Ok. 140 tys. pracowników sektora publicznego wyszło wczoraj na ulice francuskich miast, by protestować przeciwko planowi masowych zwolnień forsowanemu przez prezydenta Emmanuela Macrona w ramach „modernizacji” kraju. Zgodę i współdziałanie zademonstrowały największe centrale związkowe.

Macron w ramach planu oszczędnościowego, który związki zawodowe zgodnie oceniają jako antyspołeczny, zamierza doprowadzić do zwolnienia z pracy łącznie 120 tys. pracowników budżetówki i zwiększyć „elastyczność” zatrudnienia pozostałych. Opór wobec tych planów zjednoczył wszystkie największe centrale związkowe znad Sekwany – na wczorajsze demonstracje zgodnie zapraszało dziewięć organizacji. Mobilizacja pracowników okazała się jednak mniejsza, niż spodziewali się przywódcy związkowi. W marszach przeciwko antyspołecznym reformom pod koniec marca szło od 323 tys. do nawet pół miliona ludzi, a na demonstracje pierwszomajowe przyszło ok. 200 tys. osób. Tymczasem wczoraj manifestowało, według francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ok. 139 tys. osób, z ponad 16 tys. w Paryżu.

Nauczyciele, pracownicy służby zdrowia, zatrudnieni w transporcie manifestowali całymi zwartymi grupami. Podkreślali, że zatrudnieni w ich branżach już są przepracowani, od dawna nie mogli liczyć na podwyżki płac, a tymczasem właśnie od nich zależy właściwe funkcjonowanie społeczeństwa, dostęp do podstawowych usług. Dalsze ataki Macrona na prawa pracownicze w imię „modernizacji” i „uelastyczniania” nie przyniosą społeczeństwu niczego dobrego, przekonywali.

– Jesteśmy tutaj z przesłaniem, iż musi się skończyć polityka, która faworyzuje 10 proc. populacji, tych, którzy już wszystko mają, a przynosi szkodę pozostałym 90 proc. Musimy skończyć z nierównościami! – przemawiał Pascal Pavageau, lider centrali związkowej Force Ouvriere (Siła Robotnicza). Wystąpienia przywódców związkowych przyjmowano z entuzjazmem. Natomiast Olivier Faure, lider Partii Socjalistycznej, która wbrew swojej nazwie wprowadzała antypracownicze reformy, gdy prezydentem był jej przedstawiciel Francois Hollande, został z pochodu wyproszony.

Manifestacje przebiegały zasadniczo w pokojowy sposób. Na demonstracji w Paryżu znalazła się jednak grupa zamaskowanych osób, które m.in. obrzuciły kamieniami mijane przystanki autobusowe i witryny drogich sklepów. Doszło do starć z policją, która użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych, a kilkanaście osób zostało zatrzymanych i usłyszy zarzuty „udziału w zgromadzeniu z zastosowaniem przemocy”. Z kolei w mediach społecznościowych pojawiły się doniesienia o tym, że policja agresywnie odnosiła się również do zwykłych demonstrantów, nierobiących niczego kontrowersyjnego.

Emmanuel Macron przygląda się protestom niewzruszony. Nie ma zamiaru rezygnować ze swoich antyspołecznych projektów – co gorsza dla Francuzów, znaczna część społeczeństwa naprawdę wierzy, że ich wdrożenie jest konieczne i odnosi się do demonstracji ulicznych, a także do trwających strajków, negatywnie.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Napiszę „enty” raz — jako lewicowcy spytajcie szanowna redakcjo guru europejskiej lewicy Warufakisa czemuż to przed wyborami w żabojadowie pisał sążniste artykuły pt.” Dlaczego europejska lewica MUSI poprzeć Macarona”.
    Poparła……………….. Cierp ciało jakeś chciało!!!!!!!!!!!!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Włochy: związki zawodowe znowu w natarciu

Związki zawodowe przypomniały, że pomimo szalejącej pandemii COVID-19 związane z nią ogrom…