Site icon Portal informacyjny STRAJK

Biegnij, Forest, biegnij!

Skutkiem ograniczenia dostępu do awaryjnej antykoncepcji może być wzrost niechcianych ciąż / flickr.com

Aborcja jest sprawą dotykającą obojga partnerów, choć to kobieta jest w ciąży i do niej powinna należeć decyzja o tym, czy chce i jest w stanie dziecko urodzić.

Budzą przerażenie słowa 34-letniego Sebastiana B. z Opola („Wysoki sądzie, naprawdę żałuję, że to się stało, gdybym wiedział, że to się tak potoczy, nie pomógłbym jej”), mężczyzny, który nie zostawił swojej partnerki samej z problemem, tylko zgodnie z jej życzeniem zamówił tabletki i zadzwonił po pogotowie, kiedy źle się poczuła. Potem stanął przed sądem za pomoc w nielegalnym przerwaniu ciąży. Budzą też bezsilność. Polski wymiar sprawiedliwości właśnie zafundował traumę facetowi, który w trudnej sytuacji udowodnił, że do swojego związku podchodzi odpowiedzialnie. Proces dopiero ruszył, ale możemy być pewni, że nauka nie pójdzie w las. Wykazał się empatią? Dzięki, już więcej tego błędu nie popełni.

Tu nie chodzi już nawet o to, że polskie prawo aborcyjne jest archaiczne i tylko udaje kompromis, stojąc 3 milimetry od ściany. To wszyscy wiemy. W całej historii najbardziej przeraża mnie to, czego na przykładzie Sebastiana B. uczy polskich mężczyzn prawo. Mianowicie uczy tego, aby wrzucić do walizki wszystko, co da się wrzucić w ciągu 15 sekund i spierdalać, gdy pokażą się dwa paski na teście ciążowym. Tak, żeby problem był tylko jej, a jego ewentualnie tylko wtedy, kiedy nadejdzie konieczność zapłacenia „tej zdzirze” alimentów.

Kiedy facet rozpływa się we mgle, albo namawia, by usunęła we własnym zakresie (rzecz jasna tak, aby go nie nagrała ani nic – pokolenie moich rodziców ma to opanowane do perfekcji), albo kiedy udaje zmartwionego faktem, że ona przypadkiem spadła z szafy – jest chroniony. Nie ryzykuje, jak Sebastian B., trzech lat w pierdlu. Naiwniak, który nie tylko zamówił na własne nazwisko piguły w internecie, ale też czuwał przy partnerce, kiedy je wzięła i wziął na klatę wezwanie lekarza. Swoje własne rozterki (wyraźnie zaznaczał, że chciał zostać ojcem) i swoje bezpieczeństwo prawne odłożył wtedy na bok. I za chwilę boleśnie się przekonał, że to nie jest kraj dla odpowiedzialnych mężczyzn. To jest Polska właśnie, AD 2019.

Teraz zarówno on, jak i my wszyscy jesteśmy bogatsi o cenną lekcję: mężczyzno – kiedy wpadniecie (uprzedzając komentarze, owszem, wpadki zdarzają się, nawet jeśli wiesz o istnieniu antykoncepcji, a ocena sytuacji, dla której ktoś zdecydował się na przerwanie ciąży nie powinna podlegać trybunałowi z internetu) – na wszelki wypadek nie pomagaj. Przygotuj tę walizkę i trzymaj w pawlaczu. I dobre buty, najlepiej takie do biegania na długie dystanse.

Exit mobile version