Share Button

13 tys. obywatelek i obywateli upamiętniło wczoraj w Atenach rocznicę pacyfikacji strajku studentów Politechniki Ateńskiej przeciwko dyktaturze czarnych pułkowników. Uczestnicy wspominali ludzi, którzy odważyli się protestować przeciwko dyktaturze wojskowej, a także wyrażali gniew z powodu antyspołecznej polityki cięć, skandowali hasła antyimperialistyczne i antyfaszystowskie.

21 kwietnia 1967 r. grupa greckich wojskowych na czele z gen. Stilianosem Patakosem i pułkownikami Jeorjosem Papadopulosem oraz Nikolaosem Makarezosem dokonała zbrojnego zamachu stanu. Działali według planu „Prometheus” opracowanego wcześniej w NATO na wypadek, gdyby do władzy w Grecji doszła komunistyczna lewica. Czarni pułkownicy natychmiast wprowadzili stan wyjątkowy, zawiesili działanie partii politycznych i aresztowali 8 tys. prawdziwych i domniemanych komunistów. W administracji państwowej, wymiarze sprawiedliwości i na uczelniach masowo zwolniono z pracy osoby podejrzewane o lewicowe sympatie, czy nawet nie dość entuzjastycznie popierające nowy rząd.

14 listopada 1973 r. przeciwko juncie zbuntowali się studenci Politechniki Ateńskiej, przez radio wzywając do przyłączenia się do pokojowego protestu pod hasłem „Psomi-Pedija-Elefterija” (Chleb-Oświata-Wolność). Greccy historycy szacują liczbę osób, które wzięły udział w demonstracjach, nawet na 800 tys. 17 listopada wojsko siłą usunęło okupujących campus Politechniki, przeciwko studentom wysłano czołgi i pojazdy opancerzone. Według oficjalnych danych zginęły 23 osoby, a 1028 odniosły obrażenia, jednak grecka lewica twierdzi, że liczba zabitych (także po samej interwencji, w aresztach) była dziesięciokrotnie wyższa. Wielu aresztowanych uczestników i sympatyków strajku torturowano.

Niecały rok później junta upadła po nieudanej próbie zmuszenia Cypru do unii z Grecją, co z kolei sprowokowało interwencję turecką na Cyprze Północnym.

Rocznica strajku na Politechnice Ateńskiej co roku jednoczy Greków o lewicowych czy po prostu demokratycznych przekonaniach. Od blisko dekady jest również dniem wyrażania sprzeciwu wobec antyspołecznej polityki rządowej z wszystkimi jej konsekwencjami, wymuszanych „oszczędności” i narzuconej prywatyzacji. W piątek i sobotę obywatelki i obywatele składali kwiaty pod pomnikiem ofiar brutalnej pacyfikacji politechniki. Wśród oddających cześć walczącym z dyktaturą był legendarny grecki antyfaszysta i socjalista, 95-letni Manolis Glezos, który w 1941 r. zerwał z Akropolu nazistowski sztandar ze swastyką i przez całe życie walczy o bardziej sprawiedliwą Grecję.

Uczestnicy marszu szli pod czerwonymi i czarnymi sztandarami, pojawiła się również, solidarnościowo, flaga palestyńska. – Będziemy żyli wolni! – skandowali. Na transparentach można było również przeczytać wezwania do powszechnego sprzeciwu przeciwko faszyzmowi, domagano się zamknięcia amerykańskich baz wojskowych w Grecji, atakowano NATO i agresywną politykę USA. Były wreszcie hasła wyrażające rozczarowanie z powodu polityki rządu, który realizuje wszystkie życzenia zagranicznych instytucji, a własne społeczeństwo wiedzie ku katastrofie. Celem marszu była ambasada Stanów Zjednoczonych – kraju, który, jak łatwo można się domyślić, utrzymywał znakomite kontakty z czarnymi pułkownikami i był zadowolony z przeprowadzonej przez nich pacyfikacji greckiej lewicy.

W proteście wzięło udział ok. 13 tys. ludzi. Zasadniczy marsz przebiegł pokojowo. Do starć z policją doszło na jego tyłach. Około setka młodych ludzi, w tym działacze anarchistyczni, obrzucili funkcjonariuszy kamieniami i butelkami z benzyną. Policja rozproszyła ich przy pomocy gazu łzawiącego i granatów hukowych, jednak dzielnica Exarchia, w której doszło do incydentu do późnych godzin nocnych była obstawiona przez poważne siły porządkowe. Grupa anarchistów przez część dnia manifestowała również, blokując również dostęp do samych budynków Politechniki.

Share Button

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*