Stephen Walt, profesor wydziału stosunków międzynarodowych Uniwersytetu w Harvardzie wyjaśnia, dlaczego siłowe wprowadzenie demokracji zachodniej przez USA nie przynosi sukcesów.

www.flickr.com/photos/cameliatwu/
www.flickr.com/photos/cameliatwu/

Uczony sugeruje amerykańskim władzom, by przestały narzucać swój model rozwoju siłą militarną i zaczęły pracować nad zmianą koncepcji polityki zagranicznej. Walt przytacza, wydawałoby się oczywiste argumenty, które jednak, jak dotąd, nie dotarły do świadomości amerykańskich polityków. Po pierwsze, uważa, że nie wystarczy dyktować zapisów nowej konstytucji i rozpisywać wyborów, a właśnie tak działają Amerykanie. „Trzeba być niesłychanie zarozumiałym, żeby liczyć, że amerykańska armia wyeksportuje demokrację szybko i tanio” – pisze profesor na łamach „Foreign Policy”.

Po drugie, wprowadzanie demokracji przy użyciu uzbrojonych po zęby żołnierzy budzi zrozumiały opór miejscowej ludności. Po trzecie, w trakcie tzw. demokratyzacji miejscowe elity tracą władzę i nagromadzone środki, co tworzy z nich natychmiast nieprzejednaną opozycję. Po czwarte wreszcie, metody siłowe wywołują taką samą reakcję, która jest tym silniejsza, im mniej Amerykanie znają miejscowe zwyczaje i styl życia oraz stawiają na czele podporządkowanych sobie rządów ludzi niekompetentnych i pozbawionych autorytetu, co jest nagminne i dobrze widoczne obecnie w krajach arabskich. Walt twierdzi, że nie ma taniego i efektywnego sposobu wprowadzania demokracji zachodniej w krajach, które nie mają doświadczeń funkcjonowania według jej zasad.

Uczony proponuje skoncentrować się na dyplomacji i dawaniu dobrego przykładu. Obawiać się należy, czy proponowane przez uczonego sposoby wprowadzania demokracji na wzór amerykański są dostatecznie skuteczne, by ustawiła się kolejka chętnych.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Czy ten profesorek jest aż tak głupi, czy cynicznie podtrzymuje jankeską propagandę, mając pełna świadomość o co chodzi? A chodzi jak zwykle o pieniądze. Owo „szerzenie demokracji” to tylko stwarzanie pozorów – pretekst, aby napadać na kraje mające zasoby naturalne i przejmować nad nimi kontrolę. Gdyby chcieli szerzyć demokrację, zaczęliby od swoich sojuszników – AS i Izraela (swoją drogą ciekawy alians – brak sporów przy takim rozrzucie ideologicznym).
    Szlak szerzenia demokracji to albo tereny roponośne, albo kraje położone w punktach wygodnych do zakładania baz wojskowych. Ostatecznym celem jest rzecz jasna Rosja.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Rozwód im się nie opłacał. Kaczyński dogadał się z Ziobrą. Ale to nie koniec. „On z ojcobójstwa nie zrezygnuje”

Nie będzie rozpadu Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Kaczyński nie zaryzykował przeprowadzeni…