Delegacja Die Linke, czyli niemieckiej Lewicy przez trzy dni przebywała w Polsce, by na własne oczy przekonać się, że kryzys humanitarny na wschodniej granicy UE bynajmniej się nie skończył. Polityczek i aktywistów nie dopuszczono do zamkniętych ośrodków, gdzie przebywają migranci.

Delegacja niemieckiej Lewicy – sześć polityczek z różnych regionów Niemiec – spotkała się z aktywistkami, którzy niosą pomoc migrantom na granicy. Na własne oczy mogła się przekonać, jakie warunki atmosferyczne panują obecnie w rejonie granicy – dla migrantów wywózka do lasu oznacza bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia. Katarzyna Wappa, mieszkanka zaangażowana w pomoc razem z Grupą Granica, opowiedziała, jak w listopadzie przy drodze w rejonie Hajnówki spotkała skrajnie wyczerpanego, głodnego i odwodnionego mężczyznę, bez dokumentów, które wcześniej zniszczyli mu pogranicznicy białoruscy.

– Poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy próbują pomagać uchodźcom na polsko-białoruskiej granicy. To przede wszystkim kobiety, które wiele ryzykują, aby ratować ludzkie życie – napisała na Twitterze działaczka Die Linke Katharina König-Preuss.

Delegacja Die Linke spotkała się także z działaczami polskich partii lewicowych, by omówić możliwości współpracy.

Die Linke: Polska łamie prawo

– Uchodźcy, którzy mimo wszystko dostaną się do Polski, są tutaj bez wyjątku więzieni. Postępując w ten sposób, polski rząd łamie międzynarodowe i europejskie prawa uchodźców. A zamiast krytykować go za bezprzykładne naruszenia praw, Komisja Europejska, państwa członkowie, w tym i nowy rząd Niemiec popierają takie podejście – mówiła przed wizytą Juliane Nagel, radna miejska Lipska i działaczka Die Linke w Saksonii, a także rzeczniczka partii ds. polityki azylowej i migracyjnej. Nagel jeszcze w październiku wzywała, by Saksonia w godny sposób przyjęła migrantów z polsko-białoruskiej granicy.

Delegacja Die Linke zamierzała na miejscu przekonać się, jakie warunki panują w zamkniętych ośrodkach dla migrantów w Krośnie Odrzańskim oraz w Wędrzynie (gdzie przebywa obecnie ok. 600 osób). Nie została jednak do nich dopuszczona. Jak usłyszały niemieckie polityczki, nie wejdą do ośrodków i nie porozmawiają z cudzoziemcami, gdyż panuje pandemia koronawirusa, a poza tym ich delegacja nie ma odpowiedniej zgody polskich służb kontrwywiadowczych. Na teren ośrodka nie mogą wejść cudzoziemcy, ani politycy, ani dziennikarze. Zdaniem zajmującej się sprawą parlamentarzystki Lewicy Katarzyny Kretkowskiej przedstawione uzasadnienie było bezprawne.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Agrounia rozczarowana opozycją, a szczególnie lewicą

Michał Kołodziejczak przez wielu był postrzegany jako czarny koń polskiej opozycji. Co dzi…