Program 500 plus będzie się finansował sam. Z pieniędzy wypłaconych w programie 500 plus.

Ministerstwo Finansów przecięło wszelkie dywagacje dotyczące tego, czy 25 miliardów złotych, które pójdą na sztandarowy program rządu są, czy trzeba wziąć na nie pożyczkę. Rozwiązanie tego dylematu jest proste. Na razie pieniądze są, a potem będą. I to dokładnie te same pieniądze.

Resort Szałamachy uruchomił w internecie stronę „Dla Twoich dzieci. Na przyszłość”. Namawia na niej do przeznaczania kasy z programu Rodzina 500 plus na zakup obligacji skarbowych.

Właściwie to nawet nie ministerstwo namawia, ale „Staś, który chce zostać piłkarzem” i „Maja, która chce zostać lekarzem”. Ten pierwszy oświadcza: „Jak będę duży to zostanę piłkarzem. Strzelę najwięcej goli na świecie”. A to dlatego, że mamusia z tatusiem pobiegną z 500 złotymi do PKO BP i kupią za nie obligacje państwowe. Gdyby tego nie zrobili, Staś zostałby pewnie hokeistą, albo zawodowym graczem w cymbergaja, czego nikt Stasiowi nie życzy.

Maja z kolei twierdzi, że „Marek z przedszkola mi nie wierzy ale w przyszłości zostanę dzielną lekarką! Będę ratowała misie, lalki i też ludzi jak będą chcieli. Wiem, bo obiecała mi to mama!”. Pewnie ta sama mama, która chwilę temu wyszła z zadłużenia w Bocianie lub Providencie i teraz ma taką nadwyżkę wolnych środków, że bez chwili wahania zdecyduje się na zakup państwowych papierów dłużnych.

Do wyboru są obligacje 2, 3, 4 i 10-letnie. Oprocentowanie stałe lub zmienne. Od 2 do 2,5 proc w stosunku rocznym. Dla kogoś, kto jest biegły w giełdowej i walutowej ruletce, odsetki te żadnej części ciała nie urywają. Mają jednak ten plus, że szmalcu nominalnie nigdzie nie wetnie.

„Tym, co odróżnia obligacje oszczędnościowe od innych form oszczędzania, jest prostota, bezpieczeństwo i pewny zysk dla Ciebie i Twojej rodziny. Już dziś pomyśl o przyszłości swoich dzieci i zakup Obligacje Oszczędnościowe ze środków z programu Rodzina 500+, a zostaną one pomnożone i wypłacone dokładnie wtedy, kiedy Twoje dziecko będzie ich najbardziej potrzebować. Dobra szkoła lub studia, mieszkanie czy po prostu rozpoczęcie życia w nowym miejscu… Niezależnie od tego, o czym Twoje dziecko marzy lub czego będzie pragnąć w przyszłości – wszystko to stanie się łatwiejsze dzięki zyskom z obligacji Skarbu Państwa”. Brzmi to wszystko pięknie. Tyle tylko, że nikomu nie chodzi o niczyją przyszłość. Powody namawiania ludzi do zakupu obligacji są dwa. Oba nie mają zaś nic wspólnego z tym, co Szydło obiecywała, czyli z rozruszaniem gospodarki, a nade wszystko niezadłużaniem państwa.

Miliardy złotych wypłacane na dzieci miały być przeznaczone na te dzieci. Na ich jedzenie, ubrania, obozy, komputery i takie tam. Szmalec miał szybciutko zostać przez rodziców wydany i powrócić do państwa w formie podatków. Tyle tylko, że w badaniach pokazujących dynamikę sprzedaży, efektu „pięćset” ma razie nie widać. W kosmos wystrzeliły tylko dane o sprzedaży samochodów mających więcej niż 12 lat. Forsa z wypłat gdzieś się przyczaiła i w każdej chwili grozi budżetowi niekontrolowaną inflacją. Ale jeśli udałoby się przekonać ludzi do wchodzenia w obligacje, szmalec ten zostałby po prostu zdjęty z rynku i zamrożony.

A jak się ma do obietnic rządu to, że pieniądze mające tu i teraz spowodować rozkwit gospodarki i masową produkcję nowych obywateli, nagle zaczęły znikać tam skąd przyszły, czyli w budżecie?

Otóż ma się dokładnie tak, jak mówiła Szydło 2 kwietnia. „Myśmy nie mieli w Polsce do tej pory takiego programu. Nie chcieliśmy też, żeby to był program kojarzony z pomocą społeczną, żeby nie był to program socjalny. Było dla nas jasne, że musi być programem powszechnym. Były trzy założenia: chcemy pomóc tym rodzinom, które są w najtrudniejszej sytuacji, myślimy o demografii, i trzecie założenie, że polskie państwo musi być na to stać. Czyli że musimy stworzyć system, który będzie też w pewnym momencie samowystarczalny i stworzy spiralę, która będzie się nakręcała i aby ten program trwał wiele, wiele lat”.

No i właśnie taka spirala powstała. Ktoś dostaje 5 setek od państwa. Oddaje je państwu, kupując obligacje. Państwo w kolejnym miesiącu daje obywatelowi te same jego 500 zł. A potem jeszcze jeden i jeszcze raz… Gdyby wszyscy beneficjenci 500+ tak zrobili, powstałoby swoiste perpetuum mobile, a pieniędzy na program nigdy by nie zabrakło.

Po prostu ludzie sami sobie finansowaliby 500 zł. A w nagrodę po wielu latach państwo wypłaciłoby im za to niewielką premię w postaci odsetek. Premię, z której oczywiście utnie sobie 19 procent w ramach ściągania podatku od zysków kapitałowych. Podatku Belki znaczy się.

Na razie obligacje, do nabywania których zachęca resort finansów, to te same obligacje, które może nabyć każdy inny. Ale już w czerwcu informowano, że „dla beneficjentów programu 500 plus Ministerstwo Finansów planuje jesienią wprowadzić na rynek specjalne obligacje, których oprocentowanie będzie nieco korzystniejsze niż innych serii obligacji detalicznych”.

Znając polską rzeczywistość makroekonomiczną, a także pewność, przewidywalność i przejrzystość towarzyszące procesom ją tworzącym, trzeba być idiotą, by zamiast wydawać szmal jak najszybciej i z jak największym pożytkiem dla siebie, pakować go w jakiekolwiek papiery gwarantowane przez państwo, które będzie wkrótce potrzebowało bilionów złotych na kolejne programy mieszkaniowe i morawieckie, tudzież na obniżenie wieku emerytalnego.

Zachęcając Polaków do lokowania środków z 500 plus w obligacje, rząd usiłuje przesunąć koszty programu w czasie. Pozyska środki na bieżącą wypłatę świadczeń, a jednocześnie zyska czas, bo obligacje wykupi dopiero po kilku latach. Kilku latach, w których doczłapiemy się do inflacji o dawno nie widzianych gabarytach. Inflacji, która zeżre i 500 plus, i wszystkie związane z tym odsetki.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. @Michał Czaplicki

    Zawsze? A ile miałeś w historii zwycięskich rewolucji komunistycznych? W Rosji, po wzięciu przez Lenina i bolszewików rad robotniczych/sowietów za mordy i podporządkowaniu klasy robotniczej państwowo-partyjnej biurokracji, był rozwijany raczej system pierwotnej akumulacji KAPITAŁU w oparciu o monopol państwa (dogłębna analiza tutaj: libcom.org/library/what-was-ussr-aufheben), a nie żaden „komunizm”. I skończyło się jak po każdym okresie pierwotnej akumulacji, czyli zainstalowaniem kapitalizmu „pełną gębą” po rozpadzie bloku wschodniego. To po pierwsze.
    Po drugie. ZSRR jaki był, taki był, ale nie można przemilczeć propagandowo-ideologicznego wpływu jaki wywarł – razem ze wzrostem bojowości klasy robotniczej po II WŚ („albo damy im socjal, albo oni nam przyniosą rewolucję” cytuję z pamięci słowa jednego z członków brytyjskiej Izby Lordów zaraz po II WŚ) – na postawy zachodnich elit polityczno-biznesowych. Zachodni welfare state pierwszych 3 powojennych dekad nie zrodził się w próżni społecznej jako efekt samodzielnej korekty myślenia kapitalistów, ani nie spadł z nieba, tylko był dzieckiem ww. okoliczności i ww. presji wywieranej na elity. Ten system miał swoje ograniczenia oraz wewnętrzne sprzeczności, a w dłuższej perspektywie był skazany na rozkład, ale nawet liberałowie nie są w stanie zaprzeczyć, że miał miejsce bezprecedensowy wzrost zamożności i poprawa warunków życia szerokich mas społecznych. Nie bez powodu Francuzi mówią o tym okresie Les Trente Glorieuses en.wikipedia.org/wiki/Trente_Glorieuses

  2. teoretycznie racja… ale praktycznie jakie kontrpomysły ma lewica? skoro sama godzi się z tezą, że pieniędzy na wszystko brakuje? moim zdaniem najpierw trzeba ostro i bez litości złupić tych, co mają za dużo, a potem dzielić wśród cierpiących niedostatek, inne kalkulacje zawsze będą absurdalne, ktokolwiek by się ich podejmował… tyle że to wymagałoby z kolei rewolucji, ta zaś jest w społeczeństwie mało popularna jako środek poprawy bytu

    1. Rewolucja komunistyczna jeszcze nigdy nie poprawiła bytu narodu, a zawsze prowadziła do ogólnej biedy i zacofania.
      Jedynym słusznym kontrpomysłem na 500+ jest likwidacja tego programu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Francja, lewica i multikulturalizm. Próba Mélenchona

Czyn 25-latka z siekierą, który pomylił adresy, ale i tak ciężko ranił dwójkę dziennikarzy…