Eksperci podejrzewają, że nawet 74 tys. osób chorych na malarię nie szukało opieki medycznej z obawy przed zarażeniem się wirusem eboli. Może się okazać, że wyleczalna i znacznie mniej groźna malaria zabiła więcej osób.

wikimedia commons
wikimedia commons

Pandemia eboli w Afryce Zachodniej trwa od grudnia 2013 roku. Na śmiertelnego wirusa zachorowało 27 tys. ludzi, a ponad 11 tys. zmarło. Najwięcej przypadków odnotowano  w Liberii, Sierra Leone i właśnie w Gwinei. Kilkanaście zachorowań odnotowano też w sąsiedniej Nigerii oraz w Mali. Jak dotąd najwięcej ofiar jest wśród Liberyjczyków – ponad 4 tys., jednak szczęśliwie w maju tego roku ogłoszono, że kraj ten jest wolny od wirusa. Nowe zachorowania wciąż jednak odnotowuje się w Sierra Leone i w Gwinei.

Ebola przenosi się przez kontakt z wydzielinami zarażonych ludzi bądź zwierząt, najczęściej przez stosunki seksualne albo zakażenia wewnątrzszpitalne. Te drugie we wszystkich krajach, opanowanych przez pandemię, stały się prawdziwą plagą. Aż 10 proc. wszystkich ofiar to personel medyczny.

Jak alarmują eksperci, duże zagrożenie zakażenia się ebolą w placówkach medycznych w Gwinei doprowadziło do sytuacji, w której pacjenci zaczęli unikać służby zdrowia, nawet w przypadku zagrożenia życia. Najwyraźniej widać to w przypadku osób chorych na malarię – tropikalnego wirusa, zabijającego ok. 4 na 1000 leczonych chorych. Przenoszona jest głównie przez komary. Objawy choroby na początku są podobne do eboli – należy do nich m.in. bardzo wysoka gorączka. Chorzy, poza niechęcią wobec szpitali, bali się też umieszczenia w przymusowych ośrodkach dla chorych na ebolę, w których panują koszmarne warunki sanitarne. Od początku epidemii liczba osób z malarią, zgłaszających się do szpitali spadła o 69%, co oznacza, że w szpitalach pojawiło się o 74 tys. mniej zakażonych tym wirusem. Eksperci podejrzewają, że nieleczona malaria mogła pochłonąć więcej ofiar niż ebola.

WHO wydało już okólnik, zgodnie z którym wszyscy pacjenci z podwyższoną temperaturą mają dostawać leki na malarię.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. miast pieprzyć się z „pomocą humanitarną”, warto sięgnąć po sprawdzone środki – napalm albo gazy bojowe. albo kilka małych atomówek i po epidemii a i pieniędzy na „pomoc humanitarną” marnować nie trzeba.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Przykład dla Polski: bojowy związek zawodowy porwał do strajku pracowników szpitali, żłobków i wodociągów

Sytuacja gospodarcza jest zadowalające, a zatem czas na wzrost płac – mówią pracowni…