W piątek i sobotę przeciwko oddaniu dwóch wysp, a wczoraj przeciw policyjnej brutalności protestowali mieszkańcy Kairu. Coraz więcej obywateli Egiptu aktywnie daje do zrozumienia, jak wielkim rozczarowaniem jest dla nich działalność prezydenta Abd al-Fattaha as-Sisiego.

Abd al-Fattah as-Sisi był dla Egipcjan kolejną nadzieją na lepsze rządy. Okazuje się, że niespełnioną / fot. Wikimedia Commons
Abd al-Fattah as-Sisi był dla Egipcjan kolejną nadzieją na lepsze rządy. Okazuje się, że niespełnioną / fot. Wikimedia Commons

Wczoraj setki ludzi manifestowały w Kairze przeciwko samowoli i brutalności policji. Impulsem był tragiczny incydent w dzielnicy Nowy Kair, gdzie policjant zastrzelił na ulicy sprzedawcę herbaty, niezadowolony z ceny napoju, a następnie ranił jeszcze dwie osoby. Na miejscu błyskawicznie zgromadziła się kilkusetosobowy tłum, który zniszczył radiowóz i wykrzykiwał „Policja to bandyci!”, aż nie rozpędziły go specjalne oddziały przeznaczone do likwidowania zamieszek. Protest powtórzył się kilka godzin później, kiedy karetka pogotowia przyjechała, by zabrać z ulicy ciało zamordowanego sprzedawcy.

Inne manifestacje odbywały się w piątek i sobotę w związku z decyzją prezydenta Egiptu Abd al-Fattaha as-Sisiego o przekazaniu Arabii Saudyjskiej dwóch wysp na Morzu Czerwonym. Rząd Egiptu oznajmił, że Tiran i Sanafir zawsze były własnością Saudów, a jedynie od 1950 r. na ich prośbę były „ochraniane” przez Egipt. W rzeczywistości przekazanie wysp u wejścia do Zatoki Akaba to część ceny, za jaką Egipt kupił od Arabii Saudyjskiej potężne wsparcie ekonomiczne, w tym dostawy ropy naftowej po specjalnie obniżonej cenie przez najbliższe pięć lat. Decyzje w tej sprawie zapadły podczas wizyty króla Salmana w Kairze na początku kwietnia. Miała ona także wymiar polityczny – Saudowie zgodzili się wspierać kulejącą egipską gospodarkę, byle tylko rząd as-Sisiego nie upadł i pozostał w proamerykańskiej grupie państw arabskich.

Dla większości spośród kilkuset protestujących w sprawie wysp były jednak one tylko pretekstem. Kiedy w 2013 r. wojsko, na czele z marszałkiem as-Sisim, obalało rząd Muhammada Mursiego, działało nie tylko na własne konto, ale z przyzwoleniem i ku radości setek tysięcy Egipcjan, którzy wcześniej protestowali przeciwko autorytarnym zapędom demokratycznie wybranego prezydenta, wieloletniego działacza krajowego oddziału Bractwa Muzułmańskiego. Większość społeczeństwa zaaprobowała również spacyfikowanie wielotysięcznych manifestacji zwolenników Bractwa w Kairze i Aleksandrii. Jednak nadzieje na to, że Abd al-Fattah as-Sisi, już jako cywilny prezydent, będzie nowym Naserem, odnowicielem Egiptu i człowiekiem, który zajmie się realną poprawą losu najbiedniejszych, okazały się bardzo na wyrost. Pod jego rządami zrobiono nader niewiele, by rozwiązać problemy, jakie pogrzebały poprzedni rząd wojskowych z Husnim Mubarakiem na czele. Ekipa as-Sisiego nie ma pomysłu na walkę z nędzą, w której żyje ponad 26 proc. obywateli Egiptu, z ogromnym bezrobociem wśród młodych ludzi, nie zamierza również zawalczyć z szalejącą korupcją. Kwitnie również policyjna brutalność – zabójstwo sprzedawcy było tylko jednym z niezliczonych jej aktów. Tym razem władze, poruszone zamieszkami, zapowiedziały, że sprawca zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Równocześnie jednak dały do zrozumienia, że protestów ulicznych tolerować nie zamierzają.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

USA chciały otruć Juliana Assange’a

Podczas procesu o ekstradycję niezależnego dziennikarza i sygnalisty Juliana Asange’a, jeg…