej ulicy kobieta przygląda nam się z zaskoczeniem i niepewnością graniczącymi z obawą. Nie, to nie tędy, to w drugą stronę, pokazuje i bez zwłoki oddala się. Nie mamy wątpliwości – była pewna, że młodzi ludzie, którzy nie są stąd, niechybnie przyjechali na marsz narodowców. Albo na jego blokadę. Oba zaczynają się za kilka godzin. Wielu mieszkańców wolałoby, żeby nie było żadnego.

Paszport nieobywatela Łotwy

Na wschodniej flance NATO. Cz. 1: Nie czekamy na Putina

Europarlament, 14 lutego 2017 r. Kolejna debata o wojnie w Donbasie. Od stycznia media zalewają drastyczne obrazy. OBWE alarmuje: eskalacji walk winne są obie strony. Organizacja ma obserwatorów w terenie, wydawałoby się, że wie, co mówi, kiedy wyrokuje, że sytuacja nie jest czarno-biała. Ale eurodeputowani myślą inaczej. Dajmy Ukrainie broń, zaostrzmy sankcje wobec Rosji – to stanowisko większości mówców. Kiedy odzywają się głosy bardziej wyważone, zwracające uwagę na wnioski z raportu OBWE właśnie, dyskusja zamienia się w oskarżenia, że nie dość antyrosyjskim deputowanym po prostu płaci Putin. Gwiazdą debaty jest Łotyszka Sandra Kalniete.

pravyysektor.info/pravij-sektor-proviv-na-majdani-narodne-viche-get-bandu-zradnikiv.

Obrazki z Kijowa. Cz. 2: Terroryści z Arsenału

– Nie rozdrabniajmy się, zamiast wprowadzać tylko język ukraiński zadekretujmy od razu, że wszyscy na Ukrainie mają myśleć tak, jak „patrioci” ze Lwowa! – proponuje Marina, którą poznałam w Polsce, jeszcze jako studentkę Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaje się dziś trochę ze wstydem, że przynajmniej do pewnego stopnia wierzyła w Majdan. Wydawało jej się, że jeśli Europa zainteresowała się Ukrainą, zaoferowała umowę stowarzyszeniową, to naprawdę będzie patrzeć na ręce nowej ekipie. Czasem instytucje międzynarodowe podsuną gotowe wzorce reform, czasem zablokują działania zbyt radykalne lub nieprzemyślane. Zaprotestują, gdyby za bardzo rozkręcili się nacjonaliści pokroju Swobody albo Prawego Sektora.

Półka w kijowskiej księgarni. Ukraińskie i rosyjskie książki jeszcze współistnieją. To może się niedługo zmienić / fot. Agatha Rosenberg

Obrazki z Kijowa. Cz. 1: Czy tu mówią po ukraińsku?

Na Ukrainę jadę pod koniec stycznia. Jeszcze nie zaczęły się dantejskie sceny w Doniecku i Awdiejewce. Za to trwają, po raz trzeci już, rocznicowe rozważania o tym, co nam dał Majdan. Co miał dać, a co się nie ziściło. Mało w tych medialnych debatach głosu zwykłych ludzi, dużo rozważań natury tożsamościowej. O prawdziwie ukraińskiej kulturze, odchodzeniu od języka rosyjskiego, budowaniu swojego miejsca w Europie, niegdyś niesłusznie utraconego.

Jerzy Targalski w archiwach IPN / fot. Wikimedia Commons

Z Kozakami iść na Moskwę

Mając w bliskim otoczeniu państwo, które zawsze będzie odgrywać podstawową rolę w regionie, warto i trzeba się nim interesować. Funkcjonując w regionie, w którym rywalizują o wpływy różne potęgi, nie możemy go nie badać, nie poznawać od różnych stron. Zajmujmy się zatem w Polsce Rosją, obserwujmy przemiany na całym obszarze postradzieckim. Rzecz polega jednak na tym, by do tego rodzaju zadań przystępować bez bagażu uprzedzeń, pobożnych życzeń i prywatnych fobii. W Polsce, okazuje się, to bynajmniej nieoczywiste.

autor 05/02/2017 7 komentarzy Temat Dnia
Terroryści z Islamic State porwali 3 tys. irackich uchodźców/flickr.com/Day Donaldson

Dajr az-Zaur: ostatni bój zapomnianego miasta

Dajr az-Zaur od kwietnia 2014 r. jest oblegane przez fanatyków z Państwa Islamskiego. W styczniu 2015 r. dżihadyści odcięli wszystkie drogi dojazdu. Deską ratunku dla 100- 150 tys. mieszkańców było lotnisko wojskowe, heroicznie bronione przez znacznie mniejsze od wrogich siły. Tam docierało zaopatrzenie i pomoc humanitarna, niewystarczająca, ale jednak. Kilkanaście dni temu lotnisko zostało odcięte od reszty miasta. Los cywilów zawisł na włosku. Dlaczego o Dajr az-Zaur nie mówi cały „wolny świat”, niedawno opłakujący Aleppo?

Wadim Krasnosielski w rosyjskich barwach. Wjazd do Tyraspola od południowego wschodu / fot. Agatha Rosenberg

Szeryf bierze wszystko

Wjeżdżam do Naddniestrza po południu w piątek 9 grudnia. Jakiś czas czekam w kolejce na nieuznawanej, ale faktycznie działającej w najlepsze granicy. Już po jej przekroczeniu, zanim zrobi się zupełnie ciemno, wypatruję znaków nadchodzących wyborów prezydenckich. Prezydent Naddniestrza w oczach społeczności międzynarodowej nie jest żadną głową państwa, nie jeździ na szczyty i spotkania, nie podpisuje wspólnych komunikatów, nie pozuje do zdjęć. Jego małe państwo według „wolnego świata” nie ma i nigdy nie miało racji bytu. Ale dla 475 tys. mieszkańców lewego brzegu Dniestru to, kto wprowadzi się do przeszklonego pałacu w Tyraspolu, bynajmniej nie jest obojętne. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin przed startem głosowania nie ma w Naddniestrzu gorętszego tematu.

Czarny Protest pod Sejmem przeciwko nowej propozycji ustawy antyaborcyjnej. PiS wkrótce przedstawi swoją. fot. strajk.eu

Szkoła pogardzania kobietami

Każda obywatelka Polski i każdy obywatel, który widzi w kobietach po prostu ludzi, regularnie przeżywa w naszym kraju chwile irytacji, gdy po raz kolejny słyszy od jakiegoś „autorytetu”, że miejsce kobiet jest w domu, przy dzieciach i sprzątaniu, a sprawy publiczne i nawet zwykła praca zawodowa z natury zarezerwowane są dla facetów. Niektórzy i niektóre z nas tak przyzwyczaili się do prymitywnego seksizmu, że spotykając się z takimi wynurzeniami na katechezie, lekcji wychowania do życia w rodzinie czy w szkolnych podręcznikach reagowali tylko wzruszeniem ramion. Tak już jest, myśleliśmy, że Kościół stara się wepchnąć swoje, a klimat polityczny mu sprzyja. Na szczęście uczniowie czerpią wiedzę nie tylko z książek, a młodzi ludzie szybko przekonują się, że nie jest tak prosto z tąCzytaj dalej >>>

autor 01/12/2016 2 komentarze Komentarz dnia
Stadion "Szerifa" / fot. Wikimedia Commons

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. III: Świetlana przyszłość?

Podczas naszej rozmowy konkretny i stanowczy Giennadij Kuźmiczow raz wyraźnie się irytuje. Nie może spokojnie ustosunkować się do powszechnie panującej wśród analityków opinii, że jego kraj nie mógłby istnieć bez rosyjskiej pomocy. Znowu przypomina, jak jest w Mołdawii, pyta, czy przypadkiem tamto państwo też nie jest uzależnione od wsparcia z zagranicy, tyle że europejskiego i amerykańskiego? Dlaczego więc potępiać akurat Naddniestrze i pomoc z Rosji? Kuźmiczow myśli zresztą o naddniestrzańsko-rosyjskich relacjach w innych kategoriach.

Przemawia Wiaczesław Pierszukow, Rosatom / fot. Agatha Rosenberg

Nad Dunajem o atomie

Wiedeńskie Donau City zdaje się miejscem stworzonym do dyskusji o kierunku, w którym zmierza ludzkość, o postępie technologicznym z jednej strony i związanych z nim zagrożeniach z drugiej. Samo wygląda jak uosobienie nieskończonych nadziei wiązanych swojego czasu z technologią: to zespół przeszklonych biurowców budowanych po kolei od lat 60., położonych na gruntach, które wcześniej raczej omijano, w obawie przed występującym z brzegów Dunajem.

/wikimedia commons

Dzika menażeria Trumpa

Podczas zwyczajowego spotkania z odchodzącym prezydentem Barackiem Obamą prezydent-elekt Donald Trump był ponoć zdziwiony, kiedy dowiedział się, że będzie musiał wymienić wszystkich kilkuset urzędników administracji Białego Domu. Do skompletowania kandydatów nawet na kluczowe stanowiska jeszcze daleko. Jednak już ci, których nazwiska są raczej pewne, budzą, najdelikatniej mówiąc, zakłopotanie.

Dniestr / fot. Agatha Rosenberg

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. II: Istniejemy

Obroniliśmy się. Istniejemy. Może nie żyjemy w szczególnym bogactwie, ale z drugiej strony wiemy, że mogłoby być o wiele gorzej. Nie chcemy powrotu pod władzę Kiszyniowa. Co nam może zaoferować Mołdawia? Znowu szykany za mówienie po rosyjsku? Przecież nie wyższy standard życia i większą pewność jutra. Taki przekaz kierują mieszkańcy lewego brzegu Dniestru do społeczności międzynarodowej, do demokratycznej Europy, już ćwierć wieku, praktycznie jednogłośnie,  w referendach. Pierwszy raz 1 grudnia 1991 r. 80 proc. ludności Naddniestrza zagłosowało za niepodległością.

Brunatne sny prawdziwej Polki

Brunatne sny prawdziwej Polki

Posłanka Beata Mateusiak-Pielucha obejrzała „Wołyń”. Pokaz nią wstrząsnął, w masakrze sprzed lat zobaczyła wizję przyszłości. Na szczęście od razu zrozumiała, jak należy nadchodzącemu nieszczęściu przeciwdziałać. Polityczka PiS nie napisała, czy podczas seansu towarzyszyli jej „wartościowi młodzi chłopcy” z pabianickiego ONR, którym udostępnia biuro poselskie (jak sama mówi, nieodpłatnie, byle po sobie sprzątali). Byli, czy nie byli, po lekturze felietonu posłanki obowiązkowo muszą nadać jej honorowe członkostwo w organizacji. Roman Dmowski w grobie klaszcze w ręce: już nie tylko żadna mainstreamowa demonstracja w Polsce nie może się obejść bez jego portretu, ale i rozwijane są jego idee. Radują się zza grobu wojskowi rządzący Polską w 1938 r., pomysłodawcy haniebnej akcji zburzenia ponad stu cerkwi prawosławnych: prawdziwie katolicka partia znowu dostrzega jednegoCzytaj dalej >>>

autor 17/11/2016 3 komentarze Komentarz dnia
Z wojny o Naddniestrze / fot. wystawa Muzeum Benderskiej Tragedii

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. I: Zwyciężyliśmy!

Wątek naddniestrzański wypływa od czasu do czasu  na internetowych forach podróżniczych. Warto? Nie warto? Okradną, nie okradną? Nie znam rosyjskiego, czy nie okradną dwa razy? Piszą niezadowoleni („zabawa w chowanego z moim paszportem”, „miasta, w których czujesz się pod ciągłą obserwacją milicji”) i tacy, co raczej uspokajają („na granicy nic nie chcieli”). Wniosek ogólny? Naddniestrze to przede wszystkim ostatni w Europie skansen komunizmu. Kręcą cię pomniki Lenina – jedź, patrz i podziwiaj. Wolisz inne klimaty, to nie jedź, poza Leninami żadnych atrakcji w Tyraspolu i okolicach nie uświadczysz.

O prawo do nienawiści

O prawo do nienawiści

Chociaż życie polityczne w Polsce obfituje w absurd i groteskę, dzisiejsze wydarzenie wniosło nawet w polski klimat nową jakość. W ramach przygrywki przed tegorocznym Marszem Niepodległości, czy raczej Marszem Nienawiści wobec nie-Polaków, gejów i uchodźców, skrajna prawica upominała się o wolność słowa. Pod flagami z jakże „wolnościową” Falangą, za aprobatą rządu.

Radość po zajęciu Al-Falludży. Walki o Mosul będą o wiele dłuższe / fot. Wikimedia Commons

IS ginie, rozgrywka trwa. Mosul i co dalej?

Irackie jednostki specjalne wkroczyły w granice Mosulu 1 listopada wczesnym rankiem. Posuwały się do przodu, zupełnie dosłownie, po masowych grobach ofiar zbrodni Państwa Islamskiego. Gdy bowiem jedni dżihadyści uciekali, inni – zanim poszli w ślady kolegów – jeszcze nieśli śmierć i zniszczenia.

fott. pixabay.com/ ferobanjo

Temat Dnia: Przeżyć za 520 zł

„Poprzedni rząd usiłował autorytarnie dzielić ich na lepszych i gorszych, zaś obecne władze całkowicie zerwały dialog z przedstawicielami tego środowiska. Wymagająca, społecznie niezwykle istotna i bardzo obciążająca praca opiekuńcza jest traktowana z lekceważeniem” – czytamy w dokumencie Partii Razem w sprawie sytuacji opiekunów osób niepełnosprawnych w Polsce. Ignorowanie tych ludzi powinno być dla arcykatolickiego rządu Polski niekończącym się wyrzutem sumienia. Nie jest.

Opuszczony kołchoz w okolicach Ceadir-Lunga / fot. Agatha Rosenberg

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. III: Rozbitkowie

Piotra Włacha, byłego deputowanego do parlamentu w Kiszyniowie, na początku naszego spotkania proszę o podsumowanie 25 lat niepodległego państwa mołdawskiego. Co wam się nie powiodło, a co udało się jednak osiągnąć, pytam, po raz ostatni wyrażając złudzenie, że tutejsza klasa polityczna przez te ćwierć wieku zrobiła jednak cokolwiek pozytywnego. Mój rozmówca takich złudzeń nie ma. Nie jest właściwie pewien, czy mówienie o niepodległości w odniesieniu do jego kraju ma sens. Czy w niepodległym państwie, zastanawia się Włach, jak w Mołdawii, panuje prawo dżungli, a wszystkie instytucje pracują na jednego człowieka?

Ruina hotelu National w centrum Kiszyniowa / fot. Agatha Rosenberg

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. II. Stefan Wielki przed hotelem National

W Kiszyniowie są momenty, kiedy zapominam, że jestem w stolicy najbiedniejszego – w najlepszym razie: prawie najbiedniejszego – państwa w Europie. Na bulwarze Stefana Wielkiego zdarza się zapatrzyć się na budynek dawnej Dumy miejskiej, wzniesiony na początku XX wieku w stylu włoskiego neogotyku. Jeśli zejść z bulwaru i przejść kawałek ulicą Puszkina na południe, znajdzie się kawałek starego Kiszyniowa. W obfitym cieniu drzew trwają dawne żeńskie gimnazjum zamienione w muzeum sztuki, cerkiewki św. Teodory i św. Pantelejmona, jedno- i dwupiętrowe domy z XIX i XX wieku.

Protesty w Mołdawii w styczniu 2016 r. / fot. Sputnik News

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. I: Tak się nie robi Majdanu!

– To była republika-sad – wspomina dawną Mołdawię Bogdan Țîrdea, deputowany do parlamentu z ramienia Partii Socjalistów Mołdawii. Kreśli obraz niekończących się ogrodów i upraw winorośli, a potem dodaje, że nie tylko tym chlubiła się Mołdawia radziecka. Pierwszy raz w swojej historii nie była państwem neofeudalnym, miała rozwinięty przemysł i powszechny system oświaty. Z czego może być dumna dziś, czym się wyróżnia? Polityk chwilę się zastanawia i w końcu mówi: w Kiszyniowie jest jeden z największych cmentarzy w Europie. A potem tylko smutno się uśmiecha.