Share Button

Natacha Bouchart, polityczka francuskiej prawicy, uważa serwowanie darmowych posiłków potrzebującym za „zagrożenie dla bezpieczeństwa”. Trzy miesiące po zniszczeniu obozu dla uchodźców, zwanego „Dżunglą” kilkaset osób wróciło na wybrzeże, a władze miasta desperacko starają się powstrzymać powstanie nowego obozowiska.

Natacha Bouchart, burmistrzyni Calais/facebook.com

Bouchart zakazała rozdawania jedzenia głodnym, miasto zablokowało także inicjatywy organizacji pozarządowych, które próbowały otworzyć bezpłatne łaźnie dla osób, które chciałyby się umyć, a nie mają gdzie. Jak mówią wolontariusze, zajmujący się dystrybucją żywności, w okolicach byłego obozu pod Calais znacznie zwiększyła się liczba patroli policyjnych, które pilnują, żeby nigdzie nie podawać bezpłatnych posiłków. Organizacje charytatywne deklarują jednak, że nie zamierzają zaprzestać swojej działalności.

Dekret Bouchart wszedł w życie 2 marca, czyli w czwartek. Zgodnie z nim „regularne, nieprzerwane rozdawanie żywności dużej grupie ludzi” na terenie byłego obozu i w jego okolicy zostanie uznane za wykroczenie przeciwko bezpieczeństwu i pokojowi. Według Sarah Arrom z grupy Utopia 56, który gotuje dla potrzebujących od czterech miesięcy, policja przeganiając wolontariuszy użyła gazu łzawiącego i środków przymusu bezpośredniego. Ich winą było podawanie śniadania grupie ok. 30 nastolatków, koczujących bez opieki dorosłych przy autostradzie. Już dwa razy w tym tygodniu doszło do aresztowań dzieci, które próbowały skorzystać z darmowych pryszniców w Secours Catholique, katolickim centrum charytatywnym. – Warunki dla migrantów, przebywając w Calais, są coraz gorsze. Nie mają gdzie spać, nie mogą się wykąpać, nie mogą normalnie zjeść. Bardzo się martwimy, co z nimi będzie – mówi Arrom.

Jak twierdzi, jej organizacja dostaje może liczyć na coraz niższe datki, nie jest w stanie kupić odpowiedniej liczby śpiworów i koców termicznych, żeby pomóc wszystkim osobom, które się do niej zgłaszają. Utopia56 rozdaje około 250 gorących posiłków dziennie, większość osób, które karmi, to dzieci i młodzież w wieku 13-22 lat, nastolatki pochodzą głównie z Eryteri, Sudanu i Etiopii – we wszystkich tych krajach panuje obecnie najcięższa od 50 lat susza, wywołana globalnym ociepleniem. Grupa nie zamierza rezygnować z działalności mimo zakazu, bo „ludzie wciąż są głodni”.

Według Christiana Salome’a, z Auberge des migrants („Gospoda dla migrantów”), nowe przepisy będą najbardziej dotkliwe dla pozostających bez opieki dzieci, które nie mają żadnych pieniędzy i pozbawione pomocy po prostu umrą z głodu i zimna. Salome twierdzi, że nikt nie wie, ile osób przebywa w okolicach rozmontowanego trzy miesiące temu obozu, wiadomo jednak, że ludzi wciąż przybywa, a bardzo nielicznym udaje się dostać do Wielkiej Brytanii, gdzie zmierzają. Wszystkie organizacje twierdzą jednak wyraźnie, że liczba potrzebnych posiłków i ciepłych rzeczy stopniowo rosła w przeciągu ostatniego miesiąca. Według Renkego Meuwese z Refugee Community Kitchen (Kuchnia Wspólnoty Migrantów), policja stara się przede wszystkim o to, żeby migranci stali się niewidoczni, dlatego jedzenie może być rozdawane tylko nocą.

W środę Calais wizytę złożył minister spraw wewnętrznych, Bruno Le Roux, który zapowiedział, że nie będzie żadnych regulacji dotyczących zakazu podawania posiłków, jednak tego samego dnia Bouchart nie zgodziła się z tym stanowiskiem i obiecała wprowadzić w życie swój dekret, nawet jeśli „tworzy on pewne trudności, także na poziomie ludzkim”.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

3 komentarze

  1. lubat napisał:

    Wychodzi na to, że burmistrza Calais Natacha Bouchart, która akurat przestrzega francuskie prawo, staje się w oczach Gutmenschów przestępczynią. A na bohaterów wyrastają ci, którzy łamią prawo.
    „Dżungla” została skasowana zgodnie z francuskim prawem, bo stanowiła zagrożenie dla mieszkańców Calais, mieszkańcy „Dżungli” byli ciągłym zagrożeniem dla ruchu samochodowego w kierunku Anglii, a i w samym obozie gwałty i inne przestępstwa były na porządku dziennym.
    Władze francuskie pod naporem opinii publicznej i władz WB rozparcelowały obóz, przemieszczając mieszkańców na terytorium całej Francji, w cywilizowane warunki, tzn. do mieszkań z podstawowymi wygodami.

    PS. W każdym kraju, także w Polsce, małolaty wałęsające się bez opieki dorosłych, były by zgarnięte przez policję do izby dziecka i przetrzymywane do ustalenia ich tożsamości i oddane pod opiekę rodziców lub opiekunów, a jeśli tacy by się nie znaleźli, zostali by zatrzymani w domach dziecka aż do uzyskania pełnoletności.

  2. sru napisał:

    najlepsze jest to że ona swojego przecież nie daje

  3. Nikt napisał:

    I tak to rzeczywistość skrzeczy. Prawicowa rzeczywistość skrzeczy nędzą, a i zagrożeniem życia biednych.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*