Share Button

Zmarł Zygmunt Bauman, socjolog, filozof, teoretyk społeczny. Socjalista. Autor kilkudziesięciu książek, jeden z ideowych spadkobierców polskiej socjologii humanistycznej, uczeń Ossowskiego i Hochfelda. Jeden z ostatnich wielkich krytyków społecznych. którzy na serio traktowali tematy alienacji, fetyszyzmu, postępującej kolonizacji świata relacji międzyludzkich przez logikę utowarowienia.

Wielka to strata dla tych wszystkich, którzy w czasach wszechobecnego lęku, egoizmu, przemocy, wykluczenia, samotności i wzrastającego utowarowienia oraz spłycenia i skrócenia więzi międzyludzkich szukają radykalnych politycznych i kulturowych alternatyw. A wmawia się nam, że dla neoliberalizmu nie ma alternatyw, że mówiąc słowami Margaret Thatcher – „społeczeństwo nie istnieje, istnieją jedynie jednostki i rodziny”. Że jesteśmy skazani na postępującą fragmentację świata społecznego, wzrost globalnych nierówności, brutalizację stosunków międzyludzkich, rosnącą rzeszę skazanych na niewidoczność, cierpienie i niedostatek przez coraz bardziej bezwzględne i abstrakcyjne mechanizmy i siły gospodarcze.

Świat wedle Baumana przechodzi okres drugiego Interregnum. Pierwsze trwało od ok XV wieku do Rewolucji Francuskiej. Destrukcja tradycyjnych wiejskich społeczności przez rodzący się kapitalizm, spowodowała chaos, zażegnany dopiero w XVIII wieku przez ustanowienie nowej formy solidarności jaką było Państwo Narodowe. Dziś w epoce globalizacji czekamy na siły, które okiełznają globalny kapitalizm ustanawiając ogólnoludzką solidarność… Najwyższą globalną kastę tworzą kosmopolityczni, wszędzie chętnie przyjmowani Turyści. Ich karykaturą są zewsząd przeganiani Włóczędzy…

By uzbroić się do walki o lepszy świat, pokojowo współdzielony i stale współnegocjowany z innymi ludźmi, zarówno podobnymi jak i odmiennymi od nas potrzebujemy wiedzy- bo jest ona jednym z podstawowych źródeł władzy. Nie będzie to jednak na ogół wiedza o nieskończonym terminie przydatności do użycia, nie będzie to wiedza o jednakowej użyteczności dla wszystkich jednostek i grup społecznych. Funkcją filozofii (a zarazem socjologii), jak przyjmuje Bauman za Heglem, jest dać obraz swojej epoki ujęty w pojęcia.

Socjologia, filozofia, teoria społeczna – mają dać człowiekowi schwytanemu w sieci władzy narzędzia do krytycznego odniesienia się do rzeczywistości i pozwolić zaplanować najbliższe działania – tak, by miał on poczucie podmiotowości i sensu. Nie może przewidzieć dalekiej przyszłości, to bowiem zakładałoby znajomość czynników, które dopiero się unaocznią. Bauman często więc przywoływał uwagę, przypisywaną Nielsowi Bohrowi: „Ciężko jest czynić jakiekolwiek przepowiednie. Zwłaszcza gdy dotyczą one przyszłości”. By jednak zrozumieć, gdzie autor „Płynnej nowoczesności” upatrywał przez całą swoją niemal intelektualną karierę nadziei dla ludzkości, trzeba przywołać jego koncepcję podziału historii cywilizacji zachodniej na trzy okresy. W pierwszej epoce, zwanej przednowoczesną, ludzie żyli w niewielkich, lokalnych, opartych na tradycji wspólnotach. Za wsparcie ze strony sąsiadów, poczucie bezpieczeństwa płacili dostosowując się ściśle do nakazów wspólnoty. Spójność społeczności te zawdzięczały trudnościom z przemieszczaniem się charakteryzującym ówczesny stan technologii- większość europejskich chłopów aż do XIX wieku rzadko opuszczała na dalej niż kilkadziesiąt kilometrów okolice swojej wioski. W takiej wspólnocie „milczące” i „naturalne” porozumienie co do wyznawanych wartości gwarantowane było przez brak jakiejkolwiek refleksyjności, niemożność wyobrażenia sobie innych sposobów życia. Jednak, jak zauważał Bauman, rozpad przednowoczesnej wspólnoty zaczyna się w chwili, kiedy pojmowanie podzielane przez jej członków staje się świadome, bywa przedmiotem namysłu i analizy, gdy pojawiają się przypadki krytyki i eksperymentowania ze zmianą. „Wspólnota  może być jedynie nieświadoma siebie – albo postulowana. Gdy zaczyna wychwalać swe wyjątkowe walory, rozpływać się nad swoim nieskazitelnym pięknem i przybijać na okolicznych parkanach rozwlekłe manifesty, wzywające jej członków do doceniali jej cuda, a wszystkich pozostałych do podziwu lub zamilknięcia- można mieć pewność, że (idealnie spójnej – przyp. T.M.S.) wspólnoty już nie ma, (albo jeszcze nie ma, zależnie od okoliczności). Mówienie o wspólnocie (dokładniej wspólnota mówiąca o sobie jako o wspólnocie) to sprzeczność wewnętrzna” – pisał ze swadą profesor z Leeds w książce o tytule „Wspólnota”.

Rozpad wspólnot lokalnych jako wyznacznik tożsamości i podstawowego narzędzia solidarności zaczął się wraz z końcem średniowiecza i w niektórych krajach Europy trwał aż do XX wieku ze szczególną intensywnością, objawiając się (wraz z początkami kapitalizmu) oddzieleniem się gospodarstwa domowego od miejsca zdobywania środków do życia i rozprzestrzenianiem modelu pracy najemnej.

Drugi etap historii Zachodu to klasyczna lub stała nowoczesność. W tym okresie powstają scentralizowane państwa narodowe, miejsce stanów zajmują klasy społeczne, formują się narody, wynaleziona zostaje idea postępu społecznego. Prapoczątków nowego pojmowania jednostki ludzkiej, charakterystycznego dla twardej nowoczesności, Bauman dopatruje się w słynnej przemowie Boga do Adama, napisanej przez Pico della Mirandolę: „Inne stworzenia  mają przypisaną im przeze mnie określoną naturę. Ty zaś możesz wytyczać swoje granice  podług własnej woli. Niczym wolny i suwerenny rzemieślnik możesz modelować swój kształt z własnego materiału”. Jak zauważa autor „Wspólnoty”, emancypacja od zależności od społeczności lokalnej dokonała się olbrzymim kosztem wykorzenienia szerokich mas ludu. Zaowocowała pojawieniem się wielkich rzesz wykluczonych – włóczęgów, przestępców, chłopów bez ziemi, proletariuszy. Ludzie ci stopniowo byli włączani w ramy upokarzającego i odbierającego poczucie sensu oraz godności pracy systemu fabrycznego, lub z czasem – wysyłani byli do kolonii. Nowoczesna inżynieria społeczna – a jej najbardziej rozwiniętym narzędziem stała się z czasem oficjalna socjologia – narodziła się właśnie jako próba przywrócenia w systemie fabrycznym etosu pracy charakterystycznego dla przednowoczesnych, wiejskich rzemieślników. Chodziło także o zapewnienie przewidywalnych i zgodnych z normami zachowań ze strony postrzeganych jako zagrożenie dla porządku społecznego mas.

Bauman jako charakterystyczną dla nowoczesnych elit intelektualnych przytacza wypowiedź twórcy psychoanalizy myśliciela uważanego powszechnie za postępowego. Freud, bo o nim mowa, narzekał, iż „masy są gnuśne i nierozumne, nie znoszą wyrzeczenia się popędu, niepodobna przekonać ich argumentami, co do tego iż jest to nieuniknione, a składające się na nie indywidua wzajemnie się wspierają we wszystkim, co gwarantuje rozpasanie”. Ujmując sprawę krótko: dwóm szeroko rozpowszechnionym cechom ludzkim zawdzięczamy, że instytucje kulturowe mogą być utrzymane jedynie przy zachowaniu niejakiej dozy przymusu: temu że ludzie nie są spontanicznie skorzy do pracy i temu, że namiętności ludzkie nie są podatne na siłę argumentów. Społeczeństwo zostało podzielone więc na dwa segmenty – przeznaczeniem jednych były przede wszystkim indywidualizm, autonomia, autokreacja i przewodnictwo; przeznaczeniem drugich – żelazna, narzucana odgórnie dyscyplina. A przecież – jak za Veblenem zauważa Bauman – człowiek posiada naturalny „instynkt dobrej roboty”, wyrażający się w niechęci do próżnego wysiłku i upodobanie do efektywnej pracy.

Nowoczesne państwo wraz ze swoimi instytucjami posługiwało się dla zapewnienia porządku przymusem i przemocą oraz prowadzoną za pomocą szkół i kościołów, przy ochoczym wsparciu intelektualistów – indoktrynacją. Było to państwo ogrodnicze, starające się narzucić światu jednolitą siatkę pojęć i oddzielić segmenty populacji (warte zachowania oraz bezużyteczne ludzkie chwasty, przeznaczone do nieuchronnej likwidacji na skutek postępu). Z ambicji zaprowadzenia jednolitego, przejrzystego ładu, wyrosły później patologiczne państwa nazistowskie i stalinowskie, praktykujące mord kategorialny – jednostronnie przeznaczające do likwidacji bezbronne grupy etniczne i społeczne, zanim te zdążyły wykazać się jakimikolwiek przypisywanymi im przestępstwami. Kolejnym ideologii postępu było propagowanie przez państwo etyki pracy. Powszechnie podzielane założenia o grzeszności natury robotników, ich niezdolności do racjonalności i moralnej niższości nie pozostały jednak bez wpływu na dobór środków mających zapewnić dyscyplinę. Świadczą o tym słowa Johna Stuarta Milla, biadającego, że„ na próżno spoglądamy na klasy pracujące w poszukiwaniu uczciwych i dumnych, którzy postanowią pracować dobrze, w zamian za dobrą płacę; w większości starają się oni uzyskać jak najwięcej, dając przy tym – na ile to możliwie- jak najmniej”. Robotnikowi przypisywano brak honoru, stałości, słabo rozwiniętą moralność. Bauman cytuje tu Michaela Rose’a, który tak pisał o twórcy naukowego zarządzania i wynalazcy pracy na akord Fredericku Taylorze:

„Odwoływanie się do Etyki Pracy nie odgrywało niemal żadnej roli w jego zestawie technik zarządzania. Pozytywne zaangażowanie się w pracę  było pobudzane przez starannie manipulowane bodźce pieniężne. Ideałem robotnika dla Taylora był nie żaden Amerykanin, lecz holenderski emigrant, niejaki Schmidt. Tym co fascynowało Taylora w Schmidcie, z pewnością nie było żadne poczucie moralnego obowiązku, by pracować moralnie i zmyślnie, ale jego entuzjazm na widok banknotu dolarowego i gotowość wykonania wszystkiego, czego zażąda od niego Taylor, byle tylko ów banknot trafił do jego rąk”.

Bodźce materialne i odwoływanie się do nich stanowiły remedium na chaos, jaki mógłby zapanować, gdyby zdano się na impulsy moralne robotników. Celem, jak sugerował autor „Pracy konsumpcjonizmu, nowych ubogich” w jednej ze swoich najnowszych książek „Płynne zło”, było i jest zagwarantowanie, że szerokie masy ludności ograniczą swoje życie do reprodukcji zaprojektowanego przez innych ładu społecznego, ekonomicznego, politycznego. Jak poucza Bauman – zadaniem nowoczesnej i płynno-nowoczesnej władzy jest sprawienie, by jednostka miała wrażenie, że robi z własnej woli to, czego się od niej oczekuje.

Równie ważnym aspektem nowoczesnych i ponowoczesnych strategii władzy jest uczynienie stanu indywidualnej autonomii formalnie dostępnym, ale w praktyce nieosiągalnym dla większości populacji. Mrzonką pozostaje dla większości najczęściej propagowany wzorzec podmiotowości – człowieka agresywnego, stale podnoszącego swoją wartość rynkową, wygrywającego samotnie kolejne starcia zarówno na rynku pracy, jak i rywalizację o status związaną z funkcjonowaniem na rynku konsumenckim, nieustannie pożądanego, czy to jako partner seksualny, biznesowy lub pracownik. Bauman wielokrotnie przypominał – w ciężkiej, ale w jeszcze większym stopniu w płynnej nowoczesności zostaliśmy mianowani jednostkami de iure, ale brak nam zasobów, umiejętności i pewności siebie by stać się jednostkami de facto – sprawującymi kontrolę nad kluczowymi aspektami i momentami swego życia. Realizacja pozytywnej wolności ustanawiania i osiągania własnych celów przypomina w dzisiejszych warunkach sytuację, która doprowadziła do ucieczki Żydów z Egiptu. Jak zauważył Bauman: „tego dnia taki rozkaz wydał faraon dozorcom robót ludu i pisarzom. Nie będziecie dostarczać więcej ludowi słomy do wyrabiania cegły […] Odtąd niech sami starają się o słomę”.

Kiedy pisarze spośród Izraelitów zwrócili faraonowi uwagę, że nie da się sprawnie wyrabiać cegieł, jeśli nie dostaje się słomy, i kiedy zwrócili faraonowi uwagę, że żąda od swoich poddanych niemożliwego, ten zrzucił całą winę na nich, wołając: „Jesteście bardzo leniwi!”. Wzorcami osobowymi dla współczesnych proletariuszy, prekariuszy, proletaryzującej się klasy średniej, a nawet podklasy – są ludzie biznesu, celebryci, międzynarodowa warstwa menadżerów i pracowników kreatywnych, zajmujących się obróbką symboli, przetwarzaniem informacji, a także marketingiem i PR-em, będącymi współczesną zdecentralizowaną (ale czy na pewno, biorąc pod uwagę procesy tworzenia się monopoli medialnych?) propagandą.

Kiedy zwrócimy się do prywatnych ekspertów, którzy mają nam pomóc rozwiązać systemowe problemy przy pomocy biograficznych środków, doradzą nam zawsze to samo: „więcej samoakceptacji, więcej troski o własne potrzeby, przywiązywania większej wagi do własnych wewnętrznej zdolności do odczuwania przyjemności, a jednocześnie mniejszą zależność od innych, zwracanie mniejszej uwagi na ich potrzeby i troski (…)”. W czasach nowoczesnych robotnicy byli przekonani, że wywalczyć lepsze warunki życia i pracy w sporze z pracodawcą i państwem mogą tylko poprzez rekompensowanie własnej słabości liczebnością i długotrwałym zaangażowaniem w spór. Dziś jedną z najbardziej powszechnych strategii władzy jest strategia unikania, uciekania przez zobowiązaniami w miejsca, gdzie siła robocza jest bardziej uległa, posłuszna, skłonna do ustępstw. Dzisiejszy płynny kapitalizm cechuje krótka perspektywa czasowa, wymknięcie się kapitałów poza kontrolę państwa narodowego oraz fakt, że każdy pracownik w oczach pracodawcy posiada taką wartość, jaką ma jego ostatnia zasługa. A czasem nawet zwiększona wydajność załogi, zmniejszone koszty i rekordowe zyski nie mogą powstrzymać kapitalisty przed relokalizacją zakładu pracy. Elastyczność pozornie równorzędnych stosunków pracy oznacza większą swobodę kapitalisty, okupioną utratą wolności i poczucia bezpieczeństwa ze strony większości pracowników. Ten kto manipuluje niepewnością jest dzisiaj panem drugiego.

Bauman pozostawał jednym z najzagorzalszych krytyków liberalnej, negatywnej koncepcji wolności. Wolność nie jest nigdy abstrakcją, jej zasoby są ograniczone. Wolność od przymusu musi być uzupełniona przez zdolność do osiągania celów. W idealnym realizującym rzeczywistą wolność jednostek socjalistyczno- liberalnym państwie obowiązywałoby motto Olivera Wendella Holmesa: „Granicą wolności twojej pięści jest miejsce gdzie zaczyna się mój nos”. Jednakże atrybutem władzy, która nie jest jedynie atrybutem państwa, ale własnością relacyjną kształtującą stosunki w przedsiębiorstwie, rodzinie, kościołach, stowarzyszeniach – jest przerzucanie kosztów zwiększenia własnej wolności lub bezpieczeństwa na osoby słabsze. Stąd też, przywilejem władzy jest nie uczyć się na błędach. Jeśli jestem silniejszy będę udawał, że twój nos zaczął się dopiero wtedy, gdy skończył się zasięg mojej pieści.

Ideałem propagowanym przez ekspertów w związkach miłosnych czy przyjacielskich są tak zwane „czyste relacje”, trwające tak długo i tylko tyle, ile trwa obopólna satysfakcja. Jeśli dana osoba mi nie odpowiada, a sam czuję się atrakcyjny, unikam komunikowania jej swego niezadowolenia, przedstawienia swoich żądań po prostu ją opuszczam, ruszając na kolejne miłosne czy biznesowe podboje, szukając nowych pastwisk i potwierdzenia własnej wartości.

Czy też jako kochanek, partner, małżonek, czy też jako pracodawca lub współobywatel unikam trudnego wysiłku kompromisu, negocjacji, ćwiczenia się w uważności na potrzeby drugiego człowieka i jego wyjątkowość. Liczę na to, że dzięki szczęściu, atrakcyjności, oryginalności uda mi się bez żadnego wysiłku i wkładu ustanowić wspólnotę. Najlepiej z podobnymi do siebie. Jednak jak przestrzega Bauman – wspólnoty, do których łatwo wstąpić, które angażują niewielką część naszej osobowości i czasu, nie odwdzięczają się lojalnością i trwałością. Cechą płynnej nowoczesności jest fakt, że wszelkie grupy społeczne, związki międzyludzkie są nietrwałe, kruche, łatwe do jednostronnego demontażu. Nie sprzyja to  zaufaniu, solidarności  i kolektywnej walce o zmniejszenie przepastnych nierówności, mogących dotknąć wszystkich zagrożeń, łączeniu zasobów, czy planowaniu wspólnej przyszłości.

Państwo nie gwarantujące nam już opieki na wypadek bezrobocia, wypadków losowych czy starości. Legitymizuje się poprzez podejmowanie działań wymierzonych w wyolbrzymiane zagrożenie ze strony migrantów ekonomicznych,  trucicieli, drobnych przestępców ulicznych, żebraków czy narkomanów. Jednocześnie każdy grzech i przewina mogą zostać odpuszczone, jeśli winowajca jest wystarczająco potężny. Jak zauważył niegdyś złośliwie Bauman, nikt nie nazwie bogatego alkoholika pijakiem, bogatego użytkownika narkotyków ćpunem, czy przestępcy finansowego złodziejem. Obecnie więcej zła można uczynić poprzez rozpowszechnianie fałszywych informacji, niż poprzez uliczne przestępstwo. Strategie władzy stają się coraz bardziej subtelne. Jedną z najbardziej perfidnych jest ośmieszanie pojęcia dobra wspólnego, sugerowanie, że za troską o wspólne interesy, czy chęcią pomocy, kryje się zawsze miłość własna i podstęp. Inną – bombardowanie obywateli-konsumentów niepowiązanymi w żaden sposób, pozbawionymi kontekstu obrazami przemocy. Ukrywa się w ten sposób jej systemowe źródła, zafałszowuje jej skalę.

Inną kwestią, która wymaga pilnego uświadomienia ludziom, jest skala monopolizacji mediów oraz fakt, że tak mało wiemy o superbogaczach, prawdziwych władcach naszej planety. Bowiem są oni w stanie jednostronnie kreować swój wizerunek i działać na rzecz jego weryfikacji. Zjawiskiem, które Bauman jedynie zaznacza, jest fakt, że wprawdzie istnieją uniwersalne wartości, ale znamieniem władzy jest to, że potrafi ona wprowadzać arbitralne wyjątki od ich egzekwowania. Elity bowiem pozostają zawsze krok do przodu przed sterowanymi przez siebie masami.  Przykładem jest to, że na użytek najbiedniejszych członków społeczeństwa utrzymują złudzenie, iż podstawowym mechanizmem regulatywnym współczesnego społeczeństwa pozostaje udział w „wyścigu pracy”. Tymczasem późna nowoczesność, ponowoczesnośc, płynna nowoczesność, neoliberalizm – oznaczają właśnie zastąpienie etyki pracy przez estetykę konsumpcji. Zamiast edukować obywateli do samodzielnego, opartego na zinternalizowanych wartościach moralnego postępowania, liczy się na ich podatność na materialne, zmysłowe i związane z rywalizacją o chwilę sławy pokusy. Istnienie i ekspansję wolnego rynku, czy też wycofanie się państwa z ważnych obszarów życia usprawiedliwia się w większym stopniu nie poprzez subtelne analizy ekonomiczne, ale poprzez „zdroworozsądkową” populistyczną narrację typu „Polacy najlepiej wiedzą jak wydać swoje pieniądze”, czy „Zasługujesz na zindywidualizowane usługi”, lub też „Wyjdź ze strefy komfortu”.

Dzisiejsze mechanizmy dominacji nie są oparte na przymusie, ale na kuszeniu i przedstawianiu fałszywych, korzystnych dla ukrytych w cieniu lobbystów rozwiązań społecznych problemów. W 1962 roku Zygmunt Bauman pisał: „Mniej menadżerska, a nawet antymenadżerska, bardziej tradycyjna, humanistyczna odmiana socjologii (…) dąży do uczynienia ludzkiego zachowania mniej przewidywalnym, aktywując wewnętrzne, motywacyjne źródła decyzji – dostarczając jednostkom ludzkim bogatszą wiedzę  o ich położeniu i w ten sposób poszerzając ich pole wyboru”. Krótko mówiąc – zadaniem socjologa jest konfrontacja naszych najszczytniejszych kulturowych ideałów z fatalną i pełną hipokryzji ich realizacja. Dostarczenie jednostkom poczucia sensu, spójności życia i narzędzi do walki z społecznym uciskiem. Szczególnie jest to ważne dzisiaj, gdy rosną zastępy ludzi-odpadów, rosną globalne zastępy podklasy. Ludzi zbyt zawstydzonych swą rzekomą, wmówioną im winą, by podjąć walkę z dziejącą się im krzywdą, ludzi, którym odebrano głos. W ich imieniu muszą czasem najpierw przemówić osoby, które stoją dopiero przed perspektywą społecznej degradacji. Z pewnością autor kilkudziesięciu wybitnych książek, który ponad 50 lat spędził na gorączkowym odkupieniu błędów swej młodości, zgodziłby się z Jerzym Lecem, innym ważnym świadkiem XX wieku, który zauważał: „Nie oczekuj od kogoś, kto ma knebel w ustach, że ci o tym powie”.

Hieronim Bosch, „Narrenschiff”- „Statek Głupców” W późnym średniowieczu w miastach Niemiec istniała osobliwa tradycja zmuszania żebraków, osób psychicznie chorych, chorych, lub lubieżnych i wysyłania ich na rejs donikąd ( rzekomo była to pielgrzymka) Marynarze, którym powierzono nieszczęśników pozbywali ich się w dowolnym momencie. Znane i dostatnie miasta pozbywały się w ten sposób nadmiaru osób, którym przysługiwała z racji tradycji miłosierdzia pomoc…

Wzięcie odpowiedzialności za bliźniego nigdy nie jest oczywiste. Na wielu z nas spoczywa metafizyczna wina obojętności wobec dziejącego się zła. Prawdziwa moralność nie liczy na odwzajemnienie, nie cofa się przed ryzykiem błędu. Jak zauważa Bauman w niezwykle ważnym tekście „Czyż  jestem stróżem brata mego?” (w książce „Zindywidualizowane społeczeństwo”), sensem troski o współobywatela nie powinien być rachunek ekonomiczny, ale przywrócenie mu godności i człowieczeństwa, włączenie do społeczeństwa, nawet jeśli nigdy nie będzie w stanie w pełni stanąć na własne nogi. Oczekiwanie racjonalnych argumentów na podjęcie się troski o Innego Człowieka przypomina oczekiwanie racjonalnych argumentów za podjęciem dozgonnych więzi małżeńskich. Nie zawsze jednak spotkamy się z wdzięcznością, nie zawsze nasza pomoc będzie efektywna.

Niekiedy pomóc Innemu można jedynie poprzez ograniczenie własnych istotnych potrzeb, rezygnację z własnych istotnych planów, ogołocenie się z dumy, wystawienie się na drwiny. Walkę o to, by państwo zgodziło się użyć części moich zasobów na pomoc tym, których nie znam i nie poznam. Trzeba też demaskować fakt, że często stosujemy inne standardy dotyczące siebie i inne dotyczące „ludzi nieracjonalnych, zależnych, przegranych”. Tak stało się w USA, w którym pokolenie Baby Boomers, korzystające w ciągu swego życia z hojnych programów socjalnych, wystąpiło z postulatem likwidacji znacznej części zabezpieczeń społecznych. Czego nie można określić inaczej niż kopnięciem drabiny. Podobne tendencje widzimy także w Polsce, gdzie pokolenie, które uwłaszczyło się na części wspólnych zasobów, miało niewątpliwe szczęście pracować w zakładach uzwiązkowionych i korzystać z regulowanych stosunków pracy, wystąpiło z postulatem radykalnego utowarowienia usług społecznych i promowało hiperkapitalizm.

Jak przypomina Zygmunt Bauman – „jeśli pragniesz pokoju, dbaj o sprawiedliwość”.

Zbyt często postępowanie względnie zamożnych i bezpiecznych krajów świata przypomina zachowanie Kaina. Tak było np. u progu inwazji na Irak, kiedy Turcja, cżłonek NATO, zaczęła uszczelniać swoje granice w obawie przed napływem uchodźców, spowodowanym niejasną, głupią i niemal zbrodniczą polityką własnego paktu. Tak było przed inwazja na Afganistan, gdy Australia, „członek koalicji antyterrorystycznej”, odesłała zbliżającą się do jej granic łódź z afgańskimi uchodźcami, kierując ich na niezamieszkaną wyspę. Pod kłamliwym pretekstem, że Afgańczykom w ich kraju nic nie grozi. I jak ze smutkiem skonstatował Bauman, przy aprobacie 90 procent Australijczyków. Wyciągnijmy wnioski z przykładów Profesora. Czyż to nie Polacy liczyli na udział w eksploatacji pól naftowych Iraku? Czyż teraz nie są gotowi odwrócić się od nauczania Papieża Franciszka, by odwrócić oczy od cierpień bliźnich?

Share Button
Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

3 komentarze

  1. moherowy beret z antenką napisał:

    jakoś nie jestem w stanie wykrzesać w sobie żalu za p. Baumanem choćby z tego powodu, że jest „wzorcem” dla Urbana. Patrzeć tylko jak pp. „strajk.eu” każą zachwycać się Bernard H. Levy czy „Red Danny” Cohn-Bendit. I żeby była jasność: NIE MAM ŻADNYCH PRETENSJI co do działalności p. Baumana po 1945 za jednym wyjątkiem: OKAZAŁ SIĘ BYĆ „TROCKISTĄ” i pozostał jak widać do końca a teraz sobie „przejrzycie” tzw. życiorysy tzw. „dysydentów”, nawet tych żyjących jak choćby Michnik, Modzelewski, David Horowitz, – czyli łatwość zmiany poglądów a czemu wyjątkowo sprzyja status imigranta/uciekiniera/uchodźcy: ZAWSZE POWIE TO CZEGO OCZEKUJĄ „GOSPODARZE” a co się OPŁACI. Czy slyszeliście coś o dokonaniach Kołakowskiego „post1989”? Cisza?
    Jakoś nie słyszałem aby Bauman słowem coś powiedział o żydowskich zbrodniach w Palestynie czy o wyczynach takich kryminalstów jak Henry Kissinger czy Madelein Albright.
    Jednak jest różnica między Noamem Chomsk’ym czy Ari Uvneri czy Martin Finkelstein, a z dawniejszych Hannah Arednt czy Róża Luksemburh, którzy mają ten „defekt”, że wskazują/wskazywali ŹRÓDŁA-PRZYCZYNY prezentując coś spoza „cultural marxism” słownika: CZŁOWIECZEŃSTWO.

    • Tomasz Sosnowski napisał:

      O żydowskich zbrodniach w Palestynie mówił. Krytykował też np Tony’ego Blaira

  2. Nikt napisał:

    Ongi, nie pamiętam, gdzie, ale dość dawno, odkryto grób neandertalczyka. Pod głową miał podłożony kamień, a na piersiach reszki bukietu kwiatów. Tak zaczynała się ludzkość.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*