W najnowszym Newsweeku czytamy o kolejnej wojnie buldogów pod dywanem. Wojują ze sobą – na co dzień udający polityczną jedność – frakcje partii rządzącej. Chodzi oczywiście nie o wartości, a o posady dla swoich w spółkach skarbu państwa, które zapewniają finansowe zaplecze na przyszłe polityczne batalie nie tylko z opozycją, ale przede wszystkim z konkurentami we własnej formacji. Jak pisze tygodnik, pozycja Morawieckiego została nadszarpnięta po konferencji na temat Bliskiego Wschodu w Warszawie, która okazała się dyplomatyczną klęską. Ponoć sam pan Prezes był gotów nawet odwołać Morawieckiego.

W to ostatnie co prawda trudno uwierzyć, ale są i inne znaki na ziemi. Z obecnym premierem walczą przede wszystkim ziobryści – bardzo sprawni w tych gierkach i mający z nim na pieńku od początku rządów PiS. Nie jest przypadkiem, co zaznacza pismo Tomasza Lisa, że właśnie teraz pojawił się projekt kolejnej ustawy antylichwiarskiej. A na moje oko również nie jest przypadkiem to, że gdy wczoraj w radiu zapytano Patryka Jakiego o los jego zamrożonej ustawy reprywatyzacyjnej, ten wskazał wprost na szefa rządu jako tego, do którego należy ostateczna decyzja.

W ostatniej Praktyce Teoretycznej Łukasz Moll zauważył, że nowe transfery socjalne, zaproponowane przez kaczystów w ramach dwuskokowej kampanii wyborczej, nie wynikają ani z dobrego serca rządzących, ani z siły społeczeństwa czy – zażartujmy – organizacji lewicowych, które mogłoby się tego jawnie domagać. Nie, zawdzięczamy to głupocie liberałów, kierujących się ekonomicznymi uprzedzeniami z pierwszych lat transformacji. Dowodem słynna poniedziałkowa okładka „Gazety Wyborczej”, z którą PiS-owcy nie rozstają się w mediach, ilustrując nią kto może wygrać, jeśli wyborcy nie przedłużą o kolejną kadencję rządów partii pana Jarosława. Być może więc w skrytości ducha nie należy się oburzać na różnych Gadomskich czy Petru tego świata, skoro ich robota przynosi jednak jakieś korzyści. Tę Mollową teorię skapywania (gdzie elity się biją, tam ludowi coś skapnie) warto zastosować i do tego, co się dzieje wewnątrz PiS.

Ziobro już raz nowelizował ustawę antylichwiarską, wcześniej miesiącami zapowiadając ten ruch, co zapewniło mu widoczność w tabloidach i wizerunek szeryfa. Prawo jednak okazało się dziurawe, a zyski firm chwilówkowych na tyle duże, że – pomimo wzrostu poziomu życia – ludzie nadal je biorą. Co jest szkodliwe ze społecznego punktu widzenia; naprawdę takie pożyczki nie pełnią ważnej roli w gospodarce, a są jedynie formą wciągania biednych w pętle zadłużenia. Reprywatyzacja zaś jest nadal ani nie rozliczona, ani nie załatwiona do końca. Choć żyjąc w medialnej rzeczywistości może się wydawać, że przecież już ktoś się tym zajął. Zbliżają się zaś wybory, a więc władza mięknie. Cóż, pozostaje stawiać żądania, przekonywać opinię publiczną, wrzucać tematy, na własną choćby miarkę. I liczyć, że ubocznym efektem bijatyki współczesnych Puławian i Natolina będzie choćby niewielka naprawa społeczeństwa.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Zbigniew Ziobro – minister przegranej wojny

Zbigniew Ziobro formalnie jest ministrem sprawiedliwości. Jego ambicje sięgają jednak dale…