Share Button

Ofiarą jest czarnoskóry Charles Kinsey. Mężczyzna jest terapeutą; próbował namówić swojego autystycznego pacjenta do powrotu do ośrodka, z którego ten uciekł. Żaden z nich nie miał broni i nie stanowił dla nikogo żadnego zagrożenia.

Charles Kinsey leży na chodniku z wyciągniętymi rękami, obok siedzi jego pacjent/youtube.com
Charles Kinsey leży na chodniku z wyciągniętymi rękami, obok siedzi jego pacjent/youtube.com

Według oficjalnego komunikatu policja pojawiła się na miejscu zdarzenia po otrzymaniu komunikatu, według którego młody biały mężczyzna próbował popełnić samobójstwo przy użyciu broni palnej. Chodziło prawdopodobnie o 23-letniego białego autystycznego mężczyznę, który uciekł z ośrodka stałego pobytu. Nie miał on jednak przy sobie broni, a jedynie małą białą ciężarówkę-zabawkę. Kiedy policja przyjechała na miejsce, pacjentowi, którego dane nie zostały ujawnione, towarzyszył już jego terapeuta, 47-letni Charles Kinsey.

Funkcjonariusze kazali obydwu mężczyznom położyć się na ziemi i wyciągnąć ręce do góry – na nagraniu wyraźnie widać, jak Kinsey wykonuje to polecenie i z rękami w powietrzu krzyczy do policji, że nie jest uzbrojony, że jest specjalistą od terapii i że nie ma żadnej potrzeby użycia broni palnej. W tym samym czasie jego niepełnosprawny podopieczny krzyczy, żeby się zamknął, siedzi na asfalcie i bawi się ciężarówką. Wtedy nagranie się urywa.

Zarówno sam poszkodowany, który znajduje się w szpitalu, jak i policja z Miami potwierdza, że chwilę potem jeden z funkcjonariuszy trzykrotnie strzelił do Kinseya, który na szczęście nie odniósł poważnych obrażeń i wkrótce będzie mógł wrócić do domu. Po oddaniu strzałów policjanci podeszli do swojej ofiary i zakuli ją w kajdanki.

– Dużo bardziej martwiłem się o mojego pacjenta, miałem przekonanie, że skoro ja zgodnie z poleceniem położyłem się na ziemi i wyciągnąłem ręce do góry, to jestem bezpieczny – opowiadał Kinsey w rozmowie z „Miami Herald”. –  Jak widać się myliłem. Kiedy tylko policjant do mnie podszedł, zapytałem „dlaczego mnie postrzeliłeś”. Odpowiedział: „nie wiem”. – mówi. – Cieszę się, że mój mąż w ogóle żyje i może nam to opowiadać – stwierdziła jego żona.

Policja potwierdza, że doszło do oddania strzałów i że żaden z uczestników zdarzenia poza funkcjonariuszami nie miał broni. Nie podano nazwisk policjanta, który strzelał do terapeuty ani żadnych przesłanek, który kierował się, strzelając do leżącego na ziemi bezbronnego mężczyzny z rękami w powietrzu.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*