„Skończmy ze smogiem w Poznaniu!” – to hasło projektu finansowanego w stolicy Wielkopolski ze środków na budżet obywatelski. Nad miastem mają latać drony, a mieszkańcy dostaną pieniądze na wymianę pieców. Na tym ładnym obrazku pojawiła się jednak rysa. Poznaniacy alarmują, że w Lasku Marcelińskim miejska spółka wycięła ponad tysiąc drzew.

Wycięte drzewa poukładane wzdłuż leśnych dróg, zdezorientowane dziki błąkające się po ulicach – tak wyglądają w pierwszych dniach nowego roku granice dwóch poznańskich dzielnic – Grunwaldu i Ławicy. To efekt wycinki prowadzonej przez Zakład Lasów Poznańskich.

Wycięte drzewa to głównie brzozy i sosny. – To były zdrowe drzewa, wystarczy się przyjrzeć pniom, by zobaczyć, że nie były dotknięte żadną chorobą – mówi jeden z mieszkańców.

– Jestem przekonany, że Zakład Lasów Poznańskich ma jakąś podstawę, aby drzewa wycinać. Pytanie tylko, czy ten dokument jest uzasadniony. Lasek Marceliński to ewenement, rzadko kiedy zdarza się, aby kompleks leśny znajdował się niemalże w centrum miasta. Trzeba go chronić – powiedział „Wyborczej” Marcin Majewski, mieszkaniec pobliskiego osiedla Bajkowego.. – W moim przekonaniu, jako laika, wycinka jest nieuzasadniona. Argument o wycince drzew, które są suche, mnie nie przekonuje. Z punktu widzenia gospodarki leśnej to bardzo niepokojące – dodaje

Co na to Zakład Lasów Poznańskich? Spółka twierdzi, że realizuje plan rewitalizacji lasu.

– Drzewa, które były nasadzane w latach 50. w Lasku Marcelińskim, to brzozy, sosny, czyli gatunki, które często nie są zgodne z siedliskiem – tłumaczy Łukasz Antosz, inspektor ds. kontroli i nadzoru nad lasami miejskimi w rozmowie z „GW”, dodając, że brzozom dały w kość zmiany klimatu. – Brzoza bardzo z tego powodu cierpi. Nie dostosowuje się do zmian klimatycznych i mocno wysycha. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat drzewa sobie radziły, ale teraz las trzeba przebudować zgodnie z siedliskiem i zmianami klimatycznymi – wyjaśnia.

Mieszkańców to jednak nie przekonuje, bo widzą, ze drzewa są w dobrym stanie. Kolejny problemem są dziki, które wystraszyły się wycinki i częściej odwiedzają ludzkie osiedla. – Kiedy wychodzę na spacer z psem, dziki przebiegają mi pod nosem – mówi Majewski.

Działanie Zakładu Lasów Poznańskich negatywnie ocenia również Agnieszka Ziółkowska. Poznańska działaczka miejska wskazuje, że drzewa są istotnym ogniwem z walce z kryzysem klimatyczny, bo mogą wchłaniać część gazów cieplarnianych.  – Musimy chronić i sadzić drzewa i lasy i sadzić nowe – wydaje się to oczywiste w dobie dyskusji o tym jak przeciwdziałać katastrofie klimatycznej – mówi w rozmowie z Portalem Strajk. – To, że miasto pozwala na wycinkę drzew w Lasku Marcelińskim, w momencie kiedy na własne oczy obserwujemy tragiczne skutki ocieplania klimatu i związane z nimi pożary w Australii jest kpiną. Obowiązkiem miasta jest chronić istniejące drzewa w mieście, wprowadzić zasady ochrony zieleni przy inwestycjach miejskich, dbać o zieleń niską, propagować łąki naturalne – wymienia aktywistka.

patronite

 

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Podoba mi się ocena działań miasta: „mnie jako laikowi…”. Podobnie sarkastycznie mogę wskazać na „konieczność dostosowania do aktualnych wymogów” – co artykułuje z kolei przedstawiciel miasta.
    No i rzecz kolejna: Nie w każdym wieku drzewo jednakowo nas zasila w tlen.
    Następna rzecz to konieczność odbudowy lasu w wyniku jego starzenia. Chciałoby się, by rzecz była ciągła, ale jest to możliwe tylko w przerębowej strukturze lasu. Nie jest mozliwa w drzewostanie jednolitym wiekowo. Miasto miało wystarczajacą ilośc czasu by doprowadzić do struktury róznowiekowej – niestety nie dokonało tego! Czemu? – Może przez naciski działaczy miejskich, dla których jest dobrze, gdy nic się nie robi w zakresie pielęgnacji, ochrony drzew i lasu.
    http://www.polskawlesie.pl

  2. Piotruś-Pan znowu zgodnie z logiką siedmiolatka… Drzewa wyglądają na zdrowe – to są zdrowe. A co powiedział specjalista odpowiadający w stolicy wielkopolski? Dopasowujemy drzewostan do siedliska – czyli wracamy ze składem lasu do zbliżonego do naturalnego jaki to występował przez wieki (aż do XX wieku) kiedy to o nasadzeniach decydowała WYDAJNOŚĆ PRZYROSTU MASY DRZEWNEJ albo to co się lokalnemu włodarzowi podobało!
    Ale nsz siedmioltek wie lepiej od specjalistów którzy na studiowaniu problemu strawili niejednokrotnie całe swoje dotychczasowe zawodowe życie.
    I jak to u Piotrusia w zwyczaju – próbuje wzorem KryPy czy GazWybu grać na emocjach aby wytworzyć atmosferę niechęci do władz Poznania.
    Redaktorze Piotrze! Skoro koronnym ,,argumentem” w pana artykule jest bełkot jakiegoś omc autorytetu tytułowanego ,,działaczka miejska”. To może pora popukać się w łeb?
    A na początek polecam materiał ,,Racjonalisty” http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10266 Gdzie znajdzie pan informacje o rzeczywistej roli lasów w pochłanianiu CO2. Jest ona praktycznie nieznacząca!

  3. „W moim przekonaniu, jako laika” czyli klasyczne „nie wiem, więc się wypowiem”. Wciąż nie rozumiem, dlaczego zdanie laików ma być przekonujące w przypadku lasów i paru innych tematów, a nie w przypadku powiedzmy operacji serca i podejścia do lądowania samolotów pasażerskich. Wyobrażacie sobie? Sala operacyjna, sztab chirurgów działa w pocie czoła, a tu jakiś Janusz z widowni mówi tak „W moim przekonaniu, jako laika, należy ciąć 15 cm wyżej, a skoro mi się tak wydaje, to z pewnością lekarz się myli!”. Albo na podejściu zrywa się facet z ostatniego rzędu w samolocie i w te słowa „Piloci to mordercy, w moim przekonaniu, jako laika, nie powinni przechwytywać żadnego ILSa, ale zwolnić do 20 km/h”.
    Roześmialibyście się czy puknęli w głowę?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Margot z kolektywu Stop Bzdurom aresztowana. „Wszystkich nas nie zamkniecie” – wołali jej obrońcy

Margot, aktywistka queerowego kolektywu Stop Bzdurom, spędzi jednak dwa miesiące w areszci…