Michel Tremer, który tymczasowo objął rządy w Brazylii, nie traci czasu. Jego nowy prawicowy rząd tnie wydatki na służbę zdrowia, mieszkalnictwo i pomoc socjalną; chce też – to nie żart – zmieniać definicję niewolnictwa.

Michel Tremer, następca Dilmy Rousseff na stanowisku prezydenta Brazylii/facebook.com
Michel Tremer, następca Dilmy Rousseff na stanowisku prezydenta Brazylii/facebook.com

Brazylijczycy wkrótce odczują na własnej skórze upadek Partii Pracujących i jej liderki, Dilmy Rousseff. Jej niegdysiejszy koalicjant i wiceprezydent, Michel Tremer, na którym w przeciwieństwie od jego poprzedniczki spoczywają ciężki zarzuty korupcyjne, nie marnuje czasu. Nowy rząd – składający się wyłącznie z białych mężczyzn – rozpoczyna cięcia, niwelujące 13 lat prospołecznych reform, wprowadzanych przez Lulę i Rousseff.

Jak przekonuje Tremer, cięcia są konieczne, żeby poprawić rating zrujnowanej kryzysem na rynkach surowcowych gospodarki Brazylii. Rząd Tremera zapowiada też ostre cięcia w sztandarowym programie Luli, Bolsa Falimia, ograniczenie budownictwa komunalnego i socjalnego czy wydatków na służbę zdrowia. Ricardo Barros, minister zdrowia, stwierdził, że państwa nie stać na zagwarantowaną w konstytucji powszechną opiekę zdrowotną i doradził obywatelom ubezpieczanie się na własną rękę; Henrique Meirelles, nowy minister finansów, zapowiada, że konieczne będzie podniesienie podatków, które już teraz należą do najwyższych na świecie, oraz „reforma” kodeksu pracy i systemu emerytalnego. O tym, jak to będą zmiany, świadczyć może szokująca inicjatywa ministra rolnictwa, Blairo Maggiego, multimilionera i największego producenta soi na świecie. Chce on zmienić definicję niewolnictwa – w chwili obecnej znajdują się w niej zapisy o pracy w „poniżających warunkach” i „wyczerpująco długich zmianach”.

Maggi, wraz z innymi magnatami rolniczymi, domaga się też zniesienia ograniczeń środowiskowych dla rolnictwa. Tymczasowy prezydent ma też w planach m.in. zniesienie ochrony tzw. Terras Indígenas, czyli terenów przypisanych rdzennym mieszkańcom Brazylii, które nie podlegają sprzedaży, nie wolno prowadzić na nich działalności wydobywczej. TI stanowią 13 proc. gruntu w Brazylii. Sama Dilma Rousseff w ostatnim czasie stworzyła 56 mln ha rezerwatów przyrodniczych, Terras Indigenas oraz quilombolos, terenów oddanych potomkom zbiegłych niewolników, którzy żyją na nich od dziesięcioleci. Wszystkie te decyzje mają zostać cofnięte, dodatkowo minister Maggi zapowiada zniesienie obowiązku konsultacji środowiskowych przy inwestycjach publicznych. Mimo że Partia Pracujących nie była uważana za szczególnie „zieloną”, teraz, jak przewidują ekolodzy brazylijscy, sytuacja znacznie się pogorszy.

Minister ds. zagranicznych, José Serra, który wielokrotnie reprezentował prawicę w wyborach prezydenckich, wyraźnie zapowiedział odwrót Brazylii od sojuszu z innymi państwami Ameryki Południowej – w pierwszym przemówieniu stwierdził, że Brazylia będzie się w swojej dyplomacji kierowała „interesem ekonomicznym”, a nie „ideologicznymi preferencjami partii rządzącej i jej zagranicznych przyjaciół”.

Tremer zapowiedział także zatrzymanie prac nad dwoma ostatnimi projektami rządu Dilmy Rousseff – zwiększenia transparencji władzy oraz rozpoznawania płci osób transpłciowych. Jak sam twierdzi, nie zamierza kandydować na stanowisko w następnych wyborach (byłoby to zresztą prawdopodobnie niemożliwe ze względu na zarzuty karne) i nie boi się niepopularnych decyzji.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Dilma Rousseff popełniła kardynalny błąd: nie zamknęła ambasady pewnego mocarstwa i nie wypieprzyła całego jej personelu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

,,Tak kłamać po prostu nie można” – liderzy Lewicy punktują hipokryzję PiS – u na kongresie w Białymstoku

W niedzielę 27 września odbył się w Białymstoku Podlaski Kongres Lewicy. Otworzyły go wyst…