Share Button

Jak dotąd wiadomo tylko tyle, że minister Anna Zalewska chce zreformować w oświacie wszystko – od likwidacji gimnazjów, przez program nauczania po warunki pracy, a także liczbę zatrudnionych nauczycieli.

Koniec z przyrodą i łączenia historii z WOS-em - zapowiedziało MEN/wikimedia commons
Koniec z przyrodą i łączenia historii z WOS-em – zapowiedziało MEN/wikimedia commons

– Szkoła powszechna będzie ośmioklasowa i nie będzie możliwości prowadzenia odrębnych szkół ograniczonych do klas I–IV lub V–VIII – stwierdziła minister Zalewska. Jednak, jak się okazuje, wcale nie będzie to musiało oznaczać, że wszystkie dzieci będą się uczyć w jednym budynku – jeśli np. dotychczasowe samodzielne gimnazjum połączy się formalnie z dotychczasową szkołą podstawową i kompleks ten będzie miał jednego Dyrektora, będzie uważany za jedną placówkę, przynajmniej w okresie przejściowym, który ma trwać trzy lata. O losach szkół decydować będą gminy. Zmiany mają zacząć wchodzić w życie już od roku szkolnego 2017/18.

Dotyczyć mają nie tylko likwidacji gimnazjów, ale także programu i zakresu przedmiotów. Zniknąć mają wprowadzone bloki programowe, takie jak przyroda czy historia i społeczeństwo; zastąpią je pełne kursy biologii, geografii, fizyki czy historii. Jak twierdzi Maciej Kopeć, wiceminister oświaty, nie spowoduje to większej liczby lekcji. – Nastąpi zmiana podstaw programowych. Nie jest planowane obciążenie uczniów dodatkowymi godzinami – stwierdził w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Koszty przeprowadzenia reformy – tak jak jej szczegóły – nie są znane. MEN zapowiada też, że chce ograniczyć zwolnienia nauczycieli, jednak zdaniem ZNP 15 tys. pracowników oświaty straci pracę tylko przez opóźnienie obowiązku szkolnego, nie mówiąc o likwidacji gimnazjów. Związek zwraca tez uwagę na doskonałe wyniki polskich gimnazjalistów w testach PISA i fakt, że to właśnie te szkoły były największymi beneficjentami funduszy unijnych w ostatnich latach.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

3 komentarze

  1. Skorpion13 napisał:

    Ale Pan Panie Czaplicki to tak z praktyki?
    Czy jedynie powtarza Pan brednie Balcerowiczopodobnych?
    Jeżeli nie stworzy Pan nauczycielom właściwych warunków pracy – to możesz pan robić różne fiku-miku-na-patyku, a poziom kształcenia będzie coraz niższy. I taki trend obserwuje się od lat 27. Może przy okazji tej reformy przywrócona zostanie do życia zapisana w ustawie zasada indeksacji płac nauczycieli do średniej krajowej… Rządy PO przez cały okres swej władzy miały ten zapis ,,w głębokim poważaniu”.
    A dziś piłują ryja o łamaniu prawa… Czomolungma hipokryzji.
    ————-
    ps.wystarczy zajrzeć na strony kuratoriów gdzie znajdują się oferty pracy dla nauczycieli. W Warszawie jest ich kilka setek. (i to by było na tyle w kwestii ,,masowych zwolnień” o których pieją mendia.)

  2. Skorpion13 napisał:

    Może panowie związkowcy przestaną wypisywac bzdury.
    Liczba lat szkolnych – nie ulega zmianie. Liczba godzin dydaktycznych – również nie.
    Jakie zatem są możliwości tak nagłego spadku liczby etatów, że zwolnionych zostanie 15, 20 a u bardziej panikarskich autorów 25 tysięcy nauczycieli.
    Jeżeli zlikwidowane zostaje gimnazjum, a w jego miejsce pojawia się wydłużona o 2 lata podstawówka i liceum o 1 rok – to po prostu niektórzy znajdą pracę w podstawówkach właśnie, a inni w liceach/technikach czy też odbudowywanych od podstaw szkołach zawodowych.
    Bez paniki.
    A teraz owe sławne testy PESA.
    Nie są przeprowadzane na całej populacji uczniów a jedynie na wybranych przez dyrekcje osobach. Bywa że ,,montuje się” lipną klasę jedynie na czas testu… Bo wynik panie idzie w świat…

    • Michał Czaplicki napisał:

      Ale jak teraz podstawówka ma swojego dyrektora, a gimnazjum ma swojego, to po reformie zostanie tylko jeden. I o to płacz. Zresztą inne możliwe skutki to wydłużenie godzin pracy jednych placówek (bo trzeba będzie przyjąć większą liczbę uczniów), a likwidacja innych – to jak najbardziej może owocować zwolnieniami. I bardzo dobrze. W edukacji chodzi o to, żeby kształcić dzieci, a nie dawać pracę nauczycielom i innemu personelowi. Mądre cięcie kosztów posłuży wszystkim.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*