Chodzi o ocalenie jednego z symboli stolicy Podkarpacia. Pomnik Czynu Rewolucyjnego znalazł się na celowniku IPN. W ubiegłym roku zapadł na niego wyrok: wyburzenie. Lokalne władze i społeczność Rzeszowa nie zamierzają jednak złożyć broni. Najnowsze wieści są krzepiące – szanse na nadanie pomnikowi statusu zabytku zostały zachowane.

Wiosną ubiegłego roku w obronie Pomnika Czynu Rewolucyjnego stanął m.in. prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, a także Stowarzyszenie Architektów Polskich oraz kilka lokalnych stowarzyszeń. Przede wszystkim jednak, przeciwko pomysłowi jego wyburzenia jest zdecydowana większość mieszkańców Rzeszowa. Pod petycją przeciwko likwidacji pomnika podpisało się kilkadziesiąt tysięcy osób. Swój sprzeciw wyraziły również środowiska artystyczne i historycy sztuki.
Inspektorów z IPN od początku sporu nie obchodzi jednak zdanie lokalnej społeczności. Uważają, że pomnik oddaje hołd „działalności komunistycznej na terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego” i powinien zostać zniszczony na mocy tzw. ustawy dekomunizacyjnej.
Sojusznikami IPN na drodze do zburzenia monumentu jest właściciel gruntów – zakon bernardynów, który otrzymał teren od miasta, niejako w prezencie, bo za 1 proc. wartości w roku 2006, na mocy uchwały Rady Miasta. Ojczulkowie wykazali się biznesowym talentem, w pobliżu pomnika powstał m.in. podziemny parking. Planowane są kolejne inwestycje, a „komunistyczna” statua jest przeszkodą do rozwoju interesu.
Prezydent Ferenc próbował wytłumaczyć ipeenowskim inspektorom i zakonnikom, że Pomnik Czynu Rewolucyjnego symbolizuje walki chłopskie w okresie międzywojnia, w tym również wielki Strajk Chłopski z 1937 roku. Niestety, jedni i drudzy stanowiska swego nie zmienili. Adam Siwek, dyrektor Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN nazwał bohaterów ówczesnych walk „agenturą bolszewicką”.
Kiedy wiosną ubiegłego roku wydawało się, że los pomnika jest przesądzony, do akcji wkroczyła Fundacja Rzeszowska, informując, że u Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków złożony został wniosek o wpisanie monumentu do rejestru zabytków. Uzasadnieniem był fakt, iż pomnik stoi w centrum miasta od 45 lat, stanowi integralną część krajobrazu śródmieścia, a mieszkańcy są z nim sentymentalnie związani.
– Najbardziej rozpoznawalny rzeszowski pomnik stał się obiektem drwiny administracyjnej, służb powołanych do ochrony interesu społecznego, które w tym przypadku jawnie usprawiedliwiają się ochroną prywatnego interesu właściciela – oburza się na działanie podkarpackiego konserwatora Bartłomiej Gancarczyk z Fundacji Rzeszowskiej. – Jakie kompetencje ma osoba, która nie potrafi odróżnić obiektu ruchomego od nieruchomości?
Decyzja konserwatora zapadła po 10 miesiącach milczenia. Instytucja odmówiła wpisania pomnika do rejestru zabytków, uznając, że kilkudziesięciotonowy monument jest… obiektem ruchomym. Prawo mówi, że w takich przypadkach wniosek o objęcie go ochroną powinien złożyć właściciel, a więc zakon bernardynów.
W kolejnym etapie wojewoda podkarpacki zwrócił się z zapytaniem do zakonu o zgodę na wyburzenie pomnika. Ci jednak oświadczyli, że cały czas trwa procedura wpisania go na listę zabytków, a więc nie są w stanie zająć stanowiska. W rzeczywistości takie postępowanie nie było już prowadzone. Chaos wykorzystała Fundacja Rzeszowska, która złożyła zażalenie na decyzje konserwatora do ministerstwa kultury i Generalnego Konserwatora Zabytków.
Opinie obu instytucji są jednoznaczne – pomnik jest nierozerwalnie związany z gruntem, na którym został posadowiony, nie jest możliwe przeniesienie go bez dewastacji, a zatem powinien być uznany za nieruchomość. Ponadto, ministerstwo wskazało, że rzeszowski konserwator nie złożył żadnego wyjaśnienia dlaczego pomnikowi nadany został status obiektu ruchomego.
Czy to oznacza, że statua została ocalona? Jeszcze nie. Sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia przez Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który teraz ma podjąć ostateczną decyzję.

 

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Rządowa pomoc humanitarna: dużo słów i zmarnowane dary od społeczeństwa

Beata Kempa w rządzie premiera Morawieckiego piastowała funkcję ministra do spraw pomocy h…