Share Button

Restauratorzy i właściciele hoteli z rejonu mazurskich jezior mają powody do niepokoju. Tuż przed inauguracją sezonu letniego większość z nich nie może znaleźć pracowników. Przedsiębiorcy przyznają jednocześnie, że oferowane przez nich stawki są bardzo niskie.

Port w Mikołajkach na Mazurach / wikipedia commons
Port w Mikołajkach na Mazurach / wikipedia commons

5-6 złotych za godzinę pracy – takie wynagrodzenie najczęściej oferują restauratorzy i hotelarze prowadzący swoje interesy na Mazurach. Dotychczas w regionie dotkniętym wysokim bezrobociem nie mieli większego problemu ze znalezieniem chętnych do pracy. W tym roku jest jednak gorzej.

– Jak idę główną ulicą miasteczka, to niemal na każdym sklepie, na każdej knajpie widzę kartkę o poszukiwaniu pracownika. Brak ludzi do pracy to stały temat rozmów między przedsiębiorcami i nikt nie znalazł sposobu na rozwiązanie tej sytuacji – mówi dla TVN24BIS Magda Szczygieł, właścicielka cukierni „U Adama” w Giżycku, która przyznaje, że potrzebuje pilnie kierowcy, pracowników produkcji i punktów sprzedaży.

Przedsiębiorcy przyznają, że sytuacja jest dla nich nieprzyjemnym zaskoczeniem. Mimo to tylko część decyzuje się na podwyższenie stawek godzinowych. ” Takie są standardy w okolicy i nie będę płacić więcej. Ludzie już kompletnie oszaleli, niedawno dziewczyna, która przyszła złożyć CV, zażądała 15 zł za godzinę pracy” – żali się na jednym z forum internetowych właściciel hotelu z restauracją w Mikołajkach, gdzie bezrobocie wynosi obecnie ok. 19 proc. Dlaczego więc mieszkańcy nie chcą się zatrudniać do prac sezonowych. Burmistrz miasta sugeruje, że może mieć to związek z rządowym programem „Rodzina 500+”.

– Była dziś u mnie dyrektor dużego hotelu i skarżyła się, że ludzie są już tak rozbestwieni, że mówią: „proszę mnie nie zatrudniać, bo ja i tak do pracy nie przyjdę”. Inna pani, matka, powiedziała, że woli mieć zasiłek i pieniądze z Programu 500 plus, niż pracować za najniższe wynagrodzenie – powiedział TVN24BIS Piotr Jakubowski.

Pracownicy lokalnych Urzędów Pracy wskazują, że obecna sytuacja jest wynikiem nastawionej na wyzysk polityki biznesowej właścicieli przybytków.

– Niemal wszyscy pracodawcy oferują najniższą krajową. Niezależnie od tego, czy szukają pracownika bez kwalifikacji, czy z kwalifikacjami. Najniższą pensję oferuje się zarówno pomocy kuchennej, jak i barmanowi. Poza tym prace sezonowe w branży turystycznej to ciężkie fizyczne zajęcia i wielu ludzi oczekuje za nie godziwej zapłaty – przyznaje w rozmowie z PAP  Małgorzata Żukowska UP w Giżycku.

Kolejnym czynnikiem, który sprawił, że mieszkańcy województwa warmińsko-mazurskiego nie garną się do pracy na śmieciowych warunkach za głodowe stawki, jest doświadczenie zdobyte w innych krajach. Wielu dotychczasowych pracowników sezonowych woli wyjechać do Szwecji czy Norwegii, gdzie stawki są kilkunastokrotnie wyższe.

– Nawet młodzież licealna woli wyjechać latem za granicę i zarobić więcej, niż pracować za najniższą pensję na Mazurach. Podczas spotkań, które organizujemy w szkołach, młodzież regularnie nas pyta o prace przy zbiorze truskawek w Niemczech, czy nawet o przysłowiowy zmywak w Wielkiej Brytanii – przyznaje Żukowska.

Ciężka sytuacja kadrowa zmusza niektórzych przedsiębiorców do zatrudniania pracowników z innych państw, głównie z Ukrainy. Import taniej siły roboczej przekłada się jednak na pogorszenie standardów obsługi, gdyż pracownicy zza wschodniej granicy dopiero uczą się języka polskiego, co utrudnia znacznie komunikacje z klientami.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

7 komentarzy

  1. mazur napisał:

    W tym województwie jest też problem z faktem, że za sprawą długich lat kiepskiego opłacania pracowników oraz braku samej pracy ci ludzie zaradniejsi, warci większych stawek i nadający się do pracy po prostu wyjechali do dużych miast i poza granice kraju. Uderza to niestety nie tylko w tych przedsiębiorców nieuczciwych (a oni zdążyli swoje już zarobić przez lata wyzysku), ale też w przedsiębiorców nowych i uczciwych, którzy chcą dawali i dają stawki godne wykonywanej pracy, ale po prostu nie ma kogo przyjąć na miejsce pracowników wykruszających się lub na nowe miejsca pracy. I najczęściej bywa tak, że przetrwają karaluchy i kombinatorzy, a ludzie starający się budować biznesy na podstawach etycznych oraz więcej płacić zbankrutują, bo w naszych warunkach gracz uczciwy zawsze przegrywa z graczem nieuczciwym.

    • Marchewkowy Potwór napisał:

      Uczciwi przedsiębiorcy? Ci którzy płacą mało i ci, którzy płacą „godnie”; ci, którzy dają umowę i ci, którzy zmuszają do pracy na śmieciówkach lub na czarno mają jeden wspólny mianownik – jedni i drudzy żyją z pracy innych!

      Choćbyś zarabiał i 25zł/h, Twój Dobrodziej Pracodawca ma ZAWSZE z Ciebie zysk (inaczej by Cię nie zatrudniał, nie?).

  2. Jarek Prz napisał:

    Skoro mam iść do pracy za 50 groszy od zbioru łubianki truskawek, albo do recepcji, gdzie wymagają angielskiego i niemieckiego za 700 – 900 na zleceniu, to wolę stąd wyjechać.

  3. Jak widać – w końcu widać światełko w tunelu – nie dajmy się, my Polacy wykorzystywać aż do granic absurdu. Mam nadzieję, że ten trend dojdzie też do województwa lubelskiego i dalej. Zatrudnianie u pracodawców bez umów, niepłacenie nawet minimalnych pensji, zatrudnianie „na wolontariat” nawet pracowników z doświadczeniem zawodowym, tylko pod pretekstem „boś młody, a młodym ludziom nie płacimy, bo ci powinni tylko za darmo pracować – liczą się punkty do CV, a nie pieniądze za pracę”. Ja dopiero zmądrzałam, gdy wyjechałam z Polski. Tam jest szacunek do pracowników, nawet ten minimalny. Szanujmy się i naszą pracę!

  4. Nikt napisał:

    Jacy biedni ci „pracodawcy”! Przecież oni teraz nie mogą wyzyskiwać pracowników! A robole zdurnieli, zamiast lizać stopy „pracodawcom”, to chcą godnego wynagrodzenia! Co to się narobiło!
    A może wreszcie „pracodawcy” przyznali mimochodem, że żyli z wyzysku innych? I to bardzo dobrze żyli. A może wreszcie wyzyskiwani zrozumieli, że nie muszą być wyzyskiwani? I wreszcie pokazali „wała”.

  5. Paraban napisał:

    Niemcy nie chcą pracować za 5€ za godzinę to Polacy przyjeżdżają i biorą z pocałowaniem w rękę każdą pracę, Polacy nie chcą pracować za 5zł za godzinę, to Ukraińcy przyjeżdżają, BA nawet Polscy przedsiębiorcy zajmują się zawodowo sprowadzaniem Ukraińców do Polski, bo Ci robią wszystko taniej. Ludzie szukają godności i wygody, a Polski rynek pracy dalece odstaje od tych podstawowych potrzeb. Korporacje otwierają swoje spółki tutaj, bo po dostosowaniu się do warunków prawa pracy jest taniej niż gdziekolwiek indziej. Podczas gdy mali przedsiębiorcy chcąc konkurować o klientów korporacji dopuszczają się wyzysku na człowieku. Czemu podatki dla biedronki czy lidla lub leviatana są obcinane przez naszych polityków, podczas gdy stawka wolna od podatku nadal nie pozwala na godne życie i nikt jej nie zamierza podwyższyć do granic pozwalających małemu przedsiębiorcy funkcjonować samodzielnie!? 500+ rodzi patologię, owszem ale deficyt pracowników gotowych do pracy za stawkę NIEGODZIWĄ uważam, za jak najwłaściwszą reakcję rynku pracy na stan obecny. Nie możemy oczekiwać, że lekarz będzie zarabiać tyle co sprzątaczka albo prezes z doświadczeniem generujący milionowe zyski tyle co pracownik produkcji ale to nie zmienia faktu, że nie da się podwyższyć pensji ludziom na stanowiskach mniej kluczowych bez jednoczesnego zachowania pensji realnych czyli takich, które nie będą zależne od inflacji. Jeśli jednak się nie da, to po co nam ekonomia, można zawsze wrócić do średniowiecznej dziesięciny, która i tak była bardziej sprawiedliwa niż obecny system podatkowy.

    • Anna napisał:

      Argumentacja postawiona na głowie – zysk firmy wypracowują wszyscy. Nie wmawiajmy sobie, że wielkie polskie firmy powstawały przez pokolenia, dzięki ciężkiej pracy właścicieli, którzy teraz zasiadają w zarządach. W SSP przeważnie są to nominacje polityczne bez kwalifikacji, a często średnia kadra też ściągana po znajomości. Sama wiem o przypadku, gdy na dyrektorkę działu w banku zatrudniono osobę po szkole ogrodniczej. I ludzie po ekonomicznych szkołach średnich bądź studiach kierunkowych, ze znajomością języków obcych, z doświadczeniem wieloletnim musieli wykonywać jej polecenia.
      Tak naprawdę firma jest na tyle dobra, na ile ma dobrą kadrę, a dysproporcje w wynagrodzeniach zarządów i pracowników, to patologia, na co już kilka lat temu wpadli Szwajcarzy.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*