Reportaże

fot. Piotr Nowak

„Ale się sukinsyn wywinął”

Daniel W. był wściekły. Spojrzał na rurkę wykonaną na maszynie przez jego pracownika. Zatrudniony kilka dni wcześnie 64-letni rencista po raz kolejny zrobił coś źle. Wywiązała się awantura. Mężczyźni skoczyli sobie do gardeł. Pozostali pracownicy, w większości Ukraińcy, wybiegli z hali. Wiedzieli na co stać ich szefa i prawdopodobnie nie chcieli być świadkami. Kilkadziesiąt minut później na miejscu pojawiło się pogotowie. Na ziemi leżał mężczyzna z rozłupaną czaszką.

fot. pexels.com

Mikrusy na szczaw

Może powiedzmy sobie wreszcie otwarcie: kreowani przez media, polityków i innych konformistów na sól ziemi, mali przedsiębiorcy są niezwykle szkodliwi społecznie.

Wadim Krasnosielski w rosyjskich barwach. Wjazd do Tyraspola od południowego wschodu / fot. Agatha Rosenberg

Szeryf bierze wszystko

Wjeżdżam do Naddniestrza po południu w piątek 9 grudnia. Jakiś czas czekam w kolejce na nieuznawanej, ale faktycznie działającej w najlepsze granicy. Już po jej przekroczeniu, zanim zrobi się zupełnie ciemno, wypatruję znaków nadchodzących wyborów prezydenckich. Prezydent Naddniestrza w oczach społeczności międzynarodowej nie jest żadną głową państwa, nie jeździ na szczyty i spotkania, nie podpisuje wspólnych komunikatów, nie pozuje do zdjęć. Jego małe państwo według „wolnego świata” nie ma i nigdy nie miało racji bytu. Ale dla 475 tys. mieszkańców lewego brzegu Dniestru to, kto wprowadzi się do przeszklonego pałacu w Tyraspolu, bynajmniej nie jest obojętne. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin przed startem głosowania nie ma w Naddniestrzu gorętszego tematu.

Dobrzeń Wielki walczy. fot. Michał Pytlik

Wielkiego Opola ciąg dalszy

1 stycznia 2017 r. Opole ma powiększyć się o sołectwa okolicznych gmin. Włodarze twierdzą, że ich los jest już przesądzony, więc opór ze strony mieszkańców nie ma sensu. Jesteśmy innego zdania.

Stadion "Szerifa" / fot. Wikimedia Commons

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. III: Świetlana przyszłość?

Podczas naszej rozmowy konkretny i stanowczy Giennadij Kuźmiczow raz wyraźnie się irytuje. Nie może spokojnie ustosunkować się do powszechnie panującej wśród analityków opinii, że jego kraj nie mógłby istnieć bez rosyjskiej pomocy. Znowu przypomina, jak jest w Mołdawii, pyta, czy przypadkiem tamto państwo też nie jest uzależnione od wsparcia z zagranicy, tyle że europejskiego i amerykańskiego? Dlaczego więc potępiać akurat Naddniestrze i pomoc z Rosji? Kuźmiczow myśli zresztą o naddniestrzańsko-rosyjskich relacjach w innych kategoriach.

Dniestr / fot. Agatha Rosenberg

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. II: Istniejemy

Obroniliśmy się. Istniejemy. Może nie żyjemy w szczególnym bogactwie, ale z drugiej strony wiemy, że mogłoby być o wiele gorzej. Nie chcemy powrotu pod władzę Kiszyniowa. Co nam może zaoferować Mołdawia? Znowu szykany za mówienie po rosyjsku? Przecież nie wyższy standard życia i większą pewność jutra. Taki przekaz kierują mieszkańcy lewego brzegu Dniestru do społeczności międzynarodowej, do demokratycznej Europy, już ćwierć wieku, praktycznie jednogłośnie,  w referendach. Pierwszy raz 1 grudnia 1991 r. 80 proc. ludności Naddniestrza zagłosowało za niepodległością.

fot. wikimedia commons

Druga Turcja na Ukrainie

Hasłem przewodnim tegorocznego Warsaw Security Forum było – „Warsaw. Security Starts Here”.

Z wojny o Naddniestrze / fot. wystawa Muzeum Benderskiej Tragedii

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. I: Zwyciężyliśmy!

Wątek naddniestrzański wypływa od czasu do czasu  na internetowych forach podróżniczych. Warto? Nie warto? Okradną, nie okradną? Nie znam rosyjskiego, czy nie okradną dwa razy? Piszą niezadowoleni („zabawa w chowanego z moim paszportem”, „miasta, w których czujesz się pod ciągłą obserwacją milicji”) i tacy, co raczej uspokajają („na granicy nic nie chcieli”). Wniosek ogólny? Naddniestrze to przede wszystkim ostatni w Europie skansen komunizmu. Kręcą cię pomniki Lenina – jedź, patrz i podziwiaj. Wolisz inne klimaty, to nie jedź, poza Leninami żadnych atrakcji w Tyraspolu i okolicach nie uświadczysz.

Opuszczony kołchoz w okolicach Ceadir-Lunga / fot. Agatha Rosenberg

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. III: Rozbitkowie

Piotra Włacha, byłego deputowanego do parlamentu w Kiszyniowie, na początku naszego spotkania proszę o podsumowanie 25 lat niepodległego państwa mołdawskiego. Co wam się nie powiodło, a co udało się jednak osiągnąć, pytam, po raz ostatni wyrażając złudzenie, że tutejsza klasa polityczna przez te ćwierć wieku zrobiła jednak cokolwiek pozytywnego. Mój rozmówca takich złudzeń nie ma. Nie jest właściwie pewien, czy mówienie o niepodległości w odniesieniu do jego kraju ma sens. Czy w niepodległym państwie, zastanawia się Włach, jak w Mołdawii, panuje prawo dżungli, a wszystkie instytucje pracują na jednego człowieka?

Ruina hotelu National w centrum Kiszyniowa / fot. Agatha Rosenberg

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. II. Stefan Wielki przed hotelem National

W Kiszyniowie są momenty, kiedy zapominam, że jestem w stolicy najbiedniejszego – w najlepszym razie: prawie najbiedniejszego – państwa w Europie. Na bulwarze Stefana Wielkiego zdarza się zapatrzyć się na budynek dawnej Dumy miejskiej, wzniesiony na początku XX wieku w stylu włoskiego neogotyku. Jeśli zejść z bulwaru i przejść kawałek ulicą Puszkina na południe, znajdzie się kawałek starego Kiszyniowa. W obfitym cieniu drzew trwają dawne żeńskie gimnazjum zamienione w muzeum sztuki, cerkiewki św. Teodory i św. Pantelejmona, jedno- i dwupiętrowe domy z XIX i XX wieku.

fot. pixabay.com

Grona goryczy

W trudnych czasach Wielkiego Kryzysu amerykański pisarz, John Steinbeck, wydał swoją słynną powieść „Grona gniewu”, w której opisał losy rodziny farmerów, wysiedlonych z Oklahomy i gnanych za pracą na Zachód, ku ziemi obiecanej, Kalifornii. U kresu wędrówki na bohaterów czekało jednak rozczarowanie: wyzysk i brak perspektyw na plantacjach owoców. Ale też nadzieja, dojrzewająca u Steinbecka wraz ze świadomością pracowników. Co roku również na Zachód podążają setki tysięcy polskich pracowników i pracownic sezonowych. Kim są, przez co przechodzą, po co wyjeżdżają, jak są traktowani?

Protesty w Mołdawii w styczniu 2016 r. / fot. Sputnik News

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. I: Tak się nie robi Majdanu!

– To była republika-sad – wspomina dawną Mołdawię Bogdan Țîrdea, deputowany do parlamentu z ramienia Partii Socjalistów Mołdawii. Kreśli obraz niekończących się ogrodów i upraw winorośli, a potem dodaje, że nie tylko tym chlubiła się Mołdawia radziecka. Pierwszy raz w swojej historii nie była państwem neofeudalnym, miała rozwinięty przemysł i powszechny system oświaty. Z czego może być dumna dziś, czym się wyróżnia? Polityk chwilę się zastanawia i w końcu mówi: w Kiszyniowie jest jeden z największych cmentarzy w Europie. A potem tylko smutno się uśmiecha.

fot. strajk.eu

Tłum spoconych ludzi pod flagą rosyjską

Fantazmat „Rosja” na Bałkanach wzbudza zupełnie inne namiętności niż w Europie Środkowej. To związek wieloletni, skomplikowany, pełen resentymentów, często niezrozumiały dla zewnętrznych obserwatorów. Warto przyjrzeć mu się bez uprzedzeń.

fot. wikimedia commons

Większe Opole

Przypowieść o tym, jak stolica województwa okrada sąsiednie gminy.

Ukraina 2016. Cz. III: Trzeciego Majdanu nie będzie

Ukraina 2016. Cz. III: Trzeciego Majdanu nie będzie

We Lwowie można mieszkać przy Konowalca, Doncowa, Stećki, lub, żeby się nie rozdrabniać, po prostu przy Bohaterów UPA. To długa ulica, zaczyna się w średnio ciekawej dzielnicy mieszkalno-handlowej, ale prowadzi aż do obrzeży historycznego centrum, które gdy jest ciepło i słonecznie, zaczyna zapełniać się turystami już wcześnie rano. Tam, gdzie ulica Bohaterów UPA dochodzi do ulicy Stepana Bandery, tramwaj, pamiętający radzieckie czasy (i nie chodzi o pieriestrojkę) przeciska się między kamienicami okresu późnych Austro-Węgier, marszrutka zatrzymuje się przed kościołem św. Elżbiety, neogotyckim, nazwanym ku pamięci nieszczęśliwej małżonki Franciszka Józefa… właściwie już nie kościołem, chociaż tak go przez sentyment nazywają polskie przewodniki – od 1991 r. to greckokatolicka cerkiew św. Olgi i Elżbiety. Właśnie tę okolicę wybrano na wzniesienie pomnika Stepana Bandery.

Spalony dom związków zawodowym w Odessie, 2014/ fot. Wikimedia Commons

Ukraina 2016. Cz. II. Naddniestrze w Doniecku, Bandera w Odessie

Dmitrij Gałkin kocha Kijów. To widać. W drodze do miejsca, gdzie można spokojnie usiąść i pogadać, co chwilę zwraca moją uwagę na któryś z mijanych budynków. Neogotycka kamienica – to pierwszy dom mieszkalny w tym stylu w mieście, zbudowany dla zamożnego Polaka. Wie pani, ilu Polaków mieszkało w Kijowie w XIX wieku? Dom Aktora o orientalnej architekturze – mój towarzysz śpieszy z wyjaśnieniem, że to dawna kienesa karaimska, upewniając się, że kojarzę, kim są Karaimi. Oni przeminęli, a aktorzy zostali – podsumowuje z uśmiechem podszytym nostalgią. Dopytuje, które ze słynnych zabytków zdążyłam zobaczyć przed naszym spotkaniem. Podobał się sobór Mądrości Bożej? Weszła pani na dzwonnicę? Wspaniale!

fot. wikimedia commons

Ukraina 2016. Cz. 1. Drzewa na Instytuckiej

Ponad dwa lata temu wszystkie polskie media żyły Ukrainą. Umowa stowarzyszeniowa, protesty, dyktatura Janukowycza, Berkut, porozumienie podpisane z udziałem ministra Sikorskiego. Scena, rewolucja transmitowana na żywo w internecie. Karnawał wolności przeradzający się w krwawy dramat.  A potem nagle zwycięstwo. Wygrali „nasi”, przepędzili złych, marionetki Rosji. Odtąd miało być tylko coraz lepiej. Jakżeby inaczej?

fot. MW

Dwa maje

Dla Moskwy 9 maja to wielkie święto. Jak i dla całej Rosji zresztą.  Kilkakrotnie bywałem tu tego dnia. Mniejsza o defilady, demonstracje militarnej potęgi, nie one tak naprawdę mówią o tym, czym dla Rosjan jest ta data. Żeby to pojąć, trzeba iść do Parku Gorkiego, gdzie zawsze zbierali się weterani tamtej krwawej wojny.

fot. facebook.com/ The Doctor's Hiuse, Sarajevo

BiH 2016 – cz. II: Ludzie

Ludzi, których spotkałam w Sarajewie dzieli pochodzenie, ale łączy przekonanie o niezwykłości miejsca, w którym przyszło im żyć. Sarajewo każdemu z nich wydaje się inne: „wyjątkowo piękne”, „wyjątkowo parszywe” czy też „wyjątkowo przygnębiające”. Ale w każdym przypadku „wyjątkowe”.

Sarajewo, dawna ottomańska dzielnica Baščaršija, plac zwany "Placem Gołębi", fot WK

BiH 2016 – cz. I: Terra incognita

Bośnia to kraj, gdzie wojna nie ma początku ani końca. Jest lustrem, w którym odbijają się pokolenia i ważną składową bałkańskiej tożsamości.