Site icon Portal informacyjny STRAJK

Duda popełnił błąd zapraszając Staszewskiego

Bartosz Staszewski /. youtube.com

Bartosz Staszewski spotkał się z Andrzejem Dudą w Pałacu Prezydenckim. Robert Biedroń za zaproszenie podziękował. Uznał, że jego miejsce jest na proteście przeciwko homofobicznej nienawiści –  obok swojej matki i innych rodziców osób LGBT. Kandydat Lewicy zaznaczył też, że z Dudą nie ma o czym rozmawiać, dopóki ten nie przeprosi za kłamstwa na temat mniejszości. Aktywista uznał, że zaproszenie od prezydenta to doskonała okazja, by powiedzieć najwyższemu urzędnikowi kilka mocnych słów.

Uważam, że zarówno Biedroń, jak i Staszewski postąpili słusznie. Kandydatowi na prezydenta nie przystoi stawianie się w roli gościa na audiencji u swojego rywala. Zwłaszcza, że ten uczynił z rozpowszechniania i utrwalania kłamstw na temat ludzi takich jak on główny motyw swojej kampanii wyborczej. Znacznie więcej korzyści przyniosła obecność polityka Lewicy wśród rodziców, którzy przyszli pod Pałac wyrazić sprzeciw wobec homofobicznych ataków na ich dzieci.  Dla Staszewskiego wizyta u Dudy była szansą na skonfrontowanie prezydenta ze skutkami prowadzonej przez niego polityki i wyniesienie szczegółów rozmowy na czołówki polskich i zagranicznych serwisów informacyjnych. Miał też do takiego spotkania pełne prawo jako obywatel i przedstawiciel grupy zaszczuwanej przez obecną władze.

Staszewski rozegrał to prawidłowo. Przede wszystkim – nie przestraszył się powagi władzy, nie dał się wmanewrować w turystyczne oprowadzanie po pałacu, nie pozwolił prezydentowi na protekcjonalne wywody z pozycji jaśnie pana panującego. „Siedliśmy przy stole, zsunąłem zastawę, by zrobić miejsce na zdjęcia ofiar homofobii — Milo Mazurkiewicz, Dominika z Bieżunia i Kacpra. Przyniosłem też książkę „Różowe trójkąty” o nazistowskich zbrodniach przeciwko osobom homoseksualnymi. Nie chciałem, żeby były wątpliwości, po co przyszedłem” – mówił Staszewski w rozmowie z Oko.press.

Z relacji aktywisty wyłania się wyjątkowo nieciekawy, choć też nie zaskakujący obraz obecnego prezydenta. Duda klepał swoje – o rzekomych prowokacjach na Marszach Równości, o „ideologii LGBT”. O kamieniach rzucanych w uczestników tęczowych pochodów nie słyszał, zdjęcia młodych ludzi, którzy odebrali sobie życie nie mogąc znieść wszechobecnej niechęci nie zrobiły na nim szczególnego wrażenia. Nie przeprosił, bo uznał, że nie ma za co przepraszać, w jego mniemaniu tylko korzystał z wolności słowa. Andrzej Duda na tym spotkaniu zaprezentował się jeśli nie jak psychopata, to na pewno jak cyniczny gracz, akceptujący ludzką krzywdę dla politycznych korzyści. Konsekwencją relacji Staszewskiego będzie możliwość przywoływania słów prezydenta przy okazji każdego ataku na geja czy osobę trans, czy samobójstwa popełnionego przez zrujnowaną psychicznie osobę LGBT.

Sztab Dudy popełnił błąd dopuszczając do tego spotkania. Staszewski mógł na wizycie w pałacu tylko zyskać, Duda – wyłącznie ponieść straty. Po raz kolejny pogrzebany został wizerunek prezydenta umiarkowanego, zdystansowanego od ostrych sporów ideologicznych, który od mniej więcej 2018 roku próbowali budować jego specjaliści od wizerunku. Przez włączenie się do nagonki na LGBT Duda być może zmobilizuje elektorat negatywnie usposobiony do gejów i lesbijek -wyznający antywartości i karmiący się resentymentem, jednak może ponieść poważne straty w centrum, które oczekuje od niego powagi, odpowiedzialności i umiaru. Spotkanie ze Staszewskim nie zostało nawet odpowiednio opowiedziane przez TVP i inne prorządowe kanały propagandy. Wiatr zawiał tylko w drugą stronę, gdzie żagle swoje nastawił Rafał Trzaskowski. Homofobiczne ataki, które wzorem kampanii europarlamentarnej zapewnić Dudzie zwycięstwo w tych wyborach, mogą więc okazać się gwoździem do trumny jego prezydentury. Byłby to doprawdy zaskakujący koniec „dobrej zmiany”. Ale koniec zasłużony.

 

 

Exit mobile version