Site icon Portal informacyjny STRAJK

A jednak można! Bydgoska policja przyznała ochronę działaczowi LGBT

pixabay.com

Przykład do naśladowania w całym kraju, w kwestii reagowania na zgłoszenia o przemocy ze strony nacjonalistów, daje bydgoska policja. Nie zastanawiała się, czy pogróżki są „formą wyrażania poglądów”, nie tłumaczyła, że ONR to dobrzy patrioci, tylko objęła ochroną działacza LGBT, który został napadnięty przez „prawdziwych Polaków”.

Kosma Kołodziej jest słuchaczem studiów doktoranckich na Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (z siedzibą w Bydgoszczy), a także fotografem. Działa na rzecz równych praw osób LGBT, jest aktywny w ruchach antyfaszystowskich, przemawiał w obronie wolnego sądownictwa na ubiegłorocznych manifestacjach. Jak zgłosił bydgoskiej policji, 1 stycznia został zaczepiony przez trzech mężczyzn, którzy wulgarnie żądali, by zrezygnował z działalności społecznej – kazali mu „wyp… z miasta” i skończyć z „pedalskimi manifestacjami”. Jeden ze sprawców, którego napadnięty był w stanie rozpoznać, działa w Obozie Narodowo-Radykalnym. Kilka dni później Kołodziej otrzymał jeszcze pogróżki na Facebooku.

W polskich realiach sprawa mogłaby mieć smutny dalszy ciąg z napadem na aktywistę włącznie – ale bydgoska policja dała dobry przykład kolegom po fachu w całym kraju. Jak powiedział działacz „Gazecie Wyborczej”, mundurowi przyznali mu ochronę, zamierzają reagować na sygnały świadczące o zagrożeniu i patrolować okolice jego miejsca zamieszkania. Śledztwo w sprawie noworocznego incydentu również trwa.

Przykład z Bydgoszczy jak najprędzej winien znaleźć naśladowców. Jak wynika z raportu Kampanii Przeciw Homofobii, zaledwie 4 proc. osób homo-, bi- lub aseksualnych, które zostały dotknięte jakąś formą przemocy (słownej, fizycznej, seksualnej) zdecydowało się szukać pomocy na policji. Przytłaczająca większość spodziewa się raczej wyśmiania, upokorzenia z powodu odmienności czy też zlekceważenia zgłoszenia.

Exit mobile version