Podczas konferencji prasowej w Gdańsku przewodniczący NSZZ „Solidarność” rzeczowo i kompetentnie, choć nie bez emocji, zdekonstruował kłamstwa, pomówienia i manipulacje tygodnika Tomasza Lisa.
Piotr Duda zwołał konferencję prasową głównie po to, by odnieść się do publikacji w tygodniku „Newsweek”, w którym przedstawiono go jako bogatego oszusta wyłudzającego bezpodstawne zniżki w hotelach i niezrównoważonego ekscentryka zamawiającego dla swojego małego yorka specjalne ręczniki z wyhaftowanym imieniem psa. Autorzy oczerniającego Dudę artykułu twierdzili również, iż niektóre spółki należące do NSZZ „Solidarność” mają podwykonawców, których personel zatrudniony jest w trybie umów cywilno-prawnych. Zanim jednak przeszedł do tej kwestii, Duda dowodził, prezentując dziennikarzom skan swojej książeczki wojskowej, iż nigdy służył w ZOMO – co zarzucili mu wcześniej m.in. Henryk Wujec i Michał Kamiński.
Przewodniczący NSZZ „Solidarność” był wyraźnie zdenerwowany, gdy przeszedł do oskarżeń sformułowanych przez dziennikarzy „Newsweeka”. Stwierdził, że nie będzie się bronił, ani z niczego tłumaczył, lecz, że przedstawi zgromadzonym dziennikarzom fakty, które będą przeczyły tezom wyrażonym w tygodniku Tomasza Lisa. Później, w rzeczowy i wiarygodny sposób, Piotr Duda odrzucił oskarżenia o pobyt kołobrzeskim hotelu zarządzanym przez spółkę, której właścicielem jest NSZZ „Solidarność”, w terminach wskazanych w wykazie rejestracji tego ośrodka – który to wykaz „Newsweek” opublikował. Wykazał, gdzie w tych terminach przebywał, przedstawił fotografie i kilka dokumentów potwierdzających jego słowa oraz wymieniał wielu świadków – w tym byłego prezydenta i obecnych oraz byłych ministrów – których jego pełnomocnicy wezwą do złożenia zeznań przed sądem. Zapowiedział dziennikarzom, którzy sporządzili atakujący go materiał, że będą odpowiadali przed sądem w trybie karnym i cywilnym.
Piotr Duda wyśmiał oskarżenia dotyczące jego rzekomo ekscentrycznego stosunku do psa. Kategorycznie odrzucił zarzuty dotyczące zamawiania „ręczniczków” czy konkretnej marki karmy, wskazując m. in. iż jego york żywi się zupełnie inaczej niż sugerują to dziennikarze „Newsweeka”. Przewodniczący „S” zapowiedział, iż kupi swojemu psu pluszowego lisa z haftem „Newsweek”. – Będzie się nim bawił. To będzie taki jego gryzak – żartował Duda.
Przewodniczący NSZZ „Solidarność” nieco enigmatycznie odniósł się do kwestii podwykonawców zatrudniających ludzi – jak powszechnie przyjęło się o tym mówić – na umowach śmieciowych. Wyjaśnienia były dość chaotyczne, jednak Duda wyraźnie odrzucił oskarżenia jakoby ktokolwiek z zatrudnionych w kołobrzeskich hotelach nie mógł legitymować się umową o pracę – choć nie ma pewności, czy dotyczy to wyłącznie pracowników spółek zarządzających hotelami, czy również podwykonawców. Tym bardziej, że pojawiła się także informacja, iż część osób z firm podwykonawczych została niedawno zatrudniona przez jedną ze spółek w trybie umów o pracę.
Duda twierdził także, iż w kołobrzeskim hotelu był pięć razy służbowo – w związku z posiedzeniami Komisji Krajowej i innymi wydarzeniami związkowymi – i raz, przez 3,5 dnia, prywatnie. Za ten ostatni pobyt zapłacił, zgodnie z cennikiem obowiązującym kierownictwo związku w spółkach, których „S” jest właścicielem, 85 zł. Zaś inne rezerwacje na jego nazwisko miały być wykorzystywane do goszczenia różnych osób związanych z „S”. Duda mówił m. in. o starym księdzu, który wymagał rehabilitacji oraz kioskarce, która cieszy się sympatią pracowników Komisji Krajowej i wymagała pomocy.
Pod koniec swojej prezentacji Piotr Duda stwierdził, iż artykuł „Newsweeka” mógł być inspirowany przez firmę, z którą związkowa spółka prowadząca kołobrzeski ośrodek rehabilitacyjny zerwała wielomilionowy kontrakt. Szef związku sugerował także, iż atak na niego jest realizacją politycznego zamówienia Platformy Obywatelskiej i swoistą karą za poparcie kandydatury Andrzeja Dudy na prezydenta.
– O tym, kto jest przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” nie będzie decydował ani Tomasz Lis, ani Platforma Obywatelska – mówił Piotr Duda, nie pozostawiając wątpliwości co do swojej interpretacji okoliczności.
W odpowiedzi na konferencję szefa „S” głos zabrali autorzy tekstu w „Newsweeku”. Uznali, że odpowiada on na zarzuty, których w tekście nie było. „Sęk w tym, że w naszym tekście nigdzie nie ma informacji, że Duda był 27 razy w hotelu. Opublikowaliśmy jedynie wydruk 27 hotelowych rezerwacji na jego nazwisko razem z informacją, że sam Duda przyjeżdżał do Bałtyku 4-5 razy” -piszą Wojciech Cieśla i Michał Krzymowski. Cóż: sęk w tym, że to nie do końca prawda. Autorzy napisali, że Duda w „Bałtyku” „bywa regularnie – na służbowych zjazdach Komisji Krajowej Solidarności, szkoleniach i prywatnie” oraz, że „w ciągu ostatnich dwóch lat cztery, pięć razy przyjeżdżał do Bałtyku prywatnie, także z żoną”. Że apartament 1708 to „pokój Dudy”, „apartament Dudy”, że pracownicy mówią: „w innym nie wolno nam go zameldować”. Cały tekst – od leadu począwszy – poświęcony jest „wczasom w luksusowym apartamencie”, „luksusowym wczasom”. Inaczej mówiąc – artykuł, przyozdobiony wydrukami rezerwacji, napisany jest tak, żeby przekonać czytelników, iż szef „Solidarności” raz po raz jeździł wylegiwać się w luksusowych apartamentach na koszt związku – „odpoczywa od zmagań z biedą i wyzyskiem pracowników, relaksując się w Kołobrzegu w luksusowym apartamencie”, jak ujęli to autorzy tekstu. Dowody, przedstawione przez Dudę stanowczo podważają ten obraz: jedną trwającą 3,5 dnia prywatną wizytę w ciągu sześciu lat trudno uznać za „regularne pobyty” na „luksusowych wczasach”.