Bankowcy czują, że mają poparcie polityków. Brutalnie atakują frankowiczów – wzięcie udziału w proteście przeciw wyzyskowi ma oznaczać koniec nadziei na ugodę z kredytodawcą.

Frankowicze wciąż czekają na zmiany w prawie / facebook.com/bankowebezprawie.slask
fot.facebook.com/bankowebezprawie.slask

– Koniec z działaniem przepisów niezgodnych z prawem. Zaprzestaniemy płacić nielegalne, niezgodne z prawem raty. W obronie prawa i sprawiedliwości, w obronie Rzeczpospolitej. Każdy poszkodowany będzie mógł od nas uzyskać niezbędną pomoc, która ukróci przejmowanie majątku za ułamek jego wartości – to wezwanie do działania opublikowane przez stowarzyszenie. Pisaliśmy już o planowanej przez nie manifestacji w Warszawie 10 września, a także o bardziej radykalnej akcji protestacyjnej, którą szykują coraz bardziej zdesperowani frankowicze. Prezydent Andrzej Duda, na którego dotąd liczyli, pokazał, że woli bronić interesów instytucji finansowych.

W tej sytuacji trudno dziwić się agresywnej reakcji Związku Banków Polskich na zapowiedzi protestu frankowiczów. Jego prezes Krzysztof Pietraszkiewicz dał do zrozumienia, że nieopłacenie rat na czas zostanie potraktowane z całą surowością: frankowicz trafi na listę dłużników Biura Informacji Kredytowej i nie dostanie szansy na restrukturyzację kredytu. Pod warunkiem, oczywiści, że procedury restrukturyzacyjne w ogóle powstaną. Ma je opracować grupa robocza powołana w środę przez Komitet Stabilności Finansowej, z udziałem przedstawicieli należących do niego instytucji.

Pietraszkiewicz stwierdził, że wezwania stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu należy uznać za „drwiące ze zdrowego rozsądku i z woli, jaką wykazują uczestnicy procesu znalezienia rozwiązania tej skomplikowanej sytuacji”. Sam marzy o zupełnie innym zakończeniu sprawy frankowiczów. Chwaląc ustawę prezydencką, chciałby zwolnić z obowiązku zwrotu spreadów w tej samej wysokości dla wszystkich klientów z jednego banku i rocznika, bez wyliczania ich indywidualnie. Prezes ZBP chciałby również, by w przypadku kredytów zamkniętych ponad trzy lata temu oraz kredytów innych niż mieszkaniowe nie zwracać spreadów w ogóle. Uproszczenia, jakżeby inaczej, mają służyć wygodzie banków, które nie tylko musiałyby płacić, ale także poświęcić czas na przejrzenie każdej umowy i wyliczenie kwoty do zwrotu.

– Wszyscy w latach 2003-07 okazaliśmy się zbyt wielkimi optymistami. I klienci, i regulatorzy, i bankowcy. Nikt nie przypuszczał, że szwajcarska waluta będzie ulegać tak wielkim wahaniom, skoro była bardzo stabilną przez dwie dekady wcześniej. Oczekiwano też, że szybko wejdziemy do strefy euro – żalił się prezes ZBP. Na zakończenie dodał jeszcze, że ustawa frankowa powinna być owocem procesu uzgodnień między rządem i bankami. Danie głosu konsumentom nawet nie przyszło mu do głowy.

W sytuacji, gdy Andrzej Duda w jednoznaczny sposób zignorował wielokrotnie powtarzane obietnice chęci pomocy frankowiczom, nie można wykluczyć, że spełnią się także marzenia prezesa ZBP. Takich mamy „prospołecznych” rządzących.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Jak pamiętam to dzisiejsi tzw. frankowicze w tamtym czasie sami głośno krzyczeli, że nie chcą żadnych ograniczeń i „chcą mieć wybór”.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Szwajcaria: płaca minimalna receptą na kryzys. Na razie w Genewie

Za płacą minimalną w wysokości 23 franków szwajcarskich za godzinę opowiedziało się w refe…