Site icon Portal informacyjny STRAJK

Fuck mniejsze zło! Lewicowe spojrzenie na amerykańskie wybory

Joe Biden

Joe Biden/floridapolitics.com

3 listopada nie ma dobrego wyboru. Joe Biden nie jest mniejszym złem, jakkolwiek by tej kretyńskiej kliszy nie interpretować. Nie różni go od Trumpa zupełnie nic poza kindersztubą i zaawansowaną demencją, która Pomarańczowej Godzilli jeszcze nie dopadła. Większość przytomnych obserwatorów zdaje sobie z tego sprawę i nawet nie próbuje udawać, że jest inaczej w imię zaspokojenia własnego moralnego komfortu. Michał Konarski sam to wyraźnie zaznacza we wczorajszym Komentarzu Dnia, przyznając, że gdyby był amerykańskim wyborcą, to głosowałby, mając poczucie braku wyboru. Jednocześnie jednak przedkłada opinii publicznej jakieś fantazje o silnym lewym skrzydle Partii Demokratycznej, albo wzięte z chmurki tezy o tym jak to Demokrata w Białym Domu daje nadzieję na zmniejszenie biedy w USA.

Najnowsze tsunami nędzy i cywilizacyjnej destrukcji w USA uruchomił w latach 90. nie kto inny jak demokrata William Clinton wdrażając NAFTA. Najnowszą falę państwowego rasizmu także pomógł wznieść demokrata, niejaki Joe Biden doprowadzając do uchwalenia w 1994 roku Violent Crime Control and Law Enforcement Act. Neoimperalistyczna (po upadku ZSRR) bonanza też zaczęła się za miłościwego panowania nadziejnych Demokratów – w 1999 roku USA wysadziło w powietrze resztki Jugosławii i utworzyło Kosowo — gangstersko-militarną bazę w samym sercu miękkiego europejskiego podbrzusza. Ludzie tacy jak Bush Młodszy, czy Rudy Giuliani nadbudowali jedynie solidną strukturę o potężnych fundamentach. Skutecznie, nie można im tego odmówić; niemniej, odegrali wtórną rolę.

Podobnie zresztą było później z Barackiem Obamą, który zasiadał na tronie imperium toczącego dwie wojny, a gdy szedł na emeryturę było ich już siedem. Również on stworzył podwaliny pod klatkowanie dzieci na granicach, Trump po prostu skorzystał z przygotowanej do tego celu infrastruktury. Jedyne co ich faktycznie różniło to podejście do zagadnienia globalnego ocieplenia, które Obama przynajmniej udawał, że uważa za istotne i do końca próbował (albo przynajmniej stwarzał takie wrażenie) zablokować uzbrajanie ukraińskich nazioli, których w 2014 roku Zachód okrzyknął nową nadzieją białych. Jak już powszechnie wiadomo z ich uprzejmości korzystał także syn Joe Bidena inkasując całe 50 tys. dolarów miesięcznie od spółki Burisma. Zresztą, mówiąc po amerykańsku, wszystko to jest od dawna a matter of public record. Nie ma się co rozpisywać.

Na koniec warto tylko wytknąć jeszcze jedną rzecz redaktorowi Konarskiemu. Lekkim ruchem palca po klawiaturze prześlizgnął się on obok problemu potencjalnego “zaostrzenia kursu wobec Rosji” w okolicznościach wygranej Bidena. W tej chwili ludzkość ma zasadniczo dwa naprawdę poważne wyzwania – zagrożenie wojną nuklearną i zmianami klimatycznymi. “Zaostrzenie kursu” w sytuacji gdy Zegar Zagłady wskazuje 100 sekund do północy to po prostu zbrodnia przeciwko ludzkości – ludobójstwo w zamiarze ewentualnym. Za takie rzeczy należy się szubienica, a nie prezydencki stolec. Podobnie jak za powtarzane wielokrotnie stwierdzania, iż nie zakaże się szczelinowania.

PS. Jeszcze a propos Turcji zagrażającej Bałkanom. Suwerenności takich krajów jak Bułgaria czy Rumunia nie da się za bardzo “zagrażać”, gdyż są to kolonie zarządzane z ambasad amerykańskich w ich stolicach; Bośnia i Hercegowina nie jest państwem tylko protektoratem UE, Chorwacja i Słowenia są niemal własnością austro-niemiecką, tzw. Północna Macedonia istnieje tylko od bułgarskiej granicy przez Strumicę i Skopje do Tetowa, potem faktycznie zaczyna się Albania. Serbia jeszcze się opiera totalnemu podporządkowaniu, gdyż część rosyjskiego establishmentu nie chce jej po prostu oddać Zachodowi, podobnie jak Mołdawii. Niemniej, Turcja jest w tej chwili ostatnim zmartwieniem tych państw i zamieszkujących je nacji.

Exit mobile version