Share Button

Do tej pory porażki w rozgrywkach międzynarodowych traktowano u nas z pijackim zawodzeniem „Polacy, nic się nie stało”. Okazało się, że tę niemądrą praktykę można jeszcze przebić i zacząć opowiadać, że coś, co wszyscy widzieli, to nie klęska tylko zwycięstwo i to wielkie. Aby jednak ludzie w to uwierzyli, należy przy tej okazji tak zdeprecjonować zwycięskiego przeciwnika, jak się tylko da.

To właśnie robi od czwartku PiS. Wszyscy politycy tego ugrupowania opowiadają to samo. Licząc na to, że jeszcze bardziej skupią wokół siebie żelazny elektorat, a może nawet przykleją doń co nieco zdeklarowanych narodowców.

Udowadnianie, na rzecz wewnętrznej, polskiej polityki, że Unia jest zła, niedemokratyczna i na dodatek nas nie lubi, to sianie wiatru. Wiatru, którego porywy mogą być dla prezesa Kaczyńskiego nie do opanowania.

Były premier nie chciałby bowiem jeszcze z Unii wychodzić. Jeszcze, bo przecież czekają w niej na nas miliardy euro wliczone skrupulatnie przez wicepremiera Morawieckiego do planu inwestowania w polską gospodarkę. Planu, dzięki któremu Kaczyński będzie próbował wygrać kolejne wybory.

Tymczasem ostatnie antyunijne wypowiedzi padły na dość intrygująco podatny grunt. Pojawiło się bowiem mnóstwo głosów,że skoro Unia jest taka be, to pora zagrać larum i z „eurokołchozu” się wynieść. Czyli ogłosić Polexit.

Co dziwniejsze, głosy takie pojawiły się również wśród tych, którzy z racji bycia nominatami PiS powinni uważać co mówią, bo równie szybko jak dorwali się do stanowisk, mogą je w każdej chwili stracić.

– Polska powinna myśleć o tym, na jakich dobrych warunkach z UE wychodzić i jaką nową wspólnotę tworzyć – powiedział wczoraj Dominik Zdort na antenie Polskiego Radia 24. Dominik Zdort nie jest byle kim. To redaktor naczelny portalu TVP Info, zdeklarowany zwolennik „dobrej zmiany”.

„UE nie rozwiązała żadnego z podstawowych problemów w Polsce, a wręcz przeciwnie – powoduje upadek i powolną śmierć naszego państwa” – to z kolei fragment petycji do prezydenta RP w sprawie rozpisania referendum o wyjściu Polski ze struktur unijnych.

Uderza w niej zestaw argumentów. Inicjatorzy piszą bowiem z jednej strony o tym, że „prawie milion ludzi zostało naciągniętych na kredyty we frankach szwajcarskich”; poprzez to, że „UE nieustannie wydaje wiążące dla Polski tysiące kretyńskich dyrektyw niszczących resztki naszej gospodarki, a następnie wprowadza trujące nas GMO a następnie każe szczepić nasze dzieci żeby chorowały na autyzm”; a także fakt, że „ po wstąpieniu do UE Wojsko Polskie zostało zdziesiątkowane i wysłane na wojny kolonialne w Iraku i Afganistanie”; jest i to, iż „UE jest antychrześcijańska, promuje dewiacje i zabijanie nienarodzonych dzieci oraz eutanazję,UE jest antydemokratyczna, europosłowie nie mają rzeczywistej władzy a prawdziwi rządzący nie są wybierani w drodze wyborów”; by zakończyć konstatacją, że „UE każe nam milionami przyjmować obcych nam kulturowo i niebezpiecznych wyznawców Islamu, w tym morderców i terrorystów”. W petycji nie zapomniano dodać też, że „przeznaczono nam rolę niewolników a nie partnerów, zabiera nam się naszą wolność i suwerenność”.

Nie zdziwi pewnie nikogo, że autorzy napisali: „Nie zgadzamy się na to, żeby niemieccy politycy typu Schulz, Juncker czy Marnix Norder ubliżali Polsce i Polakom oraz ingerowali w sprawy w sprawy wewnętrzne Polski tworami typu komisja wenecka!. No i nie zgadzają się też ”na to, żeby przedstawicielka naszego narodu Premier była poniewierana przez komisje europejskie!”.

Pod petycją jest podpisany Adolf Kudliński podpisujący się jako major i „z-ca d-cy Korpusu PDS”. Kudliński jest prepperem, czyli kimś kto w oczekiwaniu na wojnę buduje ziemiankę, gromadzi w niej broń i zapasy oraz uczy się jak przetrwać w sytuacjach ekstremalnych. Opinia publiczna poznała Kudlińskiego bliżej, gdy dostał wyrok 3 lat wiezienia, za nielegalny zakup i posiadanie broni.

Ani Zdort, ani Kudliński nie porwą za sobą tłumów, nie staną się polskimi Nigelami Farage’ami. Natomiast to, co piszą i co mówią jest niebezpieczne. Do dziś pod petycją podpisało się ledwie (aż?) 7 tysięcy osób z kawałkiem. Cytowane powyżej bzdury pokazują,w jakim kierunku pójdą teraz, na fali antyunijnego uniesienia Jarosława Kaczyńskiego, przeciwnicy naszego integrowania się. I jak widać pójdą w każdym. Stworzą program będący sumą wszystkich strachów. Bezrobotnym wmówią,że to przez Unię, frankowiczom też, przedsiębiorcom wytłumaczą, że pazerność fiskusa to też robota Brukseli, a rolnikom, iż krowy nie dają mleka, a kury jaj, bo tak chce Komisja Europejska. Wykorzystają wszystkie nasze bolączki i będą udowadniać, że to skutek wuniowstąpienia.

Po słowach Kaczyńskiego, Szydło i innych, grunt do posłuchu dla takich kłamstw i przeinaczeń jest gotowy. Lada chwila znajdzie się ktoś o prawdziwej charyzmie. Ktoś, kto z Polexitu zrobi zwój sztandar. I nieważne wtedy będzie, że dziś za Polską w Unii Europejskiej opowiada się dwie trzecie społeczeństwa. Pół roku przed wyborami prezydenckimi Bronisław Komorowski, też ponoć miał poparcie 70 procent wyborców.

Oby zatem Kaczyński nie stał się naszym Cameronem. Brytyjskim premierem, który będąc przekonanym o miłości Brytyjczyków do UE, by wzmocnić własną pozycję w kraju zapowiedział brexitowe referendum. Rozpętał coś, co kosztowało go stanowisko, a Zjednoczone Królestwo – groźbę wyjścia zeń Szkotów i Walijczyków. Czyli rozpad.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

1 komentarz

  1. lubat napisał:

    Fetowanie „zwycięstwa” właścicielki wielu broszek to nic nowego w naszej historii, na odwrót – ma ugruntowaną pozycję. Bo czym jest coroczne celebrowanie „moralnego zwycięstwa” pt. Powstanie Warszawskie, całkowita masakra miasta i jego mieszkańców? To samo dotyczy poprzednich historycznych powstań, w rezultacie których Polska i Polacy ponosili gigantyczne straty materialne, moralne i polityczne.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*