Reportaże

Stadion "Szerifa" / fot. Wikimedia Commons

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. III: Świetlana przyszłość?

Podczas naszej rozmowy konkretny i stanowczy Giennadij Kuźmiczow raz wyraźnie się irytuje. Nie może spokojnie ustosunkować się do powszechnie panującej wśród analityków opinii, że jego kraj nie mógłby istnieć bez rosyjskiej pomocy. Znowu przypomina, jak jest w Mołdawii, pyta, czy przypadkiem tamto państwo też nie jest uzależnione od wsparcia z zagranicy, tyle że europejskiego i amerykańskiego? Dlaczego więc potępiać akurat Naddniestrze i pomoc z Rosji? Kuźmiczow myśli zresztą o naddniestrzańsko-rosyjskich relacjach w innych kategoriach.

Dniestr / fot. Agatha Rosenberg

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. II: Istniejemy

Obroniliśmy się. Istniejemy. Może nie żyjemy w szczególnym bogactwie, ale z drugiej strony wiemy, że mogłoby być o wiele gorzej. Nie chcemy powrotu pod władzę Kiszyniowa. Co nam może zaoferować Mołdawia? Znowu szykany za mówienie po rosyjsku? Przecież nie wyższy standard życia i większą pewność jutra. Taki przekaz kierują mieszkańcy lewego brzegu Dniestru do społeczności międzynarodowej, do demokratycznej Europy, już ćwierć wieku, praktycznie jednogłośnie,  w referendach. Pierwszy raz 1 grudnia 1991 r. 80 proc. ludności Naddniestrza zagłosowało za niepodległością.

fot. wikimedia commons

Druga Turcja na Ukrainie

Hasłem przewodnim tegorocznego Warsaw Security Forum było – „Warsaw. Security Starts Here”.

Z wojny o Naddniestrze / fot. wystawa Muzeum Benderskiej Tragedii

Na lewym brzegu Dniestru. Cz. I: Zwyciężyliśmy!

Wątek naddniestrzański wypływa od czasu do czasu  na internetowych forach podróżniczych. Warto? Nie warto? Okradną, nie okradną? Nie znam rosyjskiego, czy nie okradną dwa razy? Piszą niezadowoleni („zabawa w chowanego z moim paszportem”, „miasta, w których czujesz się pod ciągłą obserwacją milicji”) i tacy, co raczej uspokajają („na granicy nic nie chcieli”). Wniosek ogólny? Naddniestrze to przede wszystkim ostatni w Europie skansen komunizmu. Kręcą cię pomniki Lenina – jedź, patrz i podziwiaj. Wolisz inne klimaty, to nie jedź, poza Leninami żadnych atrakcji w Tyraspolu i okolicach nie uświadczysz.

Opuszczony kołchoz w okolicach Ceadir-Lunga / fot. Agatha Rosenberg

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. III: Rozbitkowie

Piotra Włacha, byłego deputowanego do parlamentu w Kiszyniowie, na początku naszego spotkania proszę o podsumowanie 25 lat niepodległego państwa mołdawskiego. Co wam się nie powiodło, a co udało się jednak osiągnąć, pytam, po raz ostatni wyrażając złudzenie, że tutejsza klasa polityczna przez te ćwierć wieku zrobiła jednak cokolwiek pozytywnego. Mój rozmówca takich złudzeń nie ma. Nie jest właściwie pewien, czy mówienie o niepodległości w odniesieniu do jego kraju ma sens. Czy w niepodległym państwie, zastanawia się Włach, jak w Mołdawii, panuje prawo dżungli, a wszystkie instytucje pracują na jednego człowieka?

Ruina hotelu National w centrum Kiszyniowa / fot. Agatha Rosenberg

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. II. Stefan Wielki przed hotelem National

W Kiszyniowie są momenty, kiedy zapominam, że jestem w stolicy najbiedniejszego – w najlepszym razie: prawie najbiedniejszego – państwa w Europie. Na bulwarze Stefana Wielkiego zdarza się zapatrzyć się na budynek dawnej Dumy miejskiej, wzniesiony na początku XX wieku w stylu włoskiego neogotyku. Jeśli zejść z bulwaru i przejść kawałek ulicą Puszkina na południe, znajdzie się kawałek starego Kiszyniowa. W obfitym cieniu drzew trwają dawne żeńskie gimnazjum zamienione w muzeum sztuki, cerkiewki św. Teodory i św. Pantelejmona, jedno- i dwupiętrowe domy z XIX i XX wieku.

fot. pixabay.com

Grona goryczy

W trudnych czasach Wielkiego Kryzysu amerykański pisarz, John Steinbeck, wydał swoją słynną powieść „Grona gniewu”, w której opisał losy rodziny farmerów, wysiedlonych z Oklahomy i gnanych za pracą na Zachód, ku ziemi obiecanej, Kalifornii. U kresu wędrówki na bohaterów czekało jednak rozczarowanie: wyzysk i brak perspektyw na plantacjach owoców. Ale też nadzieja, dojrzewająca u Steinbecka wraz ze świadomością pracowników. Co roku również na Zachód podążają setki tysięcy polskich pracowników i pracownic sezonowych. Kim są, przez co przechodzą, po co wyjeżdżają, jak są traktowani?

Protesty w Mołdawii w styczniu 2016 r. / fot. Sputnik News

Mołdawia: jak umiera raj. Cz. I: Tak się nie robi Majdanu!

– To była republika-sad – wspomina dawną Mołdawię Bogdan Țîrdea, deputowany do parlamentu z ramienia Partii Socjalistów Mołdawii. Kreśli obraz niekończących się ogrodów i upraw winorośli, a potem dodaje, że nie tylko tym chlubiła się Mołdawia radziecka. Pierwszy raz w swojej historii nie była państwem neofeudalnym, miała rozwinięty przemysł i powszechny system oświaty. Z czego może być dumna dziś, czym się wyróżnia? Polityk chwilę się zastanawia i w końcu mówi: w Kiszyniowie jest jeden z największych cmentarzy w Europie. A potem tylko smutno się uśmiecha.

fot. strajk.eu

Tłum spoconych ludzi pod flagą rosyjską

Fantazmat „Rosja” na Bałkanach wzbudza zupełnie inne namiętności niż w Europie Środkowej. To związek wieloletni, skomplikowany, pełen resentymentów, często niezrozumiały dla zewnętrznych obserwatorów. Warto przyjrzeć mu się bez uprzedzeń.

fot. wikimedia commons

Większe Opole

Przypowieść o tym, jak stolica województwa okrada sąsiednie gminy.

Ukraina 2016. Cz. III: Trzeciego Majdanu nie będzie

Ukraina 2016. Cz. III: Trzeciego Majdanu nie będzie

We Lwowie można mieszkać przy Konowalca, Doncowa, Stećki, lub, żeby się nie rozdrabniać, po prostu przy Bohaterów UPA. To długa ulica, zaczyna się w średnio ciekawej dzielnicy mieszkalno-handlowej, ale prowadzi aż do obrzeży historycznego centrum, które gdy jest ciepło i słonecznie, zaczyna zapełniać się turystami już wcześnie rano. Tam, gdzie ulica Bohaterów UPA dochodzi do ulicy Stepana Bandery, tramwaj, pamiętający radzieckie czasy (i nie chodzi o pieriestrojkę) przeciska się między kamienicami okresu późnych Austro-Węgier, marszrutka zatrzymuje się przed kościołem św. Elżbiety, neogotyckim, nazwanym ku pamięci nieszczęśliwej małżonki Franciszka Józefa… właściwie już nie kościołem, chociaż tak go przez sentyment nazywają polskie przewodniki – od 1991 r. to greckokatolicka cerkiew św. Olgi i Elżbiety. Właśnie tę okolicę wybrano na wzniesienie pomnika Stepana Bandery.

Spalony dom związków zawodowym w Odessie, 2014/ fot. Wikimedia Commons

Ukraina 2016. Cz. II. Naddniestrze w Doniecku, Bandera w Odessie

Dmitrij Gałkin kocha Kijów. To widać. W drodze do miejsca, gdzie można spokojnie usiąść i pogadać, co chwilę zwraca moją uwagę na któryś z mijanych budynków. Neogotycka kamienica – to pierwszy dom mieszkalny w tym stylu w mieście, zbudowany dla zamożnego Polaka. Wie pani, ilu Polaków mieszkało w Kijowie w XIX wieku? Dom Aktora o orientalnej architekturze – mój towarzysz śpieszy z wyjaśnieniem, że to dawna kienesa karaimska, upewniając się, że kojarzę, kim są Karaimi. Oni przeminęli, a aktorzy zostali – podsumowuje z uśmiechem podszytym nostalgią. Dopytuje, które ze słynnych zabytków zdążyłam zobaczyć przed naszym spotkaniem. Podobał się sobór Mądrości Bożej? Weszła pani na dzwonnicę? Wspaniale!

fot. wikimedia commons

Ukraina 2016. Cz. 1. Drzewa na Instytuckiej

Ponad dwa lata temu wszystkie polskie media żyły Ukrainą. Umowa stowarzyszeniowa, protesty, dyktatura Janukowycza, Berkut, porozumienie podpisane z udziałem ministra Sikorskiego. Scena, rewolucja transmitowana na żywo w internecie. Karnawał wolności przeradzający się w krwawy dramat.  A potem nagle zwycięstwo. Wygrali „nasi”, przepędzili złych, marionetki Rosji. Odtąd miało być tylko coraz lepiej. Jakżeby inaczej?

fot. MW

Dwa maje

Dla Moskwy 9 maja to wielkie święto. Jak i dla całej Rosji zresztą.  Kilkakrotnie bywałem tu tego dnia. Mniejsza o defilady, demonstracje militarnej potęgi, nie one tak naprawdę mówią o tym, czym dla Rosjan jest ta data. Żeby to pojąć, trzeba iść do Parku Gorkiego, gdzie zawsze zbierali się weterani tamtej krwawej wojny.

fot. facebook.com/ The Doctor's Hiuse, Sarajevo

BiH 2016 – cz. II: Ludzie

Ludzi, których spotkałam w Sarajewie dzieli pochodzenie, ale łączy przekonanie o niezwykłości miejsca, w którym przyszło im żyć. Sarajewo każdemu z nich wydaje się inne: „wyjątkowo piękne”, „wyjątkowo parszywe” czy też „wyjątkowo przygnębiające”. Ale w każdym przypadku „wyjątkowe”.

Sarajewo, dawna ottomańska dzielnica Baščaršija, plac zwany "Placem Gołębi", fot WK

BiH 2016 – cz. I: Terra incognita

Bośnia to kraj, gdzie wojna nie ma początku ani końca. Jest lustrem, w którym odbijają się pokolenia i ważną składową bałkańskiej tożsamości.

Widok na główną ulicę w Radjuwene. / Źródło: Wikimedia Commons.

BG 138/27 – cz. IV „Kto zabił małżeństwo Diszewów?”

Oto historia nie o umarłych, lecz o żywych. W dzisiejszej Bułgarii nikt nie ma powodu, by sądzić, iż jego to nie dotyczy.

BG 138/27 – cz. III „Poza lewicą i prawicą?”

BG 138/27 – cz. III „Poza lewicą i prawicą?”

Kilka tygodni temu młody bułgarski prawicowy wilczek, Radan Kynew, po cokolwiek nieudanym flircie z generałem, doktorem, mistrzem karate, a przy okazji premierem – Bojko Borisowem i jego partią GERB, ogłosił z pompą, iż pod jego kierownictwem „powstanie w Bułgarii nowy prawicowy projekt polityczny”. A oto dlaczego uważam, że jest to kolejny chory pomysł tamtejszych polityków.

BG 138/27 – cz. II „Nie hodować krokodyli”

BG 138/27 – cz. II „Nie hodować krokodyli”

Nowożytna Bułgaria nie ma długiej historii. Jak zauważa wielu poważnych analityków, przez prawie cały ten okres jej elita nigdy nie była samodzielna. Następstwa tej tradycji geopolitycznej niepełnosprawności dają o sobie dziś znać w skumulowanej formie. Czy Bułgaria może w ogóle przetrwać gigantyczne globalne konflikty i przewartościowania, których obserwujemy, jak się zdaje, dopiero początek..?

BG 138/27 – cz. I

BG 138/27 – cz. I

Marzec to w Bułgarii ważny miesiąc. Każdego trzeciego dnia trzeciego miesiąca roku kraj ten przeżywa jedną z największych rytualnych euforii – świętuje rocznicę uzyskania niepodległości pod koniec XIX w. Trzeci marca to urodziny Bułgarii. W tym roku stuknęło jej już 138 lat. Powodów do radości jednak nie ma. Pytanie, jak długo jeszcze pożyje, zadawane na ogół w obliczu nieuleczalnej choroby, niektórym wydaje się obecnie jedynym sensownym pytaniem. Niewielu ma jednak wątpliwości, iż perspektywa ostatecznej agonii jest całkiem realna.