Straumatyzowane dzieci nie chcą już chodzić do szkoły. Boją się, że znów spotkają „panów z karabinami”. To efekt symulacji aktu terrorystycznego, jaką zaaplikowała swoim podopiecznym dyrektorka zespołu szkół w Barczewie pod Olsztynem. Kobieta została już odwołana ze stanowiska.

Sytuacja miała miejsce w połowie listopada. Do szkoły wbiegli uzbrojeni mężczyźni w kominiarkach. Użyli granatów hukowych, krzyczeli i wydawali rozkazy. Wśród dzieci wybuchła panika. Jeden z uczniów, kompletnie przerażony, wyskoczył przez okno. Całe szczęście – zajęcia odbywały się na parterze.

Zdarzenie ciężko wspominają również nauczyciele. – Byłem wtedy z dziećmi w klasie. Muszę powiedzieć, że trochę sam średnio się poczułem, przede wszystkim dlatego, że dzieci zaczęły mi tam panikować – powiedział TVN24 Zbigniew Podlaski. – Chcieliśmy wyjść z klasy, kiedy usłyszałem huki i te wystrzały i ludzi krzyczących. Cofnąłem szybko dzieci. Miałem klucz do klasy, zamknąłem klasę i musiałem zająć się jednym z uczniów, który bardzo panikował, płakał – opowiada nauczyciel.

– Mamy od rodziców informacje, że niektóre dzieci do dziś przeżywają to, co stało się tamtego dnia. Dotyczy to głównie wrażliwych i małych dzieci – powiedziała Onetowi Barbara Szałaj-Borowiec, dyrektor Miejskiego Zespołu Oświaty i Zdrowia w Barczewie. – Wiemy też, że jedna z matek tydzień po tej akcji prosiła o pomoc, bo jej dziecko boi się i nie chce chodzić do szkoły. Na szkolną wycieczkę do kina nie pojechało ze strachu przed terrorystami.

Tydzień po incydencie dyrektorka została wezwana na dywanik przez Miejską Komisję Oświaty, Zdrowia i Spraw Społecznych. – Podczas spotkania pani dyrektor mówiła, że szkoły mają obowiązek przeprowadzać tego typu akcje. Akcje przeciwpożarowe, terrorystyczne, akcje alarmów bombowych. Jeżeli by tego nie robili, to przy prawdziwym ataku rodzice będą mieć pretensje do dyrekcji placówki, że tego typu akcje nie były przeprowadzane i dzieci się niczego nie nauczyły – mówi Barbara Szałaj-Borowiec.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że mężczyźni, którzy najechali szkolę nie byli żadnymi wykwalifikowanymi fachowcami czy funkcjonariuszami jednostek antyterrorystycznych, lecz „miłośnikami militariów”, czyli amatorami, których kręcą narzędzia do zabijania.

Osoba odpowiedzialna za hucpę, dyrektorka szkoły została już odwołana ze stanowiska. Burmistrz Barczewa Andrzej Maciejewski w uzasadnieniu wskazał, że ” naraziła dzieci i uczniów na niepotrzebny stres, spowodowała zagrożenie zdrowia i życia uczniów oraz zabrała uczniom poczucie bezpieczeństwa”.<

Jej postawa była tym bardziej nacechowana nieodpowiedzialnością, że do Zespołu Szkół chodzą uczniowie klas I-VII i licealiści, w tym dzieci wymagające szczególnej atencji ze strony opiekunów szkolnych. „W placówce są dzieci posiadające orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Pani Dyrektor nie uwzględniła ich potrzeb, nie określiła ich stanu psychofizycznego i nie była w stanie ocenić, jak zareagują dzieci ze spektrum autyzmu i zespołem Aspergera” – czytamy w uzasadnieniu.

Kilka miesięcy temu podobne zdarzenie miało miejsce w szkole w Skierniewicach. 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Mam wrażenie, że dzieciom bardziej szkodzi zamieszanie wokół tego incydentu, niż sam incydent. Jak wszyscy wmawiają im teraz, że to było straszne, to dzieci zaczynają w to wierzyć i autentyczny, ale krótkotrwały strach się utrwala. Bez tego propagandowego zgiełku i użalania się stress po kilku dniach by znikł a dzieciaki uznałyby, że przeżyły prawdziwą a nie udawaną przygodę.

  2. ” Jeden z uczniów, kompletnie przerażony, wyskoczył przez okno.”

    No dobrze. A jak to byłby naprawdę atak terrorystyczny a uczeń by nie wyskoczył ?

    Myślenie nie boli, nawet jak się jest dziennikarzem czy burmistrzem…

  3. Jak się nie nauczą, to nie będą umiały.

    Wszelkie ćwiczenia czy to przeciwpożarowe czy to antyterrorystyczne powinny być w szkołach, żeby w razie prawdziwego zagrożenia, dzieci-młodzież-dorośli byli przygotowani, wiedzieli jak postępować a straty zminimalizowane.

    Za moich czasów w podstawówie i liceum było trochę alarmów bombowych (takich autentycznych, tzn. że jakiś idiota dzwonił że jest bomba, a nie żadne ćwiczenia), no i jakoś nikt nie panikował, po prostu spokojnie ewakuowaliśmy się ze szkoły.

    1. Czym innym są prawdziwe ćwiczenia, poprzedzone zdobyciem wiedzy na temat, jak trzeba się zachować w danej sytuacji, lekcjami na których poznaje się schematy odpowiedniego zachowania w wypadku ataku, a czym innym niezapowiedziana, nie poprzedzona żadnym przygotowaniem, akcja amatorskich psycholi lubiących pobawić się bronią w szkole integracyjnej, gdzie najmłodsze dzieci mają 6 lat, a niektóre cierpią na autyzm i wymagają szczególnej opieki. Jak psychole lubią sobie postrzelać, to niech lecą jako najemnicy na front do Syrii walczyć z ISIS, a nie urządzają zadymę z granatami i gazem w szkole integracyjnej z małymi dziećmi. Część z nich może mieć traumę i kłopoty psychiczne przez długi okres, mam nadzieję, że nie do końca życia.

    2. Hmm… Tylko rzecz w tym, że zagrożenie terrorystyczne na zabitej dechami wiosce wynosi okrągłe zero, a nieco starsi przez natłok żartownisiów (zwłaszcza pracownicy budżetówki) i absurdalnych procedur (pozostawiona siatka z biedry = konieczność wezwania antyterrorystów) podchodzą do wszelkich alarmów z ogromnym dystansem. Dlatego obecnie uczy się raczej właściwych w danej sytuacji zachowań (np. schowaj się, nie dyskutuj z napastnikiem) niż robi coś, co powoduje jedynie bekę lub zażenowanie.

      Inna sprawa, że akcje jak ta opisana pokazują porażającą nędzę umysłową nauczycieli, którzy nadają się co najwyżej do darcia się o podwyżki…

    3. Rozumiesz, ze to nie było ćwiczenie? To było straszenie dzieci. Ćwiczenie na wypadek ataku wygląda manowce tak, ze uczy się dzieci co mają robić i powtarza się to z nimi. Wiesz, nikt nie podpala szkoły na ćwiczeniach ewakuacji w trakcie pożaru

    4. Najfajniejsze, że te „ćwiczenia” urządzała banda palantów, a nie odpowiednie, PRZESZKOLONE służby. A i pani derechtorka wynajęła tych palantów to niby z jakiej racji? Okazali się przed nią jakimiś kwitami, że im wolno takie jaja robić?

    5. @Fauxpas z tą nędzą umysłową nauczycieli to akurat masz rację, może i te ćwiczenia należałoby przeprowadzić mądrzej, choć z tekstu zupełnie nie wynika czy dzieciaki np. były wcześniej do tego przygotowywane :)
      Czy prawdopodobieństwo ataku wynosi zero? Na chwilę obecną jest bliskie zeru, to fakt, a jak powiadają niektórzy: terroryści w polsce bardzo szybko zakończą misję bo mi kibole po ryjach nakładą, albo pogoni ich jakiś przypadkowy kucharz z kłem narwala :) Niemniej taki jest świat, że terroryści istnieją i należy dzieci uczyć, przećwiczyć zachowanie, tak na wszelki wypadek. A ćwiczenie bez figurantów i efektów specjalnych jest nic nie warte. Tak samo jak przy ćwiczeniach ppoż warto kilka świec dymnych rzucić na korytarz, tylko po to by prawdziwe zadymienie nie spowodowało paniki.

      Jedno co można było tak na oko zrobić mądrzej, w tej chwili tak sobie myślę, to tak by większość dzieciaków odebrała to jako przygodę – tak samo jak symulujemy z dzieckiem że się zgubiliśmy w lesie.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Rosja – USA: polityka z koronawirusem w tle

Trzech byłych posłów USA na Ukrainie: Steven Pifer, John E. Herbst i William B. Taylor opu…