Konfrontacje

fot. flickr.com/Jaap Arriens

Cztery chochoły mikrolewicy

Z pewnym zdziwieniem przeczytałam ostatni tekst Ikonowicza pt. „Bunt klasy średniej”, w którym działacz złości się na Razem, że w dzień po nieregulaminowym przyjęciu przez Sejm ustawy budżetowej przedstawiciele i przedstawicielki partii stali na jednej trybunie z Platformą Obywatelską, Nowoczesną i KOD-em. Buduje przy tym narrację tak najeżoną chochołami, że bardzo ciężko wejść z nim w jakąkolwiek polemikę, zanim się jej nie rozmontuje.

Wadim Krasnosielski w rosyjskich barwach. Wjazd do Tyraspola od południowego wschodu / fot. Agatha Rosenberg

Szeryf bierze wszystko

Wjeżdżam do Naddniestrza po południu w piątek 9 grudnia. Jakiś czas czekam w kolejce na nieuznawanej, ale faktycznie działającej w najlepsze granicy. Już po jej przekroczeniu, zanim zrobi się zupełnie ciemno, wypatruję znaków nadchodzących wyborów prezydenckich. Prezydent Naddniestrza w oczach społeczności międzynarodowej nie jest żadną głową państwa, nie jeździ na szczyty i spotkania, nie podpisuje wspólnych komunikatów, nie pozuje do zdjęć. Jego małe państwo według „wolnego świata” nie ma i nigdy nie miało racji bytu. Ale dla 475 tys. mieszkańców lewego brzegu Dniestru to, kto wprowadzi się do przeszklonego pałacu w Tyraspolu, bynajmniej nie jest obojętne. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin przed startem głosowania nie ma w Naddniestrzu gorętszego tematu.

Co z nami zrobiło porno?

Co z nami zrobiło porno?

Następuje realna demokratyzacja niestandardowych zachowań seksualnych. To, co wcześniej było dostępne wyłącznie dla libertyńskiej elity społecznej, która z racji dystansu do praktyki codzienności, stabilizacji bytowej i kapitału kulturowego, mogła sobie pozwolić na swobodną afirmację seksualności, teraz jest w zasięgu każdego i każdej. To nie jest zatem tak, że internetowa pornografia nakazuje nam, jak mamy się bzykać, lecz pokazuje, że każda fantazja może być zrealizowana, jeśli znajdziemy do tego partnera czy partnerkę, która ma podobne preferencje.

Stadion "Szerifa" / fot. Wikimedia Commons

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. III: Świetlana przyszłość?

Podczas naszej rozmowy konkretny i stanowczy Giennadij Kuźmiczow raz wyraźnie się irytuje. Nie może spokojnie ustosunkować się do powszechnie panującej wśród analityków opinii, że jego kraj nie mógłby istnieć bez rosyjskiej pomocy. Znowu przypomina, jak jest w Mołdawii, pyta, czy przypadkiem tamto państwo też nie jest uzależnione od wsparcia z zagranicy, tyle że europejskiego i amerykańskiego? Dlaczego więc potępiać akurat Naddniestrze i pomoc z Rosji? Kuźmiczow myśli zresztą o naddniestrzańsko-rosyjskich relacjach w innych kategoriach.

Dniestr / fot. Agatha Rosenberg

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. II: Istniejemy

Obroniliśmy się. Istniejemy. Może nie żyjemy w szczególnym bogactwie, ale z drugiej strony wiemy, że mogłoby być o wiele gorzej. Nie chcemy powrotu pod władzę Kiszyniowa. Co nam może zaoferować Mołdawia? Znowu szykany za mówienie po rosyjsku? Przecież nie wyższy standard życia i większą pewność jutra. Taki przekaz kierują mieszkańcy lewego brzegu Dniestru do społeczności międzynarodowej, do demokratycznej Europy, już ćwierć wieku, praktycznie jednogłośnie,  w referendach. Pierwszy raz 1 grudnia 1991 r. 80 proc. ludności Naddniestrza zagłosowało za niepodległością.

Z wojny o Naddniestrze / fot. wystawa Muzeum Benderskiej Tragedii

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. I: Zwyciężyliśmy!

Wątek naddniestrzański wypływa od czasu do czasu  na internetowych forach podróżniczych. Warto? Nie warto? Okradną, nie okradną? Nie znam rosyjskiego, czy nie okradną dwa razy? Piszą niezadowoleni („zabawa w chowanego z moim paszportem”, „miasta, w których czujesz się pod ciągłą obserwacją milicji”) i tacy, co raczej uspokajają („na granicy nic nie chcieli”). Wniosek ogólny? Naddniestrze to przede wszystkim ostatni w Europie skansen komunizmu. Kręcą cię pomniki Lenina – jedź, patrz i podziwiaj. Wolisz inne klimaty, to nie jedź, poza Leninami żadnych atrakcji w Tyraspolu i okolicach nie uświadczysz.

Radość po zajęciu Al-Falludży. Walki o Mosul będą o wiele dłuższe / fot. Wikimedia Commons

IS ginie, rozgrywka trwa. Mosul i co dalej?

Irackie jednostki specjalne wkroczyły w granice Mosulu 1 listopada wczesnym rankiem. Posuwały się do przodu, zupełnie dosłownie, po masowych grobach ofiar zbrodni Państwa Islamskiego. Gdy bowiem jedni dżihadyści uciekali, inni – zanim poszli w ślady kolegów – jeszcze nieśli śmierć i zniszczenia.

Opuszczony kołchoz w okolicach Ceadir-Lunga / fot. Agatha Rosenberg

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. III: Rozbitkowie

Piotra Włacha, byłego deputowanego do parlamentu w Kiszyniowie, na początku naszego spotkania proszę o podsumowanie 25 lat niepodległego państwa mołdawskiego. Co wam się nie powiodło, a co udało się jednak osiągnąć, pytam, po raz ostatni wyrażając złudzenie, że tutejsza klasa polityczna przez te ćwierć wieku zrobiła jednak cokolwiek pozytywnego. Mój rozmówca takich złudzeń nie ma. Nie jest właściwie pewien, czy mówienie o niepodległości w odniesieniu do jego kraju ma sens. Czy w niepodległym państwie, zastanawia się Włach, jak w Mołdawii, panuje prawo dżungli, a wszystkie instytucje pracują na jednego człowieka?

Protesty w Mołdawii w styczniu 2016 r. / fot. Sputnik News

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. I: Tak się nie robi Majdanu!

– To była republika-sad – wspomina dawną Mołdawię Bogdan Țîrdea, deputowany do parlamentu z ramienia Partii Socjalistów Mołdawii. Kreśli obraz niekończących się ogrodów i upraw winorośli, a potem dodaje, że nie tylko tym chlubiła się Mołdawia radziecka. Pierwszy raz w swojej historii nie była państwem neofeudalnym, miała rozwinięty przemysł i powszechny system oświaty. Z czego może być dumna dziś, czym się wyróżnia? Polityk chwilę się zastanawia i w końcu mówi: w Kiszyniowie jest jeden z największych cmentarzy w Europie. A potem tylko smutno się uśmiecha.

Piotr Ikonowicz, fot. z archiwum autora

Lewica: zwiększamy klikalność

Dowiedziałem się od dziennikarza jednego z portali internetowych, w których czasem coś publikuję, że nie warto dawać w tytule teksu słowa lewica, bo ono ma najmniejszą klikalność. Żeby tę klikalność zwiększyć, musimy przestać kombinować, jak poprawić kapitalizm, lecz skupić się na tym, jak go zastąpić lepszym ustrojem.

twitter.com

Cały naród z Erdoğanem

Stan wyjątkowy w Turcji potrwa trzy miesiące, ogłosił Recep Tayyip Erdoğan. Z rozbrajającą szczerością dodał też explicite to, czego i tak wszyscy się domyślali: że będzie rządził za pomocą dekretów i że nie będzie respektował konwencji dotyczących praw człowieka. Do niedawna i tak było z tym marnie, ale przynajmniej istniały na papierze, stanowiąc jakiś punkt odniesienia. Teraz i on przepadnie.

Başbakan Recep Tayyip Erdoğan / Wikimedia Commons

Turcja: Erdoğan bierze wszystko

Recep Tayyip Erdoğan poczynił właśnie kolejne kroki na rzecz konsolidacji swoich autorytarnych rządów. Co na to europejscy obrońcy demokracji? Właśnie zacieśniają z nim współpracę.

NATO Secretary General Jens Stoltenberg and the President of Ukraine, Petro Poroshenko

Ukraina: „dobra zmiana” oligarchów

14 kwietnia zaczął się kolejny akt ukraińskiej gry pozorów. Zaczął pracę nowy rząd z Wołodymyrem Hrojsmanem na czele. Reszta – oligarchowie, korupcja, kłótnie w parlamencie, antyspołeczne prawodawstwo – została po staremu. A sojusznicy Kijowa w Waszyngtonie i Brukseli nadal nie chcą przyjąć skali problemu do wiadomości i wyciągnąć wniosków.

Irak zniszczony przez wojnę z terroryzmem / fot. Wikimedia Commons

Irak: ostatni krąg piekła

Saddam Husajn dyktatorem był paskudnym. Przez wiele jednak lat żadnej „zachodniej demokracji” nie przeszkadzał. Można było z nim handlować, przymykać oko, gdy gazował Kurdów, podrzucać informacje wywiadowcze, kiedy poszedł na wojnę z Iranem. A kiedy już przeszkadzać zaczął, „zachodnie demokracje” przygotowały w Iraku grunt pod jeszcze większy horror. Horror, który trwa do dzisiaj i trwał będzie dalej.

BG 138/27 – cz. II „Nie hodować krokodyli”

BG 138/27 – cz. II „Nie hodować krokodyli”

Nowożytna Bułgaria nie ma długiej historii. Jak zauważa wielu poważnych analityków, przez prawie cały ten okres jej elita nigdy nie była samodzielna. Następstwa tej tradycji geopolitycznej niepełnosprawności dają o sobie dziś znać w skumulowanej formie. Czy Bułgaria może w ogóle przetrwać gigantyczne globalne konflikty i przewartościowania, których obserwujemy, jak się zdaje, dopiero początek..?

Krótkowzroczna Bruksela, szczęśliwa Ankara, sprzedani uchodźcy

Krótkowzroczna Bruksela, szczęśliwa Ankara, sprzedani uchodźcy

Ma powody do radości Recep Tayyip Erdoğan. Jest porozumienie turecko-unijne w sprawie uchodźców, napisane niemal w całości na warunkach Ankary. Turcja dostanie pieniądze i ruch bezwizowy w zamian za obietnice powstrzymywania migracji. Na deser turecki prezydent mógł jeszcze upokorzyć europejskich decydentów, wypominając im, jak fatalnie idzie rozwiązywanie problemu uchodźców ich krajom.

Manifestacja Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów / fot. Wikimedia Commons

Ukraina : stara bieda w nowym roku

W polityce – coraz ostrzejsze spory personalne. W gospodarce – program Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który ma wszelkie szanse wpędzić obywateli w nędzę jakiej nawet na Ukrainie jeszcze nie doświadczyli. Korupcja ma się znakomicie, demokracja niekoniecznie. Rok 2015 nie przyniósł naszym wschodnim sąsiadom zmian na lepsze. Następny też nie przyniesie.

fot. flickr.com/Adam Jones

Iran: koniec nuklearnych iluzji

– To iskierka nadziei dla świata – mówiła szefowa dyplomacji Unii Europejskiej, Federica Mogherini. – Na świecie jest więcej nadziei – wtórował jej Barack Obama. Podpisane w lipcu porozumienie nuklearne między sześcioma światowymi mocarstwami a Iranem wydawało się wydarzeniem doniosłym. Pięć miesięcy później widać jednak, że jego podstawy od początku były iluzoryczne.

Manifestacje w Tunisie, 2011 / fot. Wikimedia Commons

Tunezja: między demokracją a dżihadem

Przemiany w Tunezji zawsze przyciągały mniej uwagi niż rewolucje i transformacje w państwach arabskich bardziej ludnych i bardziej strategicznie położonych lub dramatyczne dzieje krajów sąsiednich. Obecnie jednak to Tunezja dostarcza kolejnych dowodów, że państwo muzułmańskie nie musi być ani despotią, ani siedliskiem terrorystów. Z tymi ostatnimi toczy walkę, której znaczenie jest nie do przecenienia.