Polska wie o zabijaniu całkiem sporo – i, jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do kształtu polityki historycznej nowej władzy – to może wyciągnąć koronę cierniową z szafy. Ministerstwo Kultury powoła do życia nowy Ośrodek Badawczy… Najnowszych Technologii? Rozwoju Cywilizacyjnego? Nowoczesnego Zarządzania? Ależ skąd. Będzie to Ośrodek Badań nad Totalitaryzmem, którego funkcją ma być „przełamanie bariery informacyjnej i unaocznienie Europie Zachodniej, na podstawie rzeczywistych dokumentów, skali ludobójstwa, którego dokonano w okupowanej Polsce”. Chodzi naturalnie o zbrodnie niemieckie i sowieckie.

Instytut ma nosić szlachetne imię Witolda Pileckiego, najgłówniejszego z głównych wyklętych. Powoła do życia m.in. portal, na którym ma tłumaczyć i  udostępniać zeznania świadków oraz ofiar składane przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich. Wiceminister kultury uważa za niedopuszczalne, że „badania na temat okupacji niemieckiej w Polsce praktycznie zamarły”. Prawicowe środowiska oddychają z ulgą – klątwa Grossa nareszcie zostanie zdjęta, dzięki czemu „łatwiej będzie walczyć z oszczerstwami przeciwko Polsce”. Wszyscy zadają sobie pytanie, po jakiego grzyba nam za publiczne pieniądze kolejne (po IPN-ie) skupisko historiozoficznych sekciarzy. Pierwsza partia zeznań przetłumaczonych na dwa języki ma zostać upubliczniona jeszcze pod koniec tego roku. Ciekawe, czy badacze wykorzystają również dane dotyczące polskich pogromów na ludności żydowskiej, zebrane przez doktora Mirosława Tryczyka? Czy pokażą antagonizmy polsko-mazurskie? Nie, bo nasi mają wykupiony dożywotni abonament na bycie ofiarą, podstępnie zawłaszczony przez żydowskie wszy. Polską prawicę cechuje niesamowita zdolność niuansowania własnych win i wpinania ich do katalogu win cudzych, a potem rozliczania do końca świata, do ostatniej kropli krwi, do narodowego porzygu. W psychiatrii to się nazywa mania prześladowcza. Musimy odkłamywać, choć nikt na nasz temat nie kłamie, bo ma lepsze rzeczy do roboty.

To jasny sygnał również dla resortu spraw zagranicznych: jak oni nas komisjami weneckimi, to my ich okupacją. Tego paliwa starczy jeszcze co najmniej na kolejne 70 lat. Stwierdzenie publicysty „Frankfurter Allgemeine Zeitung”: „Historyczne tło spotkań niemieckich i polskich polityków stanowi zawsze II wojna światowa. Taka sytuacja będzie trwała jeszcze przez długi czas” w kontekście wczorajszej wizyty Beaty Szydło w Berlinie to miód na polskie uszy. Za jednym zamachem załatwia również wszystkie niuanse polityki wschodniej, nad którymi deliberują mądre głowy. Zupełnie innego tonu nabierają przecież rozmowy o zawiłościach trudnego sąsiedztwa z Ukrainą, roli Putina w walce z islamskim terroryzmem czy wreszcie o kontynuacji śledztwa smoleńskiego, gdy walimy rozmówcę po głowie wielkim kowadłem z napisem „bo wy nam 70 lat temu…”. To jest polskie przesłanie dla dzisiejszej Europy. A także dla młodych, bo nowa władza postawiła sobie za cel wychowanie legionów przesiąkniętych zboczoną ideą wiecznego cierpienia, dla którego piekło wojny jest środowiskiem naturalnym. Trzeba z żywymi, do cholery, naprzód iść.

[crp]

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. To nikogo na zachodzie nie obchodzi co było 70 lat temu, tylko żyją współczesnymi problemami, jak też nie są obecne pokolenia odpowiedzialne za pradziadków. Tak więc robi to z Polski niezrównoważonych, bo to tak jakby zatrzymać motocyklistę i oskarżać że jego pradziadek zabił konia dzidusiowi. Najgorsze jednak jest to, że obnaża to ignoracje i brak znajomości współczesności i tak szkoleni młodzi, lepiej niech wagarują i jeźdzą po Europie, bo szkoła taka zamknie ich na poradzenie sobie tu i teraz.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Wysyp pełnomocników, deficyt solidarności

W minionym tygodniu Urząd Miasta Wrocławia ogłosił powołanie przez prezydenta Jacka Sutryk…