Share Button

Zaczęło się pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie od 12.45 trwał protest zorganizowany przez Studencki Komitet Antyfaszystowski i Warszawski Strajk Kobiet. Potem akcja przeniosła się pod kurię, gdzie policjanci użyli siły wobec jednego z uczestników. Demonstracje przeciwko barbarzyńskim przepisom antyaborcyjnym dopiero nabierają impetu.

„Chcemy pokazać, że nie wyrażamy zgody na wprowadzanie do porządku prawnego ustaw sprzecznych z nauką i podstawowymi prawami człowieka. Wzywamy do ogólnej mobilizacji studentki i studentów, akademiczki i akademików, pracownice i pracowników, siostry i braci, tych wszystkich, którzy chcą walczyć o wolność i autonomię ciała” – apelowali organizatorzy dzisiejszego protestu Studencki Strajk Ostrzegawczy, który rozpoczął się pomiędzy kampusem głównym, a Krakowskim Przedmieściem.

Na demonstracji zebrała się prawdziwa wielość – studenci, studentki, aktywistki polityczne, związkowczynie, działaczki feministyczne – wszystkie zjednoczone przeciwko bandyckiemu zamachowi na podstawowe prawo człowieka, jakim jest prawo do aborcji. „Jest kobietą rewolucja”, „Wolność, równość, aborcja na żądanie” – skandowały uczestniczki demonstracji.

Ok. godziny 14.00 cześć osób przeniosła się pod Dom Arcybiskupów Warszawskich, ochraniany przez policję. Duchowni wywiesili kartkę z informacją, że obiekt nie przyjmuje gości. „Nie będzie biskup pluł nam twarz!” – krzyczały zgromadzone osoby. W wyniku nadgorliwej postawy mundurowych, doszło do kilku incydentów. Poturbowany został m.in. członek Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego Wojciech Łobodziński, który opisał zdarzenie w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

„Na kampusie UW i przed bramą było nas ze 120 osób. Kolektywnie, bo przez aplauz, zdecydowaliśmy, że idziemy w stronę Ministerstwa Zdrowia. Obok jest kuria metropolitarna. Stwierdziliśmy, że jeżeli Kościół katolicki bije do naszych drzwi, żądając zakazu aborcji, to my mamy też prawo bić do drzwi kurii. Weszliśmy na jej dziedziniec, usiedliśmy na ziemi. Krzyknęliśmy, że będzie okupacja. Wtedy weszła tam policja i zaczęła nas wypychać. Trzy osoby rzuciły śnieżką w drzwi kurii. Policjanci próbowali nas wyłapać. Rzucili się na mnie. Przyjaciele wyrwali mnie. Kiedy wychodziliśmy z dziedzińca, policjanci już się nie patyczkowali, jeszcze raz rzucili się na nas. Dostałem kolanem w splot, w tył głowy, byłem ciągnięty od tyłu za szyję. Leżałem na ziemi pod ludźmi. Inni mnie wyciągali. Wyrwałem się przy pomocy znajomych i uciekłem” – powiedział Łobodziński dla „GW”.

Co na to policja? Na Twitterze podaje standardową wersję mówiącą o „prowokacji” ze strony uczestników zgromadzenia, którzy mieli rzucać w funkcjonariuszy kulkami śniegu, a także ich obrażać.

Łobodziński zwraca uwagę, że to nieprawda. „Trzy razy rzuciliśmy śnieżkami w drzwi kurii, zostały nawet ślady na nich. Nie rzucaliśmy w policjantów” – dementuje działacz, który akcentuje, że sprawcą prawdziwej przemocy jest ktoś inny. „To była spokojna akcja w porównaniu z działaniem Kościoła katolickiego. Skutek wtrącania się Kościoła do polityki to ofiary nielegalnych aborcji. Rzucanie śnieżką ma wymiar symboliczny. Ofiary nielegalnych aborcji symboliczne nie są” – stwierdził Wojciech Łobodziński w rozmowie z „GW”.

Tydzień temu Konferencja Episkopatu Polski wystosowała odezwę do parlamentarzystów z żądaniem przyspieszenia prac nad projektem zakazu usuwania ciąży, nawet w przypadku nieusuwalnych wad płodu. Posłowie obozu władzy zareagowali posłusznie. Projekt „Zatrzymaj aborcję” został pozytywnie zaopiniowany przez sejmową Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka, a obecnie zajmuje się nim Komisja Polityki Społecznej i Rodziny. Głosowanie w sprawie drastycznego ograniczenia praw kobiet, zakładającego zakaz aborcji nawet w przypadku ciężkiej wady płodu, ma się odbyć jeszcze w tym tygodniu.

Kobiety nie zamierzają patrzeć spokojnie jak klechy z politykami dokonują zamachu na ich autonomię. Już w piątek 23 marca w polskich miastach odbędą się masowe protesty w ramach akcji „Czarny Piątek / Strajk Kobiet = Strajk Wszystkich”.

Share Button

1 komentarz

  1. Nikt napisał:

    No to niech jeszcze księże gosposie przestaną gotować i …
    Ale idzie w dobrą stronę, ale póki kaczka nie ma żony, to marne szanse.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*