Share Button

Protestujący przeciw budowie fragmentu ropociągu DAPL pod jeziorem Oahe i indiańskim rezerwatem Standing Rock Dave Archambult odnieśli sukces. Niestety, wygląda na to, że na krótko.

"Woda to życie" - plakat jednej z protestujących osób w Standing Rock. / Źródło: Facebook.
„Woda to życie” – plakat jednej z protestujących osób w Standing Rock. / Źródło: Facebook.

Wczoraj (4 grudnia) amerykańska agencja federalna USACE, tzw. Wojskowy Korpus Inżynieryjny wydała oświadczenie, którym powiadomiła opinię publiczną, iż nie zatwierdzi projektu budowy ropociągu pod Oahe, specjalnym zbiornikiem utworzonym na rzece Missouri. Jest to niewątpliwie zwycięstwo protestujących, którzy od kwietnia bieżącego roku walczyli o to, aby ropociąg nie przebiegał w tym miejscu.

Pierwsze demonstracje zorganizowali Indianie z plemienia Standing Rock Sioux zamieszkujący Dakotę Północną. Obawiali się zanieczyszczenia wody pitnej i protestowali przeciw bezczeszczeniu świętych dla ich plemienia miejsc, w których chowani byli ich przodkowie. Kwestie skażeń wody dostarczanej do gospodarstw domowych, po takich historiach jak ta w mieście Flint, szybko zelektryzowały amerykańskich aktywistów. Do początkowo 200 protestujących stopniowo dołączały nowe grupy; ostatecznie budowę ropociągu próbowało zablokować kilka tysięcy osób. Ostatnie tygodnie obfitowały w brutalne walki nie tylko z policją, ale firmami ochroniarskimi i innymi agencjami stanowymi i rządowymi. W ubiegłym tygodniu do Standing Rock przyjechała grupa kilkuset weteranów wojennych z zapowiedzią, iż będzie służyła protestującym za żywe tarcze.

Niestety, nie wiadomo jak długo będzie można cieszyć się tym zwycięstwem. Nowy prezydent USA, wciąż jeszcze prezydent-elekt, z pewnością zmieni tę decyzję po tym, jak obejmie urząd na początku przyszłego roku. Donald Trump jest właścicielem udziałów w spółce Energy Transfer Partners, która buduje DAPL. Bardzo liczy na to gubernator Dakoty Północnej Jack Darlymple i reprezentujący ten stan w Izbie Reprezentantów kongresman David Cream. Obaj wyrazili nadzieję, iż prezydent Trump „przywróci porządek i prawo” oraz zaprzestanie uleganiu „kryminalnym zachowaniom”, chodzi, ma się rozumieć, o zachowanie protestujących.

Mimo wszystko aktywiści i Indianie nie składają broni i zapowiadają walkę o ostateczne zwycięstwo.

Share Button
Skomentuj artykuł w sieciach społecznościowych lub bezopśrednio na stronach portalu.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*