Stało się świecką tradycją, że w każdym mieście Europy, do którego przyjeżdżają kibice futbolowi jakiejś polskiej drużyny, sklepikarze zamawiają dodatkowo wzmacniane okiennice na swoje sklepy i tego dnia kończą wcześniej pracę, spokojni ludzie nie wychodzą z domów, a do danego miasta ściągają dodatkowe siły policyjne. I tak to zresztą nic nie daje, kibole robią dym, miasto i jego wyposażenie lata w powietrzu albo płonie, następnego dnia rzecznik miejscowej policji podaje suche dane, ile osób zostało zatrzymanych, ilu jest rannych policjantów (w tym ilu ciężko), w polskich mediach troszkę ta wiadomość będzie maglowana i koniec. Do następnego meczu, podczas którego dzieje się dokładnie to samo. Mamy zatem do wyboru: albo poprzedni kibole odsiedzieli chwilkę w tamtejszych aresztach, otrzepali się i znowu będą lać się z policją i terroryzować obce i polskie miasta, albo tamci dostali, zgodnie ze społecznym oczekiwaniem, dożywotnie zakazy stadionowe, ale przez parę miesięcy wyrosło nowe pokolenia bandziorów, których istotą społecznej aktywności jest niekontrolowana agresja, kierowana przeciwko wszystkim, którzy nie są członkami tego plemienia. Optuję za pierwsza wersją, czyli że zadymy robią wciąż ci sami ludzie.

Oznacza to, że polityka państwa przeciwdziałania tej formie społecznej przemocy jest kompletnie nieskuteczna. Zachodzę w głowę, gdzie leży i jaka jest przyczyna niewytłumaczalnego niezdecydowania władzy wobec tego poważnego problemu. Mam powyżej dziurek od nosa naukawych tekstów wałkujących społeczne uwarunkowania frustracji młodych troglodytów, którą podobno muszą oni rozładować jedynie w ten sposób, że ludzie boją się wyjść na ulicę. Nie interesuje mnie kolejne seminarium, na którym z troska pochylają się nad „niedostosowaną młodzieżą” kolejni prelegenci, wśród których są również politycy, bełkoczący coś o konieczności rozumienia i dialogu. Mam gdzieś pseudoklasowe podejście i szukanie w tłumie demolującym wszystko, co na jego drodze, „proletariackich korzeni” i podsuwanie twierdzeń, że to obiektywni sojusznicy możliwej rewolucji (przepraszam za te idiotyzmy, ale takie dyskusje też się toczą). To nie ma całkowicie żadnego znaczenia. Myślę, że u źródeł prób oswojenia kiboli leży albo strach przed nimi, albo naiwna nadzieja, że będą oni sojusznikami jakiejś partii czy ruchu politycznego w tym szczególnie momencie, kiedy trzeba będzie wyjść na ulicę i ułatwić uchwycenie władzy. To bardzo szkodliwy idiotyzm.

Należy żądać delegalizacji ruchów kikolskich, jeżeli przybierają formy zorganizowane i surowo karać za stosowanie przemocy podczas meczów, przed i po nich. Na tyle surowych, by nie opłacało się myśleć o spędzaniu czasu na biciu ludzi. Jest naprawdę wiele form kanalizowania swojej nadmiernej agresji. Nie tylko te, które dezorganizują normalne życie.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
    1. Bo panie PO to tępiło tę zarazę aż wióry leciały????
      Wszyscy od lat dwudziestu uciekają przed tym problemem zamiast zastosować sprawdzone brytyjskie wzorce.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Śląsk albo oblany test z odpowiedzialności

Przyszło mi w ostatnim czasie kilka razy pisać o górnikach, którzy w ramach protestu nie w…