Reportaże

Sarajewo, dawna ottomańska dzielnica Baščaršija, plac zwany "Placem Gołębi", fot WK

BiH 2016 – cz. I: Terra incognita

Bośnia to kraj, gdzie wojna nie ma początku ani końca. Jest lustrem, w którym odbijają się pokolenia i ważną składową bałkańskiej tożsamości.

Widok na główną ulicę w Radjuwene. / Źródło: Wikimedia Commons.

BG 138/27 – cz. IV „Kto zabił małżeństwo Diszewów?”

Oto historia nie o umarłych, lecz o żywych. W dzisiejszej Bułgarii nikt nie ma powodu, by sądzić, iż jego to nie dotyczy.

BG 138/27 – cz. III „Poza lewicą i prawicą?”

BG 138/27 – cz. III „Poza lewicą i prawicą?”

Kilka tygodni temu młody bułgarski prawicowy wilczek, Radan Kynew, po cokolwiek nieudanym flircie z generałem, doktorem, mistrzem karate, a przy okazji premierem – Bojko Borisowem i jego partią GERB, ogłosił z pompą, iż pod jego kierownictwem „powstanie w Bułgarii nowy prawicowy projekt polityczny”. A oto dlaczego uważam, że jest to kolejny chory pomysł tamtejszych polityków.

BG 138/27 – cz. II „Nie hodować krokodyli”

BG 138/27 – cz. II „Nie hodować krokodyli”

Nowożytna Bułgaria nie ma długiej historii. Jak zauważa wielu poważnych analityków, przez prawie cały ten okres jej elita nigdy nie była samodzielna. Następstwa tej tradycji geopolitycznej niepełnosprawności dają o sobie dziś znać w skumulowanej formie. Czy Bułgaria może w ogóle przetrwać gigantyczne globalne konflikty i przewartościowania, których obserwujemy, jak się zdaje, dopiero początek..?

BG 138/27 – cz. I

BG 138/27 – cz. I

Marzec to w Bułgarii ważny miesiąc. Każdego trzeciego dnia trzeciego miesiąca roku kraj ten przeżywa jedną z największych rytualnych euforii – świętuje rocznicę uzyskania niepodległości pod koniec XIX w. Trzeci marca to urodziny Bułgarii. W tym roku stuknęło jej już 138 lat. Powodów do radości jednak nie ma. Pytanie, jak długo jeszcze pożyje, zadawane na ogół w obliczu nieuleczalnej choroby, niektórym wydaje się obecnie jedynym sensownym pytaniem. Niewielu ma jednak wątpliwości, iż perspektywa ostatecznej agonii jest całkiem realna.

fot. Facebook.com/ Social Forum 2016

Wrocław przytulił lewicę

11,12 i 13 marca we Wrocławiu odbyło się międzynarodowe spotkanie pod nazwą Forum Społeczne Europy Wschodniej i Współpracy między Wschodem i Południem.

Jakby ktoś do duszy napaskudził

Jakby ktoś do duszy napaskudził

Kontrast pomiędzy miejscowymi – starszymi ludźmi z prowincji, a miejską młodzieżą z marszu jest uderzający i oczywisty. Przez myśl przemyka mi frazes o “młodych wykształconych z dużych ośrodków”, tak absurdalny w tych okolicznościach.

Elmina, fot. z archiwum autora

Pocztówka z obozu

Ghana – tu zaczął się handel niewolnikami. To miejsce, z którego przemawiają wieki – wieki cierpień i upokorzenia. Biali ludzie ludziom zgotowali ten los.

fot. Maciej Wiśniowski

Lublin lubi eksmitować

Miasto kontra „niewdzięczne nieroby”

flickr.com/Cristian Iohan Ştefănescu

Kupy za paprotką

Istnieją miejsca, gdzie umieranie wpisane jest w zwyczajny grafik dnia. To jedno z nich.

Trzeba płacić

Trzeba płacić

Nowy Dwór Mazowiecki wita nas policyjną kontrolą. Funkcjonariusze przeszukują bagażnik w samochodzie Piotra Ikonowicza. Nie znajdują niczego poza strojem na WF porzuconym przez 8-letnią córkę. Muszą pozwolić nam odjechać. Ale, co dziwne, bez dodatkowych informacji policjanci wiedzą doskonale, dokąd się spieszymy. Na odchodnym więc informują nas sami z siebie, jak dotrzeć do sądu.

Dżobing

Dżobing

Nowy rodzaj sportu ekstremalnego – o tyle dziwny, że biorą w nim udział zarówno energiczni trzydziestolatkowie jak i mniej energiczni sześćdziesięciolatkowie, samotne matki, niepełnosprawni, zwolnieni w ramach redukcji do niedawna świetnie opłacani specjaliści. Zasady dżobingu są proste: przyjmij, że w pracy nie masz praw, walcz o pensję, żyj ze śmieciówek i nie zdechnij z głodu.

autor 05/07/2015 3 komentarze Publicystyka, Reportaże
Klipsujemy

Klipsujemy

Siedzimy w magazynie i klipsujemy.  W dobry humor wprawiają nas ceny na metkach ubrań: spodnie za 800 złotych, kąpielówki za 250, czapka za 150. Kto to kupuje?

foto.strajk.eu

Lewiatan spod Łańcuta

Po 7 latach człowiek ma prawo nie pamiętać szczegółów, więc mój rozmówca czasem przerywa opowiadanie swojej historii, żeby dokładnie przypomnieć sobie jakieś nazwisko albo istotne, według niego, elementy. Nie przeszkadzam mu w tym mozole, choć w gruncie rzeczy powinienem powiedzieć, żeby się nie męczył, bo to nie jest tak ważne, jak mu się wydaje. Czy to był wtorek 17.30, czy niedziela i jaka była pogoda nic nie znaczy. Chodzi o to, jak na polskiej prowincji lokalna władza może bezkarnie zajechać człowieka. W 2008 roku Sławomira Golonkę z Głuchowa pod Łańcutem obudził nieprawdopodobny huk, od którego trzęsły się okna w jego chałupie. 16 metrów od ścian jego domu właśnie zaczęła się budowa. Jak mu powiedzieli robotnicy z placu – budowa fabrykiCzytaj dalej >>>

autor 07/05/2015 0 komentarzy Publicystyka, Reportaże
Pracownik na plantacji oliwek. flickr.com/photos/xristoforos_aka_shooting_dog

Kreta – praca imigrantów w turystycznym eldorado

Nataszę poznałem w jednej z restauracji w porcie w Chanii. Zapytała mnie o papierosa. Krótkie brązowe włosy, alabastrowa skóra, kilka efektownych tatuaży na ramionach, szyi i udach. Ładne, choć bardzo smutne i zmęczone oczy. I coś jeszcze – noga w gipsie do wysokości kolana. Przy barowym krześle stoją oparte kule. Urodziła się w Moskwie. 28 lat temu. Na Krecie mieszka od 1997 roku. Rosji już właściwie nie pamięta. Podobnie jak ojca, który zmarł, kiedy miała 4 lata. Jej matka wyszła za mąż za Greka poznanego na wakacjach. Po prostu tu zostały. Do kraju nie wróciły już nigdy na dłużej niż tydzień. Natasza sama przyznaje, że myśli po grecku i czuje się bardziej Greczynką. Jej życie nie jest jednak sielanką. Kilka latCzytaj dalej >>>