Site icon Portal informacyjny STRAJK

Bezsilność

„Pobiłam faceta, bo znęcał się nad psem” – wyznała tabloidowi Dorota Wellman. Dziennikarka miała zobaczyć na ulicy mężczyznę, który okładał szczeniaka tak wytrwale, że pies zsikał się ze strachu. Wellman ponoć odpłaciła mu pięknym za nadobne. Siła jej uderzenia była tak ogromna, że mężczyzna stracił przytomność. Tak, posiadam całą masę niskich instynktów, w tym chęć odwetu. Tak, miałam poczucie satysfakcji, czytając pointę tej historyjki.

Być może do powstrzymania spirali zła nie wystarczą już kampanie „Vivy!” czy Otwartch Klatek., akcje aktywistów i apele w internecie. Być może celebrytki muszą zacząć publicznie okładać oprawców torebkami, żebyśmy zaczęli reagować i zapobiegać. Żeby – tak jak w przypadku przemocy domowej – potencjalni sprawcy zła mieli świadomość, że są obserwowani. Że ktoś patrzy i całkiem możliwe, że w sytuacji silnego wzburzenia nie zawaha się przed zastosowaniem metody „oko za oko”. Że Facebook nie zapomni. Odszuka ciebie, małolato z filmiku na Youtubie, która rzucasz kociakiem o ścianę. I ciebie, kierowco na praskich numerach, który ciągnąłeś psa przywiązanego do swojego zderzaka.

Musimy zapobiegać i przede wszystkim karać, bo pomagać już nie nadążamy. Kliniki, fundacje – nawet jeśli dostają wsparcie finansowe od samorządów, nie nadążają z odratowywaniem i przywracaniem do życia. Gdyby nie sadyzm i bezduszność jednego gatunku, przekonanego o swojej wyższości wobec gatunków pozostałych – być może dałoby się uniknąć czytania historii, które krzyczą do nas z nagłówków: przywiązał sukę do drzewa; wrzucił kota do pieca; obciął psu głowę siekierą, poderżnął gardło fretce, zagłodził dziewiętnaście krów. Uprał w pralce, upiekł w piekarniku. W latach 2012-2014 polskie prokuratury prowadziły prawie 4,5 tysiąca spraw dotyczących znęcania się nad zwierzętami. Ponad 70 proc. z nich zakończyło się umorzeniem, części w ogóle nie rozpatrzono. Mówi o tym zresztą szczegółowo ostatni raport Ekostraży. Nawet jeśli akt oskarżenia powstaje, kary nadal pozostają kompletnie nieadekwatne. W 2014 r. na 77 wyroków skazujących, tylko w 21 przypadkach sąd zadecydował o bezwzględnym pozbawieniu wolności. Za wyjątkowo surowe kary uznaje się 1 czy 1,5 roku więzienia. W większości przypadków sprawcy dostają „zawiasy” lub grzywnę. I nadal nie ma nad nimi żadnej kontroli. Organy ścigania nie radzą sobie z przebywającymi na wolności sprawcami przemocy domowej, a co dopiero sprawcami przemocy wobec zwierząt. Nie ma dla nich żadnej systemowej ścieżki terapii czy prac społecznych, które skłoniłyby ich do refleksji na temat praw zwierząt. Nie istnieje ani realna resocjalizacja, ani realny straszak.

Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, w którego szeregach zasiadają zarówno politycy PO, PiS, jak i Nowoczesnej, pracuje nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. W projektach przedstawionych do tej pory m.in. przez partię Ryszarda Petru, znalazło się wiele „śmiałych” rozwiązań, które wcześniej Platforma obawiała się wdrożyć, by nie podpaść koalicjantowi – na przykład zakaz hodowli zwierząt futerkowych, zakaz tresury w cyrkach i bezwzględny zakaz trzymania psów na uwięzi. Kary za znęcanie mają wzrosnąć – „nadgorliwcy” domagają się aż 8 lat pozbawienia wolności. Przewiduje się, że krakowskim targiem przejdzie 5.

To byłby prawdziwy test dla klasy politycznej, test na to, czy potrafi wznieść się ponad własne uprzedzenia, podszepty lobbystów, rolników i myśliwych. To jednak nie wystarczy. Sądy muszą zacząć karać – i edukować jednocześnie. Prawie rok temu wybuchła afera z udziałem maratończyka Piotra Kuryły, który zostawił ciężarną sukę pod bramą schroniska w upalny dzień. Ja też rzucałam wtedy kamieniem. Nie miałam racji. Kuryło zachował się jak tchórz. Ale nie zabił, nie okaleczył, nie zostawił na pewną śmierć.

Exit mobile version