Konfrontacje

Z wystawy w muzeum przy Centrum Badań Ludobójstwa i Oporu Mieszkańców Litwy w Wilnie / fot. Małgorzata-Kulbaczewska-Figat

Vanagas kontra Vanagaitė, czyli jak Litwa (nie) rozmawia o swoich „wyklętych”

W aferze, która wstrząsnęła Litwą w ostatnich tygodniach, jest wiele wątków świetnie znanych z polskiego podwórka: nachalna polityka historyczna, kult nietykalnych „wyklętych”, walka z rosyjską propagandą. Nie ma natomiast dobrego zakończenia.

Widok na były już plac marszałka Tity w Zagrzebiu

Jak brunatnieje Chorwacja

Praktycznie od momentu uzyskania własnej państwowości w Chorwacji mają miejsce dwa zjawiska o tym samym kierunku politycznym. Chodzi o dekomunizację i refaszyzację. Jak informuje portal internetowy Balkan Insight, w ramach dekomunizacji całkowicie lub częściowo zniszczono ok. trzech tysięcy pomników poświęconych komunistycznym partyzantom walczącym podczas ostatniej wojny o wyzwolenie Jugosławii spod hitlerowskiej okupacji oraz przemianowano wiele ulic noszących imię tych bojowników. Ostatnio przyszła kolej na najważniejszego komunistę – Josipa Broz-Tito. Dekomunizację, a właściwie detitoizację rozpoczęto już przed laty w Czarnogórze, gdzie nazwę stolicy Titovgrad przemianowano na Podgoricę. Jednak, jak wyliczył włoski specjalista od Europy Wschodniej Giorgio Comani, na terenie byłej Jugosławii do tej pory znajduje się ponad 80 ulic i placów imienia Tity. Najwięcej – po 24 w Chorwacji i Macedonii, 15 wCzytaj dalej >>>

Wojna w Syrii. Sekret francuskiego łącznika

Wojna w Syrii. Sekret francuskiego łącznika

Ta historia wcale nie jest wyjątkowa. Na nieszczęściu wojny syryjskiej i finansowaniu Al-Ka’idy oraz Państwa Islamskiego (PI) zarabiało niejedno zachodnie przedsiębiorstwo, niejeden koncern. Ale dzięki uporowi zwykłych obywateli, sprawa Lafarge, jednego z największych na świecie producentów materiałów budowlanych (obecnego również we Polsce), mogła wyjść na wierzch. A i tak ciągle kryje wiele niewyjaśnionych tajemnic.

Uchodźcy Rohingya / fot. Wikimedia Commons

Wątpliwości birmańskie

Jak długo do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, czystki etniczne, zbrodnie przeciwko ludzkości nie zaczniemy wzywać Bushów, Blairów, Obamów, Sarkozych i Netanjahów tego świata, a jedynie śniadych lub ciemnoskórych polityków na wpół upadłych państw Afryki czy Azji, tak długo te wybiórcze namiętności do „praw człowieka” nie będą miały wiele wspólnego ze sprawiedliwością, dużo za to z neokolonialną dominacją.

fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Czarne chmury nad Dniestrem. Cz. II: Demonstracje wśród ruin

Sezon protestów w Mołdawii otworzyli 17 września Maia Sandu i Andrei Năstase, czyli opcja „za prawdziwą integracją europejską”. „Precz z tandemokracją” – brzmiało jedno z głównych haseł protestu; tandem to oczywiście oligarcha Vlad Plahotniuc i prezydent Igor Dodon. Rewanż już 24 września – wtedy na ulice wyjdą zwolennicy prezydenta, też krzyczeć „precz z oligarchią”, a do tego zapewniać, że Dodon do żadnego układu nie należy.

Protest w Kiszyniowie w 2015 r. Wszystkie liczące się siły w mołdawskiej polityce spodziewają się powtórki masowych manifestacji / fot. Wikimedia Commons

Czarne chmury nad Dniestrem. Cz. I: Manewry

Jeden z najmniejszych i najbiedniejszych krajów w Europie, zagrożony katastrofą demograficzną, staje w obliczu kolejnego kryzysu wewnętrznego. Prorosyjski prezydent Mołdawii Igor Dodon i nieformalny lider rządzącej, w teorii proeuropejskiej koalicji, Vlad Plahotniuc toczą wojnę na gesty i słowa. Opozycyjne „trzecie siły”, zarówno te patrzące w stronę Brukseli, jak i Moskwy, twierdzą, że to tylko wyjątkowo perfidne przedstawienie. Ale wszyscy są zgodni co do jednego: nie są wykluczone nowe protesty uliczne, niekoniecznie zupełnie pokojowe. Ich przebiegu nie da się przewidzieć.

Przystanek marszrutkowy w centrum Kiszyniowa. Plakat Partii Demokratycznej, obiecujący lepszą przyszłość w Europie, na nikim już nie robi wrażenia / fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Mołdawia: tragiczny teatr marionetek

Mołdawią, wstrząsaną kolejnymi kryzysami, nie rządzi gabinet Pavla Filipa ani prezydent Igor Dodon. Zasłoną dymną są programy większości partii politycznych, zwłaszcza tych, które nieustannie podkreślają swoją „demokratyczność” i „liberalizm”. Modernizacja i proeuropejski kurs tego kraju, trwający ponoć od 2009 r., to też iluzja, tak samo, jak nowy kurs prorosyjski, który miał zacząć się wraz z wyborczą wygraną Dodona w listopadzie 2016 r. Całe życie polityczne w Kiszyniowie jak teatr marionetek.

Pinchos Fridberg składa kamień na „grób” dziadków i krewnych matki. Ponary, 23 września 2013, 11: 35

Synowie ukrywają zbrodnie ojców

W zbiorowej mogile w lesie w Ponarach koło Wilna spoczywa około stu tysięcy osób. Zdecydowana większość to Żydzi.  Oprócz nich – Polacy, Romowie, Rosjanie, działacze komunistyczni rozstrzelani przez Niemców i litewskich kolaborantów. Profesor Pinchos Fridberg też ma w Ponarach dwudziestu ośmiu swoich zabitych, w tym babcię, dziadka, inne osoby z bliskiej rodziny. Ale od maja 2012 r. na oficjalne uroczystości już nie przychodzi.

Kiedy Lwów spływał krwią

Kiedy Lwów spływał krwią

Kolejne z serii niezliczonych „wydarzeń patriotycznych” odbywa się od 30 czerwca do 2 lipca we Lwowie. Do uczczenia rocznicy urodzin „wybitnego działacza niepodległościowego” Romana Szuchewycza zachęcają m.in. wydział kulturalny rady miejskiej, domy kultury w dzielnicach Łewandowka i Biłohorszcza oraz muzeum „Terytorium Terroru”. Całość pod chwytliwym, nowoczesnym tytułem #SzuchewyczFest, w programie obok tradycyjnych wystaw historycznych – zawody sportowe, koncerty i prelekcja o Szuchewyczu-przedsiębiorcy. Wszystko po to, by do reszty wymazać z pamięci czyny, jakimi naprawdę wsławił się Szuchewycz i jak przerażająco wyglądał we Lwowie przełom czerwca i lipca 1941 r.

Kolejny raz saudyjskie rakiety spowodowały śmierć cywilów/ twitter.com/@etribune

Awantura o Katar, czyli komu wolno wspierać terrorystów

Mogłoby się wydawać, że pod względem hipokryzji Arabia Saudyjska osiągnęła mistrzostwo już podczas wizyty Donalda Trumpa i nie będzie mogła poprawić własnych „osiągnięć”. A jednak… Opowieści amerykańskiego prezydenta o zwalczaniu terroryzmu, którym radośnie przyklaskiwali najwięksi bliskowschodni sponsorzy rzeczonego zjawiska, to przy aferze katarskiej zaledwie zgrany kabaret. Dokonane przez Ar-Rijad „odkrycie”, że sąsiad od zawsze stanowił śmiertelne zagrożenie i dyplomatyczne postawienie go pod ścianą jest nie tylko bardziej oryginalne, ale i może pociągnąć za sobą o wiele poważniejsze skutki.

fot flickr.com

Wojna? Serio?

Red. Sonia Milch polemizuje ze mną na łamach „Codziennika Feministycznego”, krytycznie odnosząc się do mojego głosu w sprawie pracy seksualnej i jej ewentualnej legalizacji. Niestety, nie potrafię do końca zrozumieć, na czym dokładnie pragnie swoją krytykę osadzić.

Obchody dnia pamięci Legionów Łotewskich SS w 2014 roku/livejournal.com

Na wschodniej flance NATO. Cz. II: Tu mogłoby być normalnie

Zwykli mieszkańcy Łotwy nie chcą skakać sobie do oczu, przekonuje Brigita Zepa, socjolożka, wykładowczyni Uniwersytetu Łotewskiego w Rydze. Jeśli zapytać, czy podoba im się wizja społeczeństwa rozdzielonego, w którym osobno żyją Łotysze, a osobno rosyjskojęzyczni, w większości odpowiadają przecząco. Na pierwszy rzut oka zresztą w stylu życia jednych i drugich nie ma wielkich różnic – jeśli już występują, to nie w narodowości należy upatrywać ich źródła, a w miejscu zamieszkania; Łotysze dominują na wsi, większość rosyjskojęzycznych żyje w miastach. Zarobki? Znowu – między tymi, którzy pracę mają, nie ma przepaści. Kryzys 2008 r. też uderzał, nie patrząc na pochodzenie.

pravyysektor.info/pravij-sektor-proviv-na-majdani-narodne-viche-get-bandu-zradnikiv.

Obrazki z Kijowa. Cz. 2: Terroryści z Arsenału

– Nie rozdrabniajmy się, zamiast wprowadzać tylko język ukraiński zadekretujmy od razu, że wszyscy na Ukrainie mają myśleć tak, jak „patrioci” ze Lwowa! – proponuje Marina, którą poznałam w Polsce, jeszcze jako studentkę Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaje się dziś trochę ze wstydem, że przynajmniej do pewnego stopnia wierzyła w Majdan. Wydawało jej się, że jeśli Europa zainteresowała się Ukrainą, zaoferowała umowę stowarzyszeniową, to naprawdę będzie patrzeć na ręce nowej ekipie. Czasem instytucje międzynarodowe podsuną gotowe wzorce reform, czasem zablokują działania zbyt radykalne lub nieprzemyślane. Zaprotestują, gdyby za bardzo rozkręcili się nacjonaliści pokroju Swobody albo Prawego Sektora.

Półka w kijowskiej księgarni. Ukraińskie i rosyjskie książki jeszcze współistnieją. To może się niedługo zmienić / fot. Agatha Rosenberg

Obrazki z Kijowa. Cz. 1: Czy tu mówią po ukraińsku?

Na Ukrainę jadę pod koniec stycznia. Jeszcze nie zaczęły się dantejskie sceny w Doniecku i Awdiejewce. Za to trwają, po raz trzeci już, rocznicowe rozważania o tym, co nam dał Majdan. Co miał dać, a co się nie ziściło. Mało w tych medialnych debatach głosu zwykłych ludzi, dużo rozważań natury tożsamościowej. O prawdziwie ukraińskiej kulturze, odchodzeniu od języka rosyjskiego, budowaniu swojego miejsca w Europie, niegdyś niesłusznie utraconego.

Terroryści z Islamic State porwali 3 tys. irackich uchodźców/flickr.com/Day Donaldson

Dajr az-Zaur: ostatni bój zapomnianego miasta

Dajr az-Zaur od kwietnia 2014 r. jest oblegane przez fanatyków z Państwa Islamskiego. W styczniu 2015 r. dżihadyści odcięli wszystkie drogi dojazdu. Deską ratunku dla 100- 150 tys. mieszkańców było lotnisko wojskowe, heroicznie bronione przez znacznie mniejsze od wrogich siły. Tam docierało zaopatrzenie i pomoc humanitarna, niewystarczająca, ale jednak. Kilkanaście dni temu lotnisko zostało odcięte od reszty miasta. Los cywilów zawisł na włosku. Dlaczego o Dajr az-Zaur nie mówi cały „wolny świat”, niedawno opłakujący Aleppo?

fot. flickr.com/Jaap Arriens

Cztery chochoły mikrolewicy

Z pewnym zdziwieniem przeczytałam ostatni tekst Ikonowicza pt. „Bunt klasy średniej”, w którym działacz złości się na Razem, że w dzień po nieregulaminowym przyjęciu przez Sejm ustawy budżetowej przedstawiciele i przedstawicielki partii stali na jednej trybunie z Platformą Obywatelską, Nowoczesną i KOD-em. Buduje przy tym narrację tak najeżoną chochołami, że bardzo ciężko wejść z nim w jakąkolwiek polemikę, zanim się jej nie rozmontuje.

Wadim Krasnosielski w rosyjskich barwach. Wjazd do Tyraspola od południowego wschodu / fot. Agatha Rosenberg

Szeryf bierze wszystko

Wjeżdżam do Naddniestrza po południu w piątek 9 grudnia. Jakiś czas czekam w kolejce na nieuznawanej, ale faktycznie działającej w najlepsze granicy. Już po jej przekroczeniu, zanim zrobi się zupełnie ciemno, wypatruję znaków nadchodzących wyborów prezydenckich. Prezydent Naddniestrza w oczach społeczności międzynarodowej nie jest żadną głową państwa, nie jeździ na szczyty i spotkania, nie podpisuje wspólnych komunikatów, nie pozuje do zdjęć. Jego małe państwo według „wolnego świata” nie ma i nigdy nie miało racji bytu. Ale dla 475 tys. mieszkańców lewego brzegu Dniestru to, kto wprowadzi się do przeszklonego pałacu w Tyraspolu, bynajmniej nie jest obojętne. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin przed startem głosowania nie ma w Naddniestrzu gorętszego tematu.

Co z nami zrobiło porno?

Co z nami zrobiło porno?

Następuje realna demokratyzacja niestandardowych zachowań seksualnych. To, co wcześniej było dostępne wyłącznie dla libertyńskiej elity społecznej, która z racji dystansu do praktyki codzienności, stabilizacji bytowej i kapitału kulturowego, mogła sobie pozwolić na swobodną afirmację seksualności, teraz jest w zasięgu każdego i każdej. To nie jest zatem tak, że internetowa pornografia nakazuje nam, jak mamy się bzykać, lecz pokazuje, że każda fantazja może być zrealizowana, jeśli znajdziemy do tego partnera czy partnerkę, która ma podobne preferencje.

Stadion "Szerifa" / fot. Wikimedia Commons

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. III: Świetlana przyszłość?

Podczas naszej rozmowy konkretny i stanowczy Giennadij Kuźmiczow raz wyraźnie się irytuje. Nie może spokojnie ustosunkować się do powszechnie panującej wśród analityków opinii, że jego kraj nie mógłby istnieć bez rosyjskiej pomocy. Znowu przypomina, jak jest w Mołdawii, pyta, czy przypadkiem tamto państwo też nie jest uzależnione od wsparcia z zagranicy, tyle że europejskiego i amerykańskiego? Dlaczego więc potępiać akurat Naddniestrze i pomoc z Rosji? Kuźmiczow myśli zresztą o naddniestrzańsko-rosyjskich relacjach w innych kategoriach.

Dniestr / fot. Agatha Rosenberg

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. II: Istniejemy

Obroniliśmy się. Istniejemy. Może nie żyjemy w szczególnym bogactwie, ale z drugiej strony wiemy, że mogłoby być o wiele gorzej. Nie chcemy powrotu pod władzę Kiszyniowa. Co nam może zaoferować Mołdawia? Znowu szykany za mówienie po rosyjsku? Przecież nie wyższy standard życia i większą pewność jutra. Taki przekaz kierują mieszkańcy lewego brzegu Dniestru do społeczności międzynarodowej, do demokratycznej Europy, już ćwierć wieku, praktycznie jednogłośnie,  w referendach. Pierwszy raz 1 grudnia 1991 r. 80 proc. ludności Naddniestrza zagłosowało za niepodległością.