40 ze 100 tysięcy wymaganych sygnatur zgromadzili członkowie i sympatycy Partii Razem, którzy od maja br. agitowali na ulicach polskich miast za swoim projektem ustawy. Akcja „Pracujmy krócej!” zakończyła się niepowodzeniem, jednak ugrupowanie zapowiada, że to dopiero początek walki.

– Pewności co do tego, ze uda się zebrać 100 tysięcy nie mieliśmy od początku – mówi w rozmowie ze Strajk.eu działacz Partii Razem. – To była próba sił przed wyborami. Wiemy, w jakim jesteśmy stanie organizacyjnym. Nie traktujemy tego jako porażki, lecz bardziej jako sygnał, że potrzebna jest aktywizacja okręgów. Sporo osób włożyło w akcję bardzo dużo wysiłku, należą im się słowa uznania. Udało się również wynieść temat skrócenia dnia pracy na poziom debaty publicznej – dodaje aktywista.

Informacje o ponurych nastojach panujących w Razem po fiasku akcji podał dziennik „Rzeczpospolita”. Dziennikarze tego tytuły podają, że „w partii ma panować przekonanie, że wszystko zostało źle zorganizowane, a inicjatywa nie była przemyślana”. Co na to nasz rozmówca? – Taka interpretacja wynika ze złej woli. Oczywiście, nikt nie odtrąbił sukcesu i jest wiele obszarów,  na których musimy wznieść się na wyższy poziom, jednak mówienie o demobilizacji jest po prostu nieprawdą – uważa działacz.

W podobnym tonie dla „Rzeczpospolitej” wypowiedziała się Marcelina Zawisza z Zarządu Krajowego Partii Razem.  – Udało nam się rozpocząć ogólnopolską dyskusję na temat krótszego dnia pracy. Przeprowadziliśmy dziesiątki tysięcy cennych rozmów na ulicach polskich miast i miasteczek – dotąd nikt nie miał odwagi poruszyć tego tematu. Jesteśmy przekonani, że Polacy mogą pracować krócej, mieć więcej czasu dla siebie i swoich bliskich. Partia Razem będzie dalej walczyć o 7-godzinny dzień pracy – deklaruje współzałożycielka ugrupowania.

Jakub Majmurek z „Krytyki Politycznej” nie był przekonany w kwestii sensowności akcji już w maju.  „Mam ciągłe wątpliwości, czy taktycznie teraz to najlepsze posunięcie i czy się uda zebrać. W polskich warunkach niskich pensji te 5 godzin wolne oznaczać będzie często po prostu 5 godzin więcej na pracę na drugim etacie (połówce, ćwiartce), dodatkowe zlecenia i inne fuchy. Tym nie mniej, samo to, że pierwszej pracy jesteśmy pięć godzin krócej zmienia sytuację pracowników na lepsze. Pracodawcy będą pewnie przekonywać, że skrócenie czasu pracy obniży margines zysku wielu firm tak bardzo, że wypchnie to je z rynku. Argument ważny, ale zobaczmy wyliczenia i zastanówmy się na ile rozwiązania prawne powinny wspierać model biznesowy oparty o ekstensywną pracę” – napisał na Facebooku lewicowy komentator polityczny.

Projekt zakładał nowelizacje Kodeksu pracy w dziedzinie przeciętnego dziennego czasu pracy. Według pomysłu Razem czas ten nie mógłby w dalszym ciągu przekroczyć ośmiu godzin w maksymalnie czteromiesięcznym okresie rozliczeniowym, jednak w przeciętnym tygodniu mógłby wynosić maksymalnie 35 godzin. Działacze Razem przekonywali, że zmiany wpłyną korzystnie na rynek zatrudnienia, a także poprawią stan zdrowia polskich pracowników i przyczynią się do wzrostu wydajności pracy.

fot. Razem Lublin

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Na Szucha zapadł wyrok na Bodnara. PIS po pisowsku pozbył się RPO. „Czarny dzień dla obywateli”

Stanisław Piotrowicz, Krystyna Pawłowicz, Julia Przyłębska – m.in. takie tuzy sędzio…