Site icon Portal informacyjny STRAJK

Barykada z piasku

Fotografia J. Samolińskiej

Justyna Samolińska, foto: Bojan Stanisławski

Od kilku miesięcy jeszcze silniej niż zwykle rysuje się flamastrem podział na połowy Polski. Jedną reprezentuje Jarosław Kaczyński – to ta Polska socjalna, Polska powiatów i gmin, religijna, tradycyjna, wspólnotowa i konserwatywna, patriotyczna i antyeuropejska. Gorzej wykształcona, sfrustrowana i przegrana. Mniej przywiązana do demokratycznych instytucji, daleka od ideałów „społeczeństwa obywatelskiego”, zwana „ciemnogrodem”. W drugim narożniku pręży muskuły Ryszard Petru, a za nim Polska nowoczesna, Polska wielkich metropolii i Pendolino, świecka, przedsiębiorcza, wykształcona, władająca językami i rozumiejąca Europę. Tolerancyjna, światła, postępowa, odnosząca sukcesy.

Problem polega na tym, że cały ten podział – a dokładnie każdy wymieniony przeze mnie jego aspekt – jest fałszywy. PiS ma w rządzie dyrektora banku, a w ławach sejmowych – dziesiątki doskonale sytuowanych posłów, którym nie w głowie sprawy socjalne; to zapewne dlatego sztandarowa reforma socjalna PiS nie dotyczy samotnych matek z jednym dzieckiem. Sam Kaczyński chwalił się swoim wychowaniem na warszawskim Żoliborzu. W zaściankowym patriotyzmie idealnie mieści się też podpisanie TTIP – czyli faktycznie oddanie władzy z rąk wybieranego przez naród rządu i prezydenta w ręce międzynarodowych korporacji. Opowieść o tym, że Prawo i Sprawiedliwość reprezentuje przegranych transformacji, jest opowieścią fałszywą.

Jeszcze więcej fałszu jest chyba jednak w stwierdzeniu, że KOD, czy różni jego zwolennicy to ta „nowoczesna” Polska. Na zeszłotygodniowej bodajże manifestacji pojawił się transparent „Nie dla PiSlamu” – czy naprawdę „postępowa” siła, która wymachuje flagami Unii Europejskiej, rozumie, w jakim sporze i po jakiej jego stronie się w ten sposób ustawia? Aleksander Hall, stojący mocno i pewnie po „jasnej” stronie mocy zupełnie poważnie porównuje tęczową flagę do flagi ONR – rozumiem, że jego zdaniem faszyzująca bojówka niesie ze sobą takie samo zagrożenie, jak symbol ruchu walki o prawa człowieka (tak, drogi panie ministrze, geje i lesbijki to ludzie!). Postulaty organizacji LGBT nazywa „skrajnymi, obyczajowymi”. Bardzo europejsko, prawda?

Wtóruje mu zresztą sam Petru, którego Grzegorz Schetyna nazwał niedawno „lewicą obyczajową”, czego symptomem miałoby być rychłe złożenie projektu o związkach partnerskich. Lider .Nowoczesnej natychmiast się od takiego pomysłu odżegnał.

Kaczyński w tym samym stopniu nie stoi po stronie mitycznego „ciemnogrodu”, jak Petru i PO mijają się z „młodymi wykształconymi z dużych ośrodków”. Polskie społeczeństwo, co wynika wyraźnie z badań opinii publicznej, jest znacznie bardziej postępowe w kwestiach równości płci, czy osób LGBT, niż wszyscy politycy razem wzięci, chce też większej interwencji państwa w gospodarkę, niż obie strony barykady. Cały podział jest całkowicie pozorny, a jednym jego celem jest ukrycie bolesnej prawdy, że polska scena polityczna nie reprezentuje absolutnie nikogo.

[crp]
Exit mobile version