Share Button

Jako pierwsza kampanię prezydencką we Francji nieoficjalnie rozpoczęła Marine Le Pen. Kandydatka skrajnej prawicy zamierza udawać reprezentantkę prostych ludzi, okraszając ksenofobiczne hasła prospołecznymi obietnicami.

www.facebook.com/JMLP.officiel/photos/
www.facebook.com/JMLP.officiel/photos/

Marine Le Pen, w odróżnieniu od polityków Partii Socjalistycznej czy Republikańskiej, nie będzie musiała przed właściwymi wyborami prezydenckimi stanąć do prawyborów w łonie własnej partii. Dlatego zapowiedziała, że prawdziwą kampanię wyborczą zacznie dopiero wtedy, gdy będzie znała wszystkich rywali. Niezależnie od tego skrajnie prawicowa działaczka na wczorajszym zjeździe Frontu Narodowego w Fréjus w południowej Francji zaprezentowała nowe hasła wyborcze i zarys programu.

„W imieniu ludu” to slogan, który będzie towarzyszył le Pen przynajmniej do lutego. Wyraźnie nawiązuje do hasła wyborczego jej ojca, Jeana-Marie Le Pena, z 1988 r.: „Le Pen, lud”. Kreuje również polityczkę jako przedstawicielkę zwykłych Francuzów, o których zapomniały rządzące elity. Obrona ludu w wykonaniu Le Pen to w pierwszej kolejności „obrona suwerenności i tożsamości Francji” przed imigrantami i, jak wyraziła się mówczyni, „polityczno-religijnym zwyczajom napływającym z zagranicy”. Audytorium nie trzeba było tłumaczyć, że chodzi o muzułmanów. Zebrani działacze i sympatycy nacjonalistów aktywnie reagowali również na zapowiedzi sprzeciwiania się „rozkazom z Berlina, Brukseli i Waszyngtonu”. Ponadto Le Pen chwaliła Brexit i mówiła, że nie może się doczekać, gdy tak samo jak Brytyjczycy zagłosują Francuzi. Nacjonalistyczny program okrasiła hasłami walki z ubóstwem i nierównościami społecznymi.

W sytuacji, gdy Partia Socjalistyczna tak bardzo zawiodła Francuzów, m.in. wprowadzając antyspołeczne prawo pracy, bardzo prawdopodobne jest, że część obywateli uwierzy, że ich reprezentantką naprawdę jest Marine Le Pen. Wybory prezydenckie zaplanowane są na kwiecień i maj 2017 r. Pierwsze sondaże nie dają szans kandydatowi lewicy, kimkolwiek by był – w drugiej turze mieliby spotkać się właśnie Marine Le Pen oraz polityk centroprawicowy.

Share Button

1 komentarz

  1. Saladyn napisał:

    Front Narodowy jest obecnie drugą partią jeśli chodzi o poparcie wśród francuskich Żydów i pierwszą partią jeśli chodzi o poparcie francuskich… gejów! Florian Philippot, numer 2 Frontu Narodowego, żyjący w nieformalnych związku gej, byłby potencjalnie premierem Francji, gdyby Le Pen doszła do władzy. Inny prominentny homoseksualista w szeregach zwolenników Marine Le Pen to Sébastien Chenu, twórca stowarzyszenia Gay Lib. Front Narodowy nie zabiera głosu w sprawach światopoglądowych (kwestia małżeństw homoseksualnych, aborcji etc etc.), i sprzeciwia się polityce neoliberalnej Partii Socjalistycznej (tylko z nazwy) i Partii Republikańskiej (Sarkozy et consortes). Z poparciem wielu mniejszości etnicznych (które często są niechętne Muzułmanom, vide Żydzi, Chinczycy, Portugalczycy), i homoseksualistów, oraz ze swoją radykalną polityką rozdziału religii od państwa, FN prezentuje się jako wzorcowa partia lewicowa w starym stylu. Retoryka nacjonalstyczna Frontu jest jedynie odpowiedzią na dramatycznie nieudolną politykę partii tradycyjnych wobec przemocy że strony radykalnych Muzułmanów, których wpływy nie przestają rosnąć.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*