Kolejne rekordy absurdu padają w miastach przy okazji wdrażania tzw. ustawy dekomunizacyjnej. Grajewo być może zostanie zmuszone do pozbycia się ulic Partyzantów, Wyzwolenia i Robotniczej. W Radomiu IPN dał zielone światło do zweryfikowania listy honorowych obywateli miasta.

Pomnik niechcianych wyzwolicieli w Radomiu, upchany w nierzucającym się w oczy miejscu na cmentarzu / fot. Wikimedia Commons

Radom już jakiś czas temu pozbył się pomnika wdzięczności Armii Czerwonej, wyrzuconego na mało rzucające się w oczy miejsce na miejscowym cmentarzu prawosławnym, w pobliżu mogił żołnierzy wyzwalających miasto w styczniu 1945 r. Przewodniczącego miejscowej Rady Miejskiej, Dariusza Wójcika z PiS, zaniepokoił jednak fakt, że czerwonoarmista Michaił Orłow, uczestnik tych właśnie walk, nadal jest honorowym obywatelem miasta. Tak samo nie podobał mu się honorowy obywatel Piotr Klimuk, kosmonauta uczestniczący w tym samym locie, co Mirosław Hermaszewski. Swoimi wątpliwościami podzielił się z IPN-em, który nie zawiódł. Strażnicy jedynej słusznej historii orzekli, że „Armia Czerwona była w latach 1944-45 siłą, która uniemożliwiała odbudowę suwerennej Polski”. Wniosek nasuwa się sam – Orłow niczego nie wyzwalał, właściwie źle robił, wyganiając z ziem polskich niemieckich nazistów, upamiętnienie się nie należy. Tym bardziej nic nie należy się kosmonaucie Klimukowi, którego ojciec, notabene, pod Radomiem zginął. Ostateczną decyzję w sprawie niewłaściwych honorowych obywateli podejmie Rada Miasta, ale jej przewodniczący już buńczucznie oznajmił, że gdyby mógł decydować sam, odebrałby tytuły bez wahania.

Jeszcze większe dekomunizacyjne szaleństwo dotarło do podlaskiego Grajewa, gdzie 22 lutego Rada Miasta będzie konsultować się z mieszkańcami „podejrzanych” ulic w sprawie nadchodzących zmian. Przesądzony jest los ulicy działacza KPP Mariana Buczka, uczestniczki antyfaszystowskiego (ale, o zgrozo, czerwonego) ruchu oporu Hanki Sawickiej oraz 23 stycznia – znowu data wejścia Armii Czerwonej i „uniemożliwienia budowy wolnej Polski”. Białostocki IPN interesuje się jednak czterema kolejnymi ulicami: Krasickiego, Partyzantów, Wyzwolenia i Robotniczą, a dodatkowo Parkiem Wolności. Miejska komisja zajmująca się nazewnictwem ulic chciałaby zostawić je w spokoju, argumentując, że w pierwszym przypadku można uznać, że patronem jest poeta Ignacy Krasicki, zaś pozostałe nazwy nie mają ideologicznego zabarwienia. Nie jest jednak wcale pewne, że IPN da się przekonać. Niby dlaczego przecież w suwerennej Rzeczypospolitej miałaby istnieć jakaś ulica Robotnicza, dziś robotników już nie ma, a w przeszłości, jak mniemają znakomici eksperci Instytutu, nie było to środowisko dość patriotyczne. Ulica Kaczyńskiego, Skwer Smoleński – to byłyby nazwy!

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Tych z IPN należy leczyć w Tworkach, żeby likwidować ul Robotniczą to jakieś kuriozum to już robotnicy nie mogą mieć swojej ulicy .To świadczy o stosunku do ludzi pracujących fizycznie, o pogardzie do nich .Na nic tęgie głowy profesorów , konstruktorów , projektantów jak nie przyjdzie robotnik i nie przerobi ich myśli w rzeczywistość ,ot co .

  2. No jakie to proste! Krasickiemu dodajemy imię Ignacy, Partyzantom dodajemy Jedynie Słuszni, Wyzwolenia Od Wszelkiego Złego (a tu już czarna siła przewodnia będzie zadowolooona), do Robotniczej dopisujemy Sierpniowa, a Park Wolności Od PiSu. To ostatnie to dajemy na wymienialnym segmencie tabliczki i zawsze będzie można wstawić coś na bieżąco.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Francuski zakaz oferowania posiłków migrantom przed sądem

12 pozarządowych organizacji humanitarnych próbuje obalić przed sądem decyzję Géralda Darm…