Od świtu w nieformalnym obozie uchodźców pod macedońską granicą obecne są uzbrojone po zęby oddziały greckiej policji. 8 tys. mieszkańców obozowiska ma zostać rozwiezionych po kraju. Jak na razie nie odnotowano ani oporu, ani aktów przemocy ze strony policji.

W dzikim obozie Idomeni 8 tys. zdesperowanych migrantów czekało na szansę przekroczenia granicy/youtube.com
W dzikim obozie Idomeni 8 tys. zdesperowanych migrantów czekało na szansę przekroczenia granicy/youtube.com

Obóz w Idomeni stał się jednym z symboli europejskiej obojętności wobec migrantów. Powstał spontanicznie w 2015 roku, kiedy Macedonia zaczęła stopniowo zamykać granicę, odmawiając wstępu przedstawicielom kolejnych narodowości, aż w końcu przejście na drugą stronę stało się niemożliwe dla wszystkich. W obozie koczuje obecnie ok. 8 tys. osób; panujące w nim warunki sanitarne urągają ludzkiej godności. Zdesperowani mieszkańcy Idomeni próbowali siłą forsować granicę; nie brakuje też przemytników i handlarzy ludźmi.

Z terenu obozu usunięto wszystkich wolontariuszy i media. Nad ranem wkroczyło tam 400 uzbrojonych policjantów, którzy zaczęli kierować mieszkańców obozu do busów; te mają ich zawieźć do rządowych ośrodków zamkniętych, których budowa ciągle nie została zakończona. Według obietnic rządu ewakuacja obozu ma się odbyć bez użycia przemocy, jak dotąd faktycznie nie odnotowano żadnych incydentów. Jednak, jak ostrzegają aktywiści, szanse na to, że całe 8 tys. mieszkańców obozu opuści go dobrowolnie, są nikłe. Wielu nie chce odchodzić – liczą na to, ze granica z Macedonią zostanie ponownie otwarta, albo że uda im się przekroczyć ją nielegalnie. Zamknięte obozo-więzienia nie oferują wcale znacząco lepszych warunków niż obsługiwany w dużej mierze przez zagranicznych wolontariuszy Idomeni. Na mocy podpisanej w zeszłym roku umowy ich mieszkańcy mają być rozlokowani po innych krajach wspólnoty, jednak jak dotąd teoria nie zamieniła się na praktykę.

– Wszyscy się zastanawiają nad tym, jak przebiega ewakuacja, czy będą zamieszki czy nie, a tymczasem to w ogóle nie powinno być naszym głównym zmartwieniem – mówi Loic Jaeger, szef greckiej misji Lekarzy bez Granic. – Wszyscy ci ludzie powinni już mieć normalne domy w Europie. Jest ich tylko 8 tys., dlaczego pakuje się ich w autobusy i rozwozi po niewykończonych obozach w całej Grecji, zamiast zgodnie z obietnicą znaleźć im miejsce do życia w innych krajach Unii? – pyta.

W sumie na terenie Grecji znajduje się obecnie 50 tys. ludzi, którzy przypłynęli do Europy na dziurawych kutrach, uciekając przez wojną, terroryzmem i głodem. Najtrudniejsza jest sytuacja w zamkniętych ośrodkach na wyspach greckich, gdzie część zdesperowanych ludzi zdecydowała się na strajk głodowy. – Nie jem już siódmy dzień – mówi Wassim Omar, więzień obozu na Chios, nauczyciel z Syrii. – Nie zamierzam spędzić tu całego swojego życia.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Przeciwnicy „Piątki dla zwierząt” demonstrują w Warszawie

Rano na rondzie Dmowskiego w stolicy protestujący rolnicy z Agrounii rozrzucili świece dym…