Nazywają go „miejskim burdelem”. Powstał właśnie w słynnej dzielnicy czerwonych latarni, w budynkach przejętych od prywatnego właściciela domów publicznych. Władze Amsterdamu dokonały pionerskiego przedsięwzięcia, umożliwiając pracownicom seksualnym wykonywanie pracy w bezpiecznych warunkach, które ustalają one same.

W Amsterdamie pracownice seksualne będą mogły pracować na swój rachunek w bezpiecznych warunkach / facebook/brothel

W otwarciu nowego przybytku uczestniczył burmistrz Amsterdamu, który jest jednym z entuzjastów projektu, który ma być początkiem eliminacji patologii trawiących holenderski rynek pracy seksualnej. Na początek w miejskim domu publicznym będzie pracować około czterdziestu kobiet. „Wszystko w tym projekcie, począwszy od statutu do dekoracji wnętrz jest dziełem wspólnej pracy koncepcyjnej jego uczestniczek” – powiedziała „Guadianowi” jedna z zaangażowanych pracownic.

Budżet i wsparcie organizacyjne przedsięwzięcia zapewniły władze Amsterdamu, jednak obiektem na bieżąco będzie zarządzać jego autonomiczna kooperatywa. W kompleksie odzyskanym przez miasto od niesławnego stręczyciela “Grubego” Charlesa Geerts’a, znajdzie się m.in. przestrzeń integracyjna, gdzie pracownice będą przebywać podczas przerw w pracy. Klienci nie będą mieli tam wstępu. Projekt zakłada również działania edukacyjne skierowane do klientów, którzy będą informowani o obowiązku poszanowania godności i praw seksworkerek. To one będą ustalać zakres swoich usług, godziny pracy oraz pobierać pełne wynagrodzenie za świadczone usługi, bez dzielenia się z alfonsami.

„Inicjatywa może się przyczynić się do emancypacji i samozatrudnienia pracownic seksualnych w Amsterdamie. Kiedy same decydują, gdzie i jak i kiedy pracują, stają się mniej zależne od osób trzecich. Poprzez utworzenie bezpiecznej przestrzeni pracownicy seksualni zdobywają pewność, wiedzę, doświadczenie i mogę się realnie rozwijać” – powiedziała „Guardianowi” Sonja Pol, menedżerka projektu, zaznaczając jednocześnie, że ma on charakter próbny. Na przestrzeni najbliższych dwóch lat powstanie raport, który ma wykazać, czy eksperyment zakończył się powodzeniem.

„Miejski burdel” jest nie tylko formą upodmiotowienia pracownic seksualnych, ale również oczyszczenia dzielnicy De Wallen z mafii zarabiających miliardy euro na domach publicznych, które w rejonie czerwonych latarni powstały po legalizacji prostytucji w Holandii w roku 2000. Mimo że większość z nich funkcjonuje legalnie i płaci podatki fiskusowi, warunki pracy pozostawiają wiele do życzenia. Pracownice są zmuszane płacić haracze właścicielom nawet gdy mają wolne, bądź znajdują się na chorobowym. W czerpanie korzyści z prostytucji zaangażowały się również mafie z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a Amsterdam stał się ważnym centrum handlu ludźmi na Starym Kontynencie.

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. „W czerpanie korzyści z prostytucji zaangażowały się również mafie z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a Amsterdam stał się ważnym centrum handlu ludźmi na Starym Kontynencie.”

    Nie od dziś wiadomo, że prostytutkami na Zachodzie nie są miejscowe kobiety, lecz imigrantki z Europy Wschodniej, Azji i Afryki, a zalegalizowana prostytucja oznacza aprobatę dla handlu żywym towarem.

  2. i będzie dobrze bo normalnie :) w stoczniach i innych fabrykach czy kopalniach też powinno tak być na całym świecie :)

    1. Zgadzam się! Ale zacząć trzeba od likwidacji religii, która tę patologię wywołała.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Unia wkurzona na Turcję, ale bezsilna wobec „szantażu migracyjnego”

Dziś w Brukseli na spotkaniu szefów dyplomacji krajów Unii Europejskiej tematem głównym by…