Site icon Portal informacyjny STRAJK

Dwa dyżury na raz – pomysł ministra na deficyt lekarzy w szpitalach

źródło: youtube

Bilokacja lekarzy dyżurnych? To nie żart, tylko najnowszy pomysł ministra Konstantego Radziwiłła na braki kadrowe na oddziałach. Szef resortu przekonuje, że taka sytuacja nie odbije się negatywnie na standardzie świadczonych usług. Lekarze i eksperci śą innego zdania.

Szpital w Białymstoku / wikipedia commons

Jest już projekt rozporządzenia w tej sprawie. Jego celem jest zalepienie dziur kadrowych w wielu placówkach, powstałych po tym, jak lekarze zaczęli masowo wymawiać klauzule opt-out, czyli umowy, których zapisy obligują ich do pracy w nadgodzinach. Teraz czas pracy medyków znacznie się skróci, ale to nie znaczy, że zmniejszy się ilość nakładanych na nich obowiązków.

 O tym, jak zadziała rozporządzenie przekonamy się po Nowym Roku, kiedy stanie się skuteczna większość wypowiedzeń klauzuli. Nietrudno jednak przewidzieć, co może się stać, gdyż już teraz w wielu szpitalach brakuje lekarzy, a więc obecni muszą biegać po oddziałach i wykonywać obowiązki dwóch dyżurnych na raz. – W takich warunkach nie da się normalnie pracować. Presja czasu jest potężna, telefony się urywają, to musi się odbić na jakości, będą cierpieć pacjenci w dłuższej perspektywie – mówi jeden z lekarzy zatrudnionych w warszawskiej placówce.
Resort uspokaja, mówiąc, że zmiany oznaczają jedynie „uelastycznienie” czasu pracy lekarzy. Wszyscy jednak wiedzą co kryje się za takim eufemizmem. – To jest danie do ręki bacika, którym dyrektorzy będą mogli jeszcze bardziej poganiać lekarzy – mówi w rozmowie z TVN24bis prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz, którego zdaniem protesty lekarzy są kwestią czasu. Jako przykład podaje anestezjologów, których już teraz brakuje w większości placówek, a po genialnych posunięciach ministra będą obciążeni m.in. obsługą oddziałów ginekologii. – Proszę sobie wyobrazić, co się stanie, kiedy dojdzie do sytuacji, w której w dwóch miejscach na obu oddziałach lekarz będzie potrzebny by ratować życie – zauważa Marcin Sobotka z porozumienia rezydentów.
Minister Radziwiłł stara się jednak zaklinać rzeczywistość. – W niektórych miejscach wymagania przepisów dotyczących organizacji pracy są wygórowane w stosunku do rzeczywistych potrzeb. Nikt nie mówi tutaj o obniżeniu jakości, żeby nowe regulacje mogły zagrozić czyjemuś bezpieczeństwu – absolutnie nie ma takiej możliwości, natomiast dajemy możliwość dyrektorom szpitali, by zorganizowali tę pracę w sposób adekwatny do tego jakie są rzeczywiste potrzeby a zarazem możliwości – mówił wczoraj szef resortu zdrowia.

Lekarze zapowiadają, że nie mają zamiaru godzić się na pracę w takich patologicznych i zagrażających dobru pacjentów warunkach. Bardzo możliwe zatem, że wraz z początkiem nowego roku wybuchną masowe protesty w służbie zdrowia.

Exit mobile version