Share Button

Operator drona szybko przyzwyczaja się do swoich zadań. Najpierw strzela, potem zastanawia się, czy zabił terrorystę, czy może zupełnie przypadkowego człowieka. Szansę na to drugie ma nieporównywalnie większą.

Amerykański dron, fot. Wikimedia Commons
wikimedia commmons

Gdy Brandon Bryant po dwudziestu latach służby jako operator dronów odchodził do cywila, wręczono mu kopertę z informacją, ilu wrogów Ameryki zlikwidował. Było ich 1626. Zapewne miał być dumny. Nie potrafił – za dobrze pamiętał, że jego zespół, wykonując rozkazy przełożonych, wielokrotnie zaatakował ludzi, którzy najprawdopodobniej wcale nie byli wrogami. Zapadł mu w pamięć przypadek, gdy zabił pięciu śpiących mężczyzn na pakistańsko-afgańskim pograniczu.

O swoich doświadczeniach Bryant, dziś ciężko chory na zespół stresu bojowego, postanowił opowiedzieć w liście otwartym do Baracka Obamy, szefa CIA Johna Brennana i sekretarza ds. obrony Ashtona Cartera. List podpisali też trzej inni operatorzy dronów – Cian Westmoreland, Stephen Lewis i Michael Haal. Po zamachach w Paryżu wszyscy oni jeszcze wyraźnie zrozumieli, że ich działania nie tylko nie budowały bezpieczeństwa Amerykanów, ale wręcz przeciwnie. Operatorzy piszą, że w rzeczywistości pomagali terrorystom. Prowadzone przez amerykańską armię ataki na cywilów wzmagały nienawiść do USA i ułatwiały fanatykom, także tym z Państwa Islamskiego, prowadzenie rekrutacji nowych dżihadystów.

Byli operatorzy nie pozostawiają suchej nitki na programie budowy dronów – dumie prezydenta Obamy, który polecił używać ich w kilku krajach Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej. Amerykańskim przywódcom zarzucają nadużycia władzy i oszukiwanie opinii publicznej w kwestii rzekomych sukcesów odnoszonych przy pomocy dronów. Podczas gdy Barack Obama twierdzi, że większość dronów faktycznie uderza w groźnych terrorystów, w rzeczywistości wojskowi nie są zwykle nawet w stanie ustalić tożsamości zabitych.

Gdyby skutki zabijania cywilów za pomocą dronów były takie, jak zapewniają amerykańscy decydenci, przerażeni terroryści od Afganistanu po Syrię dawno zmieniliby zajęcie. Że tak nie jest, każdy, niestety, widzi. Co na to Amerykanie? Będzie więcej dronów! Do 2019 ich liczba ma wzrosnąć o 50 proc.

[crp]

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*