Share Button

Niemieckie władze z niepokojem obserwują działania polskiego rządu na Opolszczyźnie – informuje „Gazeta Wyborcza”. Berlin zamierza dokładniej przyjrzeć się sprawie likwidacji tablic z niemieckimi nazwami miejscowości, która może być skutkiem reformy administracyjnej regionu, planowanej na początek 2017 roku.

Dwujęzyczna nazwa miejscowości w Derschau (opolskie) / wikipedia commons
Dwujęzyczna nazwa miejscowości w Derschau (opolskie) / wikipedia commons

O możliwej interwencji niemieckiego rządu wspomniał Hartmut Koschyk, polityk bawarskiej CSU i pełnomocnik niemieckiego rządu ds. mniejszości narodowych. Pierwsze rozmowy pomiędzy stronami mają się odbyć w ciągu najbliższego miesiąca podczas spotkania członków polsko-niemieckiej komisji ds. mniejszości.– Liczymy na to, że mniejszości niemieckiej uda się porozumieć z polskim rządem – mówi Koschyk cytowany przez „GW”. O tym, że Berlin zamierza interweniować, mówi także niemiecki dyplomata, którego słowa przytacza gazeta.  – Przede wszystkim chcemy sprawdzić, o co polskim władzom chodzi. O rozwój Opola czy ograniczenie praw mniejszości na Opolszczyźnie – czytamy. Sprawa jest pod lupą pracowników Urzędu Kanclerskiego, a także MSW i MSZ w Berlinie.

 Przedmiotem sporu jest prawo zamieszkującej region opolski mniejszości niemieckiej do tablic z nazwami miejscowości we własnym języku. PiS zamierza od 1 stycznia 2017 roku włączyć kilkanaście sołectw przylegających do Opola w granice miasta. Niezależność administracyjną od 1.01.2017 r mogą stracić  Borrek (Borki), Krzanowitz (Krzanowice), Czarnowanz (Czarnowąsy), Horst (Świerkle), Zirkowitz (Żerkowice), Chmiellowitz (Chmielowice) i Winau (Winów).  Jeśli do tego dojdzie – Niemcy przestaną stanowić wymagany odsetek ogółu ludności i stracą prawo do własnych tablic. Teoretycznie istnieje jeszcze szansa na ich zachowanie. W praktyce może się to okazać trudne. W świetle obowiązujących przepisów, jeśli populacja danego regionu składa się w co najmniej w 20 proc. z przedstawicieli mniejszości, a 50 proc. biorących udział w konsultacjach społecznych opowie się na “tak”, to nazwy mogą być dwujęzyczne nawet w całym Opolu. Problem w tym, że niechętna takiemu rozwiązaniu jest rada miasta, która już teraz zapowiedziała, że takiego rozwiązanie nie poprze. Niemcy są natomiast oburzeni koniecznością przeprowadzania konsultacji. – Takie konsultacje już się odbywały i to na ich podstawie w tychże miejscowościach umieszczono tablice! – oburza się Rafał Bartek, przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim.- Sprawa dotyczy bądź co bądź złamania praw mniejszości. Narusza również postanowienia polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, w którym mówi się właśnie o przyjaznej współpracy i tym, że pewne decyzje podejmowane są kolegialnie z udziałem zainteresowanych stron, a wiemy, że tutaj to odbyło się inaczej – podkreślił na antenie Radia Opole, dodając jednak, że jego organizacja jest otwarta na dialog z polskimi władzami.
Strona niemiecka podejrzewa polskie władze o próbę rozpoczęcia asymilacji przedstawicieli mniejszości. Zabrania tego zarówno  Europejska Konwencja Praw Mniejszości, której Warszawa jest sygnatariuszem jak i polskie prawo  –  ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych. Z informacji przedstawionych przez „Wyborczą” wynika jednak, że Berlin zamierza ostrożnie postępować w tej sprawie, obawiając się uruchomienia mechanizmu antyniemieckiej propagandy przez gabinet Beaty Szydło.
Jednym z głównych orędowników powiększenia Opola jest Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, polityk znany z ksenofobicznych wypowiedzi w stosunku do imigrantów. Człowiek Zbigniewa Ziobry jest nieufny również wobec mniejszości niemieckiej. Mieszkańców gminy Dobrzeń Wielki oskarżył o sfałszowanie konsultacji społecznych w sprawie odmowy przyłączenia ich miejscowości do stolicy regionu. – Patryk Jaki od dłuższego czasu w sposób szczególnie haniebny gra kartą narodowościową, by uzasadnić imperialne zapędy miasta – mówi dla Strajk.eu Michał Pytlik, rzecznik opolskiego okręgu partii Razem. – Jako stały uczestnik protestów i część środowiska sprzeciwiającego się poszerzeniu Opola jestem gotów stanąć przed sądem i zaświadczyć o jego obelżywych kłamstwach wobec mniejszości niemieckiej. Ci ludzie mają takie samo prawo do swej tożsamości jak Polacy w Wilnie czy na Zaolziu i ich obecność to nasz wielki atut, dlatego wiadomość o podjęciu tej kwestii przez Berlin przyjmujemy z nadzieją – dodaje lewicowy polityk.
Dwujęzyczne tablice na Opolszczyźnie są demokratycznym gestem w stronę niemieckiej mniejszości, która zamieszkuje region w liczbie ponad 106 tys. Pierwsze pojawiły się w 2008 roku w Radłowie (niem. Radlau) i Kolonii Biskupskiej (niem. Friedrichswille). Inicjatorem przedsięwzięcia był parlamentarny reprezentant Niemców Henryk Kroll. Ustawa była efektem jego wieloletniej pracy, zapoczątkowanej w 1990 roku. Poseł nie krył wzruszenia, kiedy udało mu się zrealizować projekt – pod 356 polskimi nazwami miejscowości pojawiły się również niemieckie.  – Tablice te pokazują, że to region wielokulturowy, mieszka tu mniejszość, że możemy być przykładem jedności dla innych – mówił osiem lat temu.
Share Button
Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

5 komentarzy

  1. zgoda buduje napisał:

    Pożeranie sąsiednich miejscowości przez większe powinno odbywać się za zgodą mieszkańców wyrażoną w referendach, a nie tylko „konsultacjach”. Natomiast co do sprawy mniejszości niemieckiej w Polsce, to ma ona wspaniałe warunki w porównaniu z mniejszością polską w Niemczech, która od czasów hitleryzmu nie jest w ogóle uznawana. A przecież tereny co najmniej do rzeki Łaby mają lechicki i polski rodowód. Zatem władze Niemiec nie mają moralnego prawa wypowiadać się na temat sytuacji mniejszości narodowych w Polsce. Zaś mniejszość niemiecka w Polsce nie powinna używać Berlina do załatwiania swoich lokalnych spraw, dopóki Berlin prześladuje mniejszość Polską odmawiając jej uznania pod pretekstem swojego antypolskiego prawa o mniejszościach.

    • qaduq napisał:

      W Niemczech problem dotyczy zarówno Polonii z czasów cesarstwa mieszkającej w Zagłębiu Ruhry oraz Polaków, którzy zadeklarowali sie jako Niemcy w czasch Gierka, wyjeżdżając ze Śląska i Mazur. Politykę Niemiec wobec Słowian najlepiej ilustrtuje los Serbów Luzyckich. Kajzera i Hitlera przeżyli, ale z obecną demokracją jaki ich czeka los?

  2. qaduq napisał:

    Problem jest bardziej złożony, choć teraz doszedł aspekt mniejszości niemieckiej. Z gmin wykrojono tereny na których stoją supermarkety i przedsiębiorstwa przynoszące zyski. To dodatkowy budżet 20 milionów złotych, a może i więcej, łącznie z elektrownią podatku, na który liczą władze Opola. Idąca w zaparte pisowska władza miasta przyparła gminy do mury. Wyciągnięto więc, i słusznie, aspekt narodowościowy. To, że prowincjusze rozgrywają swoje sprawy, można zrozumieć. To, że na posiedzeniu rządu nikt nie zwrócił na to uwagi, a sprawcą napięcia jest sam wiceminister sprawiedliwości, źle rokuje dla tego rządu, ale też osłabia pozycję Polski. Niemcy nie odpuszczą i w ten sposób niejaki Jaki tylko podsycił celowo antagonizmy. Dać biedakowi zapomniana lekturę Fredry o małpie w kąpieli. Widać nie był taki uważny na lekcjach polskiego. Skutek, niestety, żałosny. To pierwsza spodziewana porażka PiS na szczeblu samorządów. Aż dziw, że do tej pory PSL nie stanął w obronie bądź co bądź, mieszkańców wsi. To też pokazuje, jak partie polityczne unikają wejścia na ten teren. Ciekawe, że lewica również zapomniała czasów, kiedy z jej rekomendacji wybierano wójtów? I tak to sobie odpuszczamy!!!

    • maciek napisał:

      Jak to lewica odpuszcza? Partia Razem jako jedyna jest tam cały czas z mieszkańcami, od początku protestów.

  3. J napisał:

    „uzasadnić imperialne zapędy miasta” OMG…

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*