autor: Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Pomnik "akcji UPA przeciwko polsko-niemieckim okupantom" w Janowej Dolinie. Tak opisano wydarzenia, które w rzeczywistości były rzezią polskiego osiedla / fot. Wikimedia Commons

Nacjonalistyczne szaleństwo fundamentem Ukrainy? O UPA 75 lat później

Z wielkim rozmachem obchodzono wczoraj na Ukrainie Dzień Obrońcy Ojczyzny, będący zarazem umowną 75. rocznicą powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii. Najbardziej spektakularnym akcentem był ciągnący się przez pięć kilometrów marsz nacjonalistów, głównie młodych ludzi, przez Kijów. W całym kraju prezentowano wystawy przypominające działalność UPA – czy raczej pokazujące, co z krwawej i złożonej historii nacjonalistycznej partyzantki obecne władze chciałyby uczynić podstawą zbiorowej pamięci obywateli Ukrainy.

Terapia znachorki Wielowieyskiej

Terapia znachorki Wielowieyskiej

Ma problem ze strajkiem rezydentów czołówka neoliberalnych propagandzistów, których mądrości od lat sprzedaje się Polakom jako prawdę słuszną i niepodważalną. Różne grupy zawodowe można było posłać do kąta, piętnując je za roszczeniowość, brak elastyczności, przyzwyczajenia rodem z minionej epoki – z młodymi lekarzami nie idzie tak łatwo. Zbyt logiczne są ich argumenty: chcemy wykonywać swoją pracę na godnych zasadach, godnie zarabiać bez potrzeby brania jednego dodatkowego dyżuru za drugim, leczyć ludzi, samemu będąc wypoczętymi i sprawnymi, wreszcie oczekujemy, że wzrosną nie tylko nasze pensje, ale i nakłady państwa na służbę zdrowia, bo dziś są żenująco niskie. Zbyt jasne jest wreszcie dla ludzi, że bez dobrych lekarzy po prostu sobie nie poradzimy, a dziś warunki wejścia do zawodu w Polsce sąCzytaj dalej >>>

Dobra rada Romana Giertycha albo prawdziwy symetryzm

Dobra rada Romana Giertycha albo prawdziwy symetryzm

W czasach, kiedy Roman Giertych pełnił urząd wicepremiera i ministra edukacji, chodziłam do liceum. Doskonale pamiętam, jak żywy rezonans wywoływały wśród części moich kolegów i koleżanek jego kolejne pomysły, wprowadzone w życie lub nie – mundurki, ewidencjonowanie uczennic w ciąży, sprawdzanie przez „trójki”, czy w szkole jest przemoc, narkotyki i pornografia. Z grupą kolegów i koleżanek poszliśmy nawet na antygiertychową manifestację. A jakiś czas potem zdarzyło się tak, że spotkaliśmy naszego, delikatnie mówiąc, niezbyt lubianego ministra podczas wycieczki klasowej do Wilna, pod samą Ostrą Bramą. Uśmiechnął się na widok młodzieży z Polski na patriotycznym szlaku, przyjaźnie porozmawiał, zrobił sobie z nami wspólne zdjęcie. Robił doprawdy inne wrażenie, niż wtedy, gdy obwieszczał kolejne pomysły na naprawianie polskiej szkoły, bardziej strasząc niżCzytaj dalej >>>

fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Czarne chmury nad Dniestrem. Cz. II: Demonstracje wśród ruin

Sezon protestów w Mołdawii otworzyli 17 września Maia Sandu i Andrei Năstase, czyli opcja „za prawdziwą integracją europejską”. „Precz z tandemokracją” – brzmiało jedno z głównych haseł protestu; tandem to oczywiście oligarcha Vlad Plahotniuc i prezydent Igor Dodon. Rewanż już 24 września – wtedy na ulice wyjdą zwolennicy prezydenta, też krzyczeć „precz z oligarchią”, a do tego zapewniać, że Dodon do żadnego układu nie należy.

Protest w Kiszyniowie w 2015 r. Wszystkie liczące się siły w mołdawskiej polityce spodziewają się powtórki masowych manifestacji / fot. Wikimedia Commons

Czarne chmury nad Dniestrem. Cz. I: Manewry

Jeden z najmniejszych i najbiedniejszych krajów w Europie, zagrożony katastrofą demograficzną, staje w obliczu kolejnego kryzysu wewnętrznego. Prorosyjski prezydent Mołdawii Igor Dodon i nieformalny lider rządzącej, w teorii proeuropejskiej koalicji, Vlad Plahotniuc toczą wojnę na gesty i słowa. Opozycyjne „trzecie siły”, zarówno te patrzące w stronę Brukseli, jak i Moskwy, twierdzą, że to tylko wyjątkowo perfidne przedstawienie. Ale wszyscy są zgodni co do jednego: nie są wykluczone nowe protesty uliczne, niekoniecznie zupełnie pokojowe. Ich przebiegu nie da się przewidzieć.

fot. Historia Czerwona i Czarno-Czerwona

Obrońcy pamięci antyfaszystów kontra IPN i policja

Kilkadziesiąt osób przyszło 21 sierpnia pod prowadzone przez IPN „centrum edukacyjne” Przystanek Historia, by zaprotestować przeciwko polityce historycznej, czy raczej propagandzie uprawianej przez Instytut. Następnie uczestnicy pikiety zamierzali wziąć udział w spotkaniu poświęconym dekomunizacji, które miało być otwarte dla wszystkich. Okazuje się, że IPN inaczej rozumie pojęcie „otwartości”.

Przystanek marszrutkowy w centrum Kiszyniowa. Plakat Partii Demokratycznej, obiecujący lepszą przyszłość w Europie, na nikim już nie robi wrażenia / fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Mołdawia: tragiczny teatr marionetek

Mołdawią, wstrząsaną kolejnymi kryzysami, nie rządzi gabinet Pavla Filipa ani prezydent Igor Dodon. Zasłoną dymną są programy większości partii politycznych, zwłaszcza tych, które nieustannie podkreślają swoją „demokratyczność” i „liberalizm”. Modernizacja i proeuropejski kurs tego kraju, trwający ponoć od 2009 r., to też iluzja, tak samo, jak nowy kurs prorosyjski, który miał zacząć się wraz z wyborczą wygraną Dodona w listopadzie 2016 r. Całe życie polityczne w Kiszyniowie jak teatr marionetek.

Pinchos Fridberg składa kamień na „grób” dziadków i krewnych matki. Ponary, 23 września 2013, 11: 35

Synowie ukrywają zbrodnie ojców

W zbiorowej mogile w lesie w Ponarach koło Wilna spoczywa około stu tysięcy osób. Zdecydowana większość to Żydzi.  Oprócz nich – Polacy, Romowie, Rosjanie, działacze komunistyczni rozstrzelani przez Niemców i litewskich kolaborantów. Profesor Pinchos Fridberg też ma w Ponarach dwudziestu ośmiu swoich zabitych, w tym babcię, dziadka, inne osoby z bliskiej rodziny. Ale od maja 2012 r. na oficjalne uroczystości już nie przychodzi.