Share Button

Czy szef Facebooka stanie do wyścigu do Białego Domu za trzy lata? To pytanie powoli przestaje być spekulacją z gatunku politicial fiction. Zuckerberg kontynuuje tournée po USA, a kolejne miejsca jego wystąpień to stany kluczowe w kontekście kampanii wyborczej.

Opowiada się z za dochodem gwarantowanym dla każdego obywatela i małżeństwami osób LGBT. Dostrzega problem zaniku miejsc pracy i zagrożenia związane z rozwojem sztucznej inteligencji. Jest oczywiście miliarderem, zajmuje piąte miejsce na liście najbogatszych ludzi świata z majątkiem szacowanym na 71,8 mld dolarów, jednak jego poglądy polityczne to dość postępowa odmiana liberalizmu, zwłaszcza w warunkach amerykańskich.

Pozostaje jednak pytanie: czy naprawdę Mark Zuckerberg chce zostać prezydentem USA? On sam odpowiada konsekwentnie, że nie jest zainteresowany startem w 2020 roku z ramienia Demokratów ani żadnej innej partii. Komentatorzy sceny politycznej za oceanem wskazują jednak, że szef Facebooka nie może powiedzieć niczego innego na tym etapie.

 


Spekulacje o prezydenckich ambicjach są podsycane przez ostatnie podróże Zuckerberga, który od początku roku odwiedził praktycznie wszystkie stany mające kluczowe znaczenie podczas prawyborów, w tym Iowa – stan, w którym wyścig się rozpoczyna oraz Michigan i Pensylwanie – stany wahadłowe, czyli dające poparcie jednym razem Republikanom, drugim Demokratom, a przez to mające fundamentalne znaczenie dla ostatecznego wyniku. Media zauważyły, że szef Facebooka zachowywał się podczas tournée jak typowy kandydat – odwiedzał przydrożne knajpy, rozmawiał ze zwykłymi ludźmi, wypytywał o ich problemy i próbował roztaczać swój zarys wizji przyszłości. Jego ludzie zorganizowali spotkania również z celebrytami, m.in. z Mike’em Krzyzewskim, legendarnym trenerem drużyny koszykówki Uniwersytetu Duke.

Czy Donald Trump może czuć się zagrożony? Jeden z sondaży, opublikowany w lipcu pokazał, że w drugiej turze szef Facebooka otrzymałby dokładnie tyle samo głosów, ok. 40 proc. Dodatkowo Zuckerberg zdaje się montować zręby sztabu. Opiniotwórczy serwis „Politico” podaje, ze biznesmen i  jego żona Priscilla Chan zatrudnili w swojej fundacji charytatywnej „Chan Zuckerberg Initiative” Davida Plouffego, szefa kampanii wyborczej Baracka Obamy, jednego z ojców zwycięstwa kandydata Demokratów w roku 2008. Do ekipy dołączył na początku sierpnia Joel Benensona, były doradca prezydenta  Obamy i główny strateg sztabu wyborczego Hillary Clinton. Jednym z członków zarządu fundacji jest również Ken Mehlman, który odpowiedzialny w roku 2004 za strategie wyborczą George’a W. Busha podczas walki o drugą kadencję.

Wreszcie, Zuckerberg zatrudnia także Amy Dudley, w przeszłości doradczynię ds. informacji Tima Kaine’a i niedoszłego wiceprezydenta USA, startującego w parze z Clinton w ostatniej elekcji.

Share Button

Na podobny temat

Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

1 komentarz

  1. lubat napisał:

    Jest to poniekąd racjonalne. Po co miliarderzy mają się zrzucać i opłacać kampanie wyborcze jakiegoś wynajętego pacana, skoro mogą sami rządzić. Marionetki pozwalają zachować pozory demokracji, ale czasami stwarzają problemy.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*