Reportaże

fot. MW

Kilka fotografii na rosyjskim bruku

(Korespondencja z Moskwy) Już nie pamiętam, ile razy byłem w Moskwie 9 maja, na Dzień Zwycięstwa. Na pewno więcej niż dwadzieścia. Zaryzykowałbym tezę, że bez obecności tego dnia w Rosji czy przedtem w Związku Radzieckim) trudno jest zrozumieć, czym była, jest i będzie dla nich, obywateli ZSRR, Wielka Wojna Ojczyźniana. Teza z pewnością fałszywa, bo przecież wystarczy nieco empatii, znajomości choćby części rosyjskiej kultury i mentalności tych ludzi, żeby zrozumieć. Ale jestem do niej przywiązany.

Zgromadzeni przed gmachem mołdawskiego rządu / fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Czy Mołdawia ma przyszłość?

Idą bulwarem Stefana Wielkiego w Kiszyniowie krokiem zwycięzców. Potem dumni, zdecydowani, ustawiają się przed frontem budynku mołdawskiego rządu. Dzierżą flagi narodowe. Ale to nie demonstracja patriotyczna czy nacjonalistyczna, jakich wiele: oni, Rumuni, przyjechawszy z kraju sąsiedniego, będą domagać się likwidacji państwa, w którym się znajdują. I nikt im w tym państwie nie odpowie, że to nielegalne czy niewłaściwe.

„To jest wojna” – związkowcy z LOT kontra prezes z opłatkiem w ustach

„To jest wojna” – związkowcy z LOT kontra prezes z opłatkiem w ustach

“Zrezygnowali, prawda? Pewnie się wystraszyli, że ludzie przez nich nie polecą na majówkę. Dziwi im się Pan? ” – pyta taksówkarz, który wiezie mnie 1 maja o 5:30 na Okęcie. Próbuję wyjaśnić, że strajku pracowników LOT prawdopodobnie nie będzie, bo swoich kolegów i koleżanki zdradziła “Solidarność”. W wigilię Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy postanowili wycofać poparcie dla strajku, który miał zmusić zarząd spółki do zaprowadzenia normalności.

autor 02/05/2018 0 komentarzy Publicystyka, Reportaże
fot. Piotr Nowak

Polacy pod pomnikiem ze schodami

Zjawiłem się na Placu Piłsudskiego równo o 15:30. Uroczystość odsłonięcia pomnika ofiar katastrofy Smoleńskiej właśnie się rozpoczynała. Słowa Andrzeja Dudy, jakoś dziwnie bełkotliwe i niepewne, dobiegły mnie gdzieś z oddali. Zresztą, nie interesowały mnie przemówienia pisowskich oficjeli. Pewnie mógłbym je odtworzyć w ciemno. Skupiłem się na ludziach, zwyczajnych obywatelach i obywatelkach.

autor 10/04/2018 3 komentarze Reportaże
fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Ból prawosławnych, rechot kiboli

„W błogosławionym zaśnięciu wieczne odpoczywanie, racz dać, Panie, sługom Twoim…”. Pauza. Zanim batiuszka Jan Romańczuk dokończy nabożeństwo w intencji zamordowanych przez oddział Romualda Rajsa, musi założyć okulary. Inaczej nie da rady odczytać imion tych, za których się modli. Mógłby kontynuować „za wszystkich niewinnie zabitych”, zgromadzeni i tak wiedzieliby, jaka tragedia stoi za tymi czterema słowami. Ale wyczyta wszystkich z imienia.

Kijów / fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Beczka prochu

Ukraina, Kijów. Stoją na rogu ulic Hruszewskiego i Łypśkiej od ponad trzech miesięcy. Ich namiotowe miasteczko otoczone jest płotem – po drugiej stronie ogrodzenia jest budynek Rady Najwyższej. Z jego stopni w stronę namiotów popatrują policjanci i funkcjonariusze Gwardii Narodowej. Zwykli obywatele przechodzą przez miasteczko obojętnie, zajęci własnymi sprawami. Nie czytają transparentów, na których protestujący wyliczają swoje racje, ignorują portret Stepana Bandery i grupę mężczyzn w wojskowej odzieży, która kręci się przy ogrodzeniu.

fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Czarne chmury nad Dniestrem. Cz. II: Demonstracje wśród ruin

Sezon protestów w Mołdawii otworzyli 17 września Maia Sandu i Andrei Năstase, czyli opcja „za prawdziwą integracją europejską”. „Precz z tandemokracją” – brzmiało jedno z głównych haseł protestu; tandem to oczywiście oligarcha Vlad Plahotniuc i prezydent Igor Dodon. Rewanż już 24 września – wtedy na ulice wyjdą zwolennicy prezydenta, też krzyczeć „precz z oligarchią”, a do tego zapewniać, że Dodon do żadnego układu nie należy.

Protest w Kiszyniowie w 2015 r. Wszystkie liczące się siły w mołdawskiej polityce spodziewają się powtórki masowych manifestacji / fot. Wikimedia Commons

Czarne chmury nad Dniestrem. Cz. I: Manewry

Jeden z najmniejszych i najbiedniejszych krajów w Europie, zagrożony katastrofą demograficzną, staje w obliczu kolejnego kryzysu wewnętrznego. Prorosyjski prezydent Mołdawii Igor Dodon i nieformalny lider rządzącej, w teorii proeuropejskiej koalicji, Vlad Plahotniuc toczą wojnę na gesty i słowa. Opozycyjne „trzecie siły”, zarówno te patrzące w stronę Brukseli, jak i Moskwy, twierdzą, że to tylko wyjątkowo perfidne przedstawienie. Ale wszyscy są zgodni co do jednego: nie są wykluczone nowe protesty uliczne, niekoniecznie zupełnie pokojowe. Ich przebiegu nie da się przewidzieć.

Kopalnia Makoszowy, fot. flickr.com/ Kris Duda

Makoszowy – życie po życiu

Decyzją rządu PiS w grudniu zeszłego roku zabrzańska KWK Makoszowy przestała wydobywać węgiel. 127-letnia historia kopalni dobiegła końca. Ale nie dla wszystkich. Górnicze pióropusze, galowe mundury, barbórkowe kufle, sztandar „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się” – Salę Tradycji wypełniają wspomnienia, które wielu pracownikom nie pozwalają pogodzić się z zamknięciem ich zakładu. Górnicy chcą go otworzyć w formie spółki pracowniczej.

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10213792724001955&set=pcb.10213792730042106&type=3&theater

Co zostało po szklanych domach?

„Niech nam trwa huta szkła”, „Szkłem rachunków nie zapłacę”, „Kto nie płaci, jest złodziejem” – około dwustu osób wzięło udział w organizowanej przez Partię Razem demonstracji solidarnościowej z załogą i zwolnionymi pracownikami Huty Szkła w Zawierciu. Akcja pokazała, że te same uwarunkowania, które utrudniają walkę o prawa pracownicze na peryferiach Polski, stwarzają zarazem pewne możliwości dla udanych mobilizacji.

Pinchos Fridberg składa kamień na „grób” dziadków i krewnych matki. Ponary, 23 września 2013, 11: 35

Synowie ukrywają zbrodnie ojców

W zbiorowej mogile w lesie w Ponarach koło Wilna spoczywa około stu tysięcy osób. Zdecydowana większość to Żydzi.  Oprócz nich – Polacy, Romowie, Rosjanie, działacze komunistyczni rozstrzelani przez Niemców i litewskich kolaborantów. Profesor Pinchos Fridberg też ma w Ponarach dwudziestu ośmiu swoich zabitych, w tym babcię, dziadka, inne osoby z bliskiej rodziny. Ale od maja 2012 r. na oficjalne uroczystości już nie przychodzi.

Nieczynna już Manufaktura Kreenholmska / fot. Flickr/tm-tm

Koniec świata w Narwie

Narwa to granica. Styk cywilizacji. Ile to już razy wieszczono, że skoro wybuchła wojna na Ukrainie, to następna apokalipsa nastąpi właśnie tutaj? Sceneria, uwieczniana na tysiącach zdjęć, doskonale pasuje: po estońskiej stronie rzeki wznosi się średniowieczny zamek Hermana, dokładnie naprzeciwko, po stronie rosyjskiej, jeszcze potężniejsza twierdza Iwangorod. Tymczasem koniec świata w Narwie już był. Niezauważony.

fot. Agatha Rosenberg

Dzień Zwycięstwa z tryzubem w tle

W tym roku prezydent Petro Poroszenko obiecał, że mieszkańcy Ukrainy będą mogli świętować zwycięstwo nad faszyzmem przez dwa dni, a żadna z dat nie będzie faworyzowana. Kto poczuwał się do nowej narracji historycznej wykuwanej po Majdanie, mógł uczestniczyć w wydarzeniach z okazji Dnia Pamięci i Pojednania 8 maja, kto wolał po prostu uhonorować żołnierzy Armii Czerwonej, którzy wypędzili nazistów z ziem ukraińskich, mógł świętować dzień później. Ta zadziwiająca decyzja nie wzięła się z niczego.

Odessa nie zapomniała

Odessa nie zapomniała

– Trzeba się liczyć z tym, że na majowe święta Rosja przygotowała na Ukrainie liczne prowokacje – ostrzegały ukraińskie media, politycy, samorządowcy. Ze szczególną troską mówiły o Odessie, Chersoniu, Mikołajowie i Charkowie. Trzy południowe i jedno wschodnie miasto. To praktycznie pewne, słyszał każdy, kto był w końcu kwietnia na Ukrainie, że będą areną zamieszek i wystąpień separatystów tudzież rosyjskich prowokatorów.

Nacjonalistyczny Pochód Pierwszomajowy, fot. WK

Z kamerą wśród Wszechpolaków

Kurczaki na sterydach pohukujące „Idą! Idą! Nacjonaliści”! Oto Nacjonalistyczny Pochód Pierwszomajowy. I śmieszno i straszno.

Wileński Nowy Świat. Tu turyści nie zachodzą. Na osiedlu złożonym głównie z radzieckich bloków częściej słychać rosyjski niż litewski / fot. Agatha Rosenberg

O czym marzy znikający kraj

Litwa to właściwie polska ziemia! Kto tego nie słyszał, wychowując się w polskiej szkole na Mickiewiczu? Sama byłam swojego czasu na szkolnej wycieczce do Wilna z narodowo-nostalgicznym podtekstem. Teraz jednak przyjeżdżam poza sezonem turystycznym. Stare Miasto i centrum świecą pustkami, momentalnie przypominając o tym, że współczesna Litwa to nie raj utracony, tylko kraj z ogromnym problemem. Państwo, które od odzyskania w 1991 r. niepodległości systematycznie się wyludnia. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat straciło 110 tys. mieszkańców.

Obchody dnia pamięci Legionów Łotewskich SS w 2014 roku/livejournal.com

Na wschodniej flance NATO. Cz. II: Tu mogłoby być normalnie

Zwykli mieszkańcy Łotwy nie chcą skakać sobie do oczu, przekonuje Brigita Zepa, socjolożka, wykładowczyni Uniwersytetu Łotewskiego w Rydze. Jeśli zapytać, czy podoba im się wizja społeczeństwa rozdzielonego, w którym osobno żyją Łotysze, a osobno rosyjskojęzyczni, w większości odpowiadają przecząco. Na pierwszy rzut oka zresztą w stylu życia jednych i drugich nie ma wielkich różnic – jeśli już występują, to nie w narodowości należy upatrywać ich źródła, a w miejscu zamieszkania; Łotysze dominują na wsi, większość rosyjskojęzycznych żyje w miastach. Zarobki? Znowu – między tymi, którzy pracę mają, nie ma przepaści. Kryzys 2008 r. też uderzał, nie patrząc na pochodzenie.

fot. Agatha Rosenberg

Nie przeszli przed soborem

– Przepraszam, na ulicę 3 Maja dobrze idziemy? Okolica jest praktycznie pusta. Niedziela, wczesne popołudnie, mieszkańcy wrócili już z cerkwi albo – znacznie rzadziej – kościoła, spędzają czas w domach. Przypadkowo zagadnięta na osiedlowej ulicy kobieta przygląda nam się z zaskoczeniem i niepewnością graniczącymi z obawą. Nie, to nie tędy, to w drugą stronę, pokazuje i bez zwłoki oddala się. Nie mamy wątpliwości – była pewna, że młodzi ludzie, którzy nie są stąd, niechybnie przyjechali na marsz narodowców. Albo na jego blokadę. Oba zaczynają się za kilka godzin. Wielu mieszkańców wolałoby, żeby nie było żadnego.

Paszport nieobywatela Łotwy

Na wschodniej flance NATO. Cz. 1: Nie czekamy na Putina

Europarlament, 14 lutego 2017 r. Kolejna debata o wojnie w Donbasie. Od stycznia media zalewają drastyczne obrazy. OBWE alarmuje: eskalacji walk winne są obie strony. Organizacja ma obserwatorów w terenie, wydawałoby się, że wie, co mówi, kiedy wyrokuje, że sytuacja nie jest czarno-biała. Ale eurodeputowani myślą inaczej. Dajmy Ukrainie broń, zaostrzmy sankcje wobec Rosji – to stanowisko większości mówców. Kiedy odzywają się głosy bardziej wyważone, zwracające uwagę na wnioski z raportu OBWE właśnie, dyskusja zamienia się w oskarżenia, że nie dość antyrosyjskim deputowanym po prostu płaci Putin. Gwiazdą debaty jest Łotyszka Sandra Kalniete.

pravyysektor.info/pravij-sektor-proviv-na-majdani-narodne-viche-get-bandu-zradnikiv.

Obrazki z Kijowa. Cz. 2: Terroryści z Arsenału

– Nie rozdrabniajmy się, zamiast wprowadzać tylko język ukraiński zadekretujmy od razu, że wszyscy na Ukrainie mają myśleć tak, jak „patrioci” ze Lwowa! – proponuje Marina, którą poznałam w Polsce, jeszcze jako studentkę Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaje się dziś trochę ze wstydem, że przynajmniej do pewnego stopnia wierzyła w Majdan. Wydawało jej się, że jeśli Europa zainteresowała się Ukrainą, zaoferowała umowę stowarzyszeniową, to naprawdę będzie patrzeć na ręce nowej ekipie. Czasem instytucje międzynarodowe podsuną gotowe wzorce reform, czasem zablokują działania zbyt radykalne lub nieprzemyślane. Zaprotestują, gdyby za bardzo rozkręcili się nacjonaliści pokroju Swobody albo Prawego Sektora.