Siedziba mołdawskiego parlamentu. / Żródło: Wikimedia Commons.

Napięcie polityczne w Mołdawii sięgnęło zenitu. Pozornie niemożliwy sojusz prozachodnich liberałów z bloku Teraz (ACUM) z Partią Socjalistów Republiki Mołdawii (PSRM) stał się faktem. To bezpośrednie zagrożenie dla dotychczasowego jedynowładcy Mołdawii, Vladimira Plahotniuka. Aby utrzymać władzę, oligarcha sięgnął po kontrolowany przez siebie Trybunał Konstytucyjny.

Trybunał, w którym zasiadają wyłącznie sędziowie gotowi wykonywać polityczne zamówienia oligarchy, ogłosił wczoraj, po rekordowo krótkim posiedzeniu, że parlament Mołdawii zostaje rozwiązany. Oficjalnym powodem takiej decyzji miało być przekroczenie terminu tworzenia rządu. Tym samym gabinet sformowany podczas nadzwyczajnego posiedzenia w sobotę, na czele którego stanąć miała współliderka ACUM Maia Sandu, został uznany za samozwańczy. Trybunał Konstytucyjny po raz kolejny również zawiesił uprawnienia prezydenta Mołdawii Igora Dodona, który patronował porozumieniu PSRM i ACUM, tymczasowo przekazał je premierowi Pavlovi Filipowi (też człowiekowi Plahotniuka), a ten ogłosił przedterminowe wybory parlamentarne 6 września.

ACUM i socjaliści nie zamierzają się jednak poddawać. Wiedzą, że po ich stronie równocześnie – rzecz niebywała w Europie Wschodniej – są Stany Zjednoczone, Rosja, a także Unia Europejska. 3 czerwca Kiszyniów odwiedzili wysłannik Departamentu Stanu, komisarz ds. unijnej polityki sąsiedztwa Johannes Hahn oraz wicepremier Rosji Dmitrij Kozak, odpowiedzialny w Moskwie za sprawy mołdawskie.  Zwłaszcza Kozak miał przekonywać prezydenta Igora Dodona, by bardziej stanowczo wystąpił przeciwko Plahotniukowi i doprowadził do porozumienia między liberałami oraz jego partią, którego celem byłoby przegłosowanie ustaw antyoligarchicznych. Mocarstwa mogą mieć w Mołdawii skrajnie różne interesy i niewątpliwie skrajnie inaczej widzą przyszłość bez Plahotniuka. Wszyscy jednak doszli do wniosku, że nie można dłużej mu ufać: oligarcha dla utrzymania swojej pozycji i pieniędzy gotów byłby wykonać dowolny geopolityczny zwrot.

Tolerowanie Plahotniuka przez Brukselę – i przyzwalanie, by jego ludzie rozkradali kierowaną nad Prut i Dniestr pomoc rozwojową – przez ostatnią dekadę skompromitowało w oczach znacznej części Mołdawian samą ideę integracji europejskiej. Rosja chciałaby na tym skorzystać – jeśli to wspierany przez Moskwę prezydent, regularny gość w Rosji, i jego partia przyczynią się do demontażu oligarchicznego systemu, ich pozycja w Mołdawii będzie zagwarantowana. USA i UE chciałyby natomiast w roli mołdawskich przywódców widzieć Maię Sandu i Andreia Nastase z ACUM, gwarantów utrzymania jednoznacznie proeuropejskiego kursu – i to bez nadużyć Plahotniuka.

Członkowie rządu Sandu oraz deputowani z ramienia ACUM i PSRM znajdują się obecnie w gmachu parlamentu w Kiszyniowie. Decyzję Trybunału Konstytucyjnego zakwalifikowali jako zamach stanu. Są jednak przekonani, że rządy Plahotniuka dobiegają końca. „To agonia reżimu” – napisał na Facebooku parlamentarzysta z ramienia PSRM, Bogdan Tirdea. Maia Sandu wezwała natomiast szefów struktur siłowych, dowódców policji i wojska, by nie wykonywali rozkazów Pavla Filipa. Z osobnym wystąpieniem zwróciła się do urzędników państwowych. Podkreśliła, że to od nich zależy funkcjonowanie państwa i to ich postawa zdecyduje o tym, kto będzie sprawował władzę w Mołdawii.

Prezydent Igor Dodon ogłosił, że zarówno wschodni, jak i zachodni partnerzy Mołdawii uznają i popierają rząd Sandu.

Równocześnie Plahotniuc przeprowadził na Placu Wielkiego Zgromadzenia Narodowego w samym centrum Kiszyniowa, przed gmachem rządu i kilkaset metrów od parlamentu, wiec swoich zwolenników. Na zgromadzenie zwożono autobusami pracowników mołdawskiej budżetówki. Już podczas ostatnich wyborów parlamentarnych wielu z nich zostało faktycznie szantażem zmuszonych do popierania Demokratycznej Partii Mołdawii, na czele której stoi oligarcha. Plahotniuc osobiście przemówił do zebranych, nazywając prezydenta Dodona i polityków ACUM oraz PSRM zdrajcami. Stwierdził, że zrobi wszystko, by 6 września odbyły się przedterminowe wybory. Aktywiści partii Plahotniuka rozwiesili następnie w Kiszyniowie plakaty, na których prezydenta Dodona przedstawiono jako świnię i oskarżono go o sprzedanie kraju. Przed gmachem rządu pozostało również miasteczko protestacyjne – mołdawski portal NewsMaker podał, że osoby, które w nim przebywają, otrzymały po 500 lejów mołdawskich.

Unia Europejska wzywa Mołdawian do spokoju, a tamtejszych polityków – by porozumieli się w sprawie przyszłości kraju. Obecnie jednak możliwe są wszystkie warianty rozwoju sytuacji. Krótko przed godz. 13 prezydent Dodon zapowiedział powołanie nowej Rady Bezpieczeństwa Mołdawii.

paypal
Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Polski parlament: dewocja przekracza skalę

2020 rok ma być „Rokiem Świętego Jana Pawła II”. Tak postanowili posłowie Sejmu. Niewielu …