Site icon Portal informacyjny STRAJK

Czerwone miasteczko nadal stoi przed Ministerstwem Sprawiedliwości. Minister rozmawia z innymi związkami

Transparent w czerwonym miasteczku/ Fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Ministerstwo Sprawiedliwości pochwaliło się porozumieniem z pracownikami sądów i prokuratur. Sugeruje, że to koniec sporu o wynagrodzenia i warunki pracy tych ludzi. Ale związki zawodowe, które rozstawiły pod gmachem ministerstwa czerwone miasteczko, twierdzą, że to manipulacja.

Czerwone miasteczko pracowników wymiaru sprawiedliwości stanęło przy warszawskim Placu Na Rozdrożu w ubiegłym tygodniu. Jak tłumaczyła Portalowi Strajk przewodnicząca KNSZZ Ad Rem, zrzeszającego sekretarzy sądowych, asystentów sędziów czy protokolantów, pracownicy ci, zapewniający codzienne funkcjonowanie sądów, domagają się 12-procentowej podwyżki pensji, walki z mobbingiem w miejscu pracy i gwarancji zwiększenia zatrudnienia. Dziś są bowiem zwyczajnie przeładowani obowiązkami.

Pracownicy wymiaru sprawiedliwości deklarowali również solidarność z pracownikami służby zdrowia, którzy protestują kilkaset metrów dalej – w białym miasteczku. Zapowiadali utworzenie wspólnego komitetu protestacyjnego koordynującego działania wszystkich niezadowolonych pracowników budżetówki. Nikt z ministerstwa nie rozmawiał z ludźmi protestującymi w czerwonym miasteczku. Zamiast tego w nocy z 4 na 5 października doszło do spotkania reprezentantów resortu z delegacją Solidarności i kilku innych, mniejszych związków.

Solidarność nie była w sporze

Solidarność w sądach nie prowadziła żadnych działań protestacyjnych. To KNSZZ Ad Rem oraz Związek Zawodowy Prokuratorów  i Pracowników Prokuratury RP koordynowały tzw. śniadania sądowe: akcje wychodzenia przed budynki sądów i prokuratur z transparentami i hasłami protestu. Klasyczny strajk w przypadku tych ludzi odpada. Są urzędnikami państwowymi, nie mają do niego prawa. 

Sytuacja wygląda zatem tak, że związek zawodowy, który nie był z ministerstwem w sporze, pośpiesznie podpisał porozumienie, które pozwoli ministrowi ignorować protesty i które dzieli pracowników. A co dostaną ci ostatni? Aktywiści KNSZZ Ad Rem obawiają się, że prawie nic.

– Solidarność zgodziła się na 6-procentową jednorazową nagrodę, którą poszczególne zakłady pracy będą rozdysponowywać we własnym zakresie – informuje działaczka związku Urszula Łobodzińska. Dodaje, że ministerstwo zapowiedziało również zwiększenie liczby etatów w sądach i zintensyfikowanie działań zespołu do spraw przeciwdziałania mobbingowi. Teoretycznie pokrywa się to z postulatami czerwonego miasteczka, ale rażąco brakuje tu konkretów i to właśnie niepokoi pracowników.

Co z podwyżką?

Jeśli chodzi o podniesienie płac pracowników, to teoretycznie też jest dobrze. Ale…

Część osób przebywających w czerwonym miasteczku oraz wspierające ich liderki Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych / fot. Małgorzata Kulbaczewska-Figat

– Ministerstwo poparło postulat 12-procentowej podwyżki, tylko nie wiadomo, co z tego poparcia wynika i poparcie to było deklarowane co najmniej od miesiąca. Co ważne, porozumienie dotyczy tylko pracowników sądów. Pominięto pracowników prokuratur. Zawarte porozumienie nie wniosło nic nowego, tylko przyklepało to, co było na stole już od dawna – komentuje Urszula Łobodzińska. 

Uczestnicy protestu obawiają się, że dochodzi właśnie do dzielenia pracowników i związków w taki sam sposób, w jaki postąpiono z nauczycielami. Wtedy również MEN chwalił się zawarciem porozumienia z Solidarnością, która domagała się jedynie minimalnej poprawy zarobków w szkołach. Przeciwko strajkującym ze Związku Nauczycielstwa Polskiego wytoczono natomiast działa antyzwiązkowej propagandy i ostatecznie zignorowano ich postulaty. Efekt jest widoczny – praca w szkole, przy obecnych zarobkach i pozycji nauczyciela, jest na tyle nieatrakcyjna, że nawet szkoły w dużych miastach mają problem ze skompletowaniem pełnej obsady. W sądach za chwilę będzie tak samo, jeśli płace nie zostaną zwiększone – mówią związkowcy z czerwonego miasteczka.

Exit mobile version